sobota, 24 wrzesień 2016 19:33

Marta Niemczyk - „Babska robota”

Być kobietą to strasznie trudne zajęcie, bo polega głównie na zadawaniu się z mężczyznami – stwierdził niegdyś Joseph Conrad, angielski pisarz polskiego pochodzenia, czyniąc tym samym ukłon pod adresem obu rywalizujących płci. Miał rację. O ile być kobietą to zajęcie dostatecznie trudne, o tyle być kobietą-nacjonalistką to prawdziwe wyzwanie – zbyt postępowa dla prawicy, zbyt konserwatywna dla lewicy; za prawa dla lewych, za lewa dla prawych. Ciosy padają ze wszystkich stron, najbardziej bolą jednak te zadane w plecy. Jakie spełnia zadanie i czy w ogóle ma z góry przypisaną rolę? A może sama wybiera repertuar? To ważne, by móc śmiało przypomnieć Szczuce, że znienawidzone przez nią „faszystowskie mordy” mają również kobiece oblicze.

 

Dobra robota

Kobieta w ruchu narodowym to chyba najbardziej kontrowersyjne i „niepoprawne polityczne”, niestety także najmniej eksponowane oblicze polskiego nacjonalizmu. Pisząc „eksponowane”, nie mam jednak na myśli modelek reklamujących koszulki patriotyczne, ani „hostess” rozdających ciastka z okazji Dnia Kobiet. Z założenia posądzone o anachroniczny „konserwatyzm”, z etykietką „tradycjonalistki” (bez względu na to, o której tradycji mowa), wykluczane przez środowiska, które rzekomo wypowiedziały wykluczeniu świętą wojnę. W pożal się Boże dyskursie publicznym, linia sporu, w uproszczeniu przebiega następująco: z jednej strony krąg „zawodowych” feministek, od lat w niezmienionym składzie, wspierających i wspieranych przez, powiedzmy, nieheteronormatywne lobby (wszak wiadomo, że w związkach homoseksualnych nie ma bitych kobiet, skądże); po drugiej stronie barykady młode dziewczęta opowiadające o urokach macierzyństwa, w jego upudrowanej formie, pouczające o skromnym ubiorze i byciu damą. Zaklinanie rzeczywistości po obu stronach.

 

Nie jestem fanką tworzenia podkategorii „nacjonalizm – sekcja żeńska”, więc napiszę krótko i przewrotnie: nasza podstawowa rola w niczym nie różni się od roli naszych kolegów: rozwijać się, myśleć samodzielnie, wyciągać wnioski, zdobywać wiedzę, czerpać z doświadczenia, wymagać od siebie i od innych, realizować jak najlepiej swoje pasje i zainteresowania dla siebie i dla wspólnoty. Przytoczę słowa byłego dziekana Wydziału Lotnictwa Wyższej Szkoły Oficerskiej Sił Powietrznych: Zamiast stawiać pytanie, czy kobiety są przydatne w wojsku, należy raczej zapytać, czy ta kobieta oraz ten mężczyzna nadają się pod względem fizycznym i psychologicznym do pełnienia służby wojskowej. [1] Choć słowa te odnoszą się do służby wojskowej, to jednak doskonale oddają, to co chciałabym przekazać.

 

Jak baba...

Kobieca reprezentacja Australii w piłce nożnej dostała łomot od drużyny chłopców do lat 15 – informował jakiś czas temu Dziennik Narodowy pytając zaczepnie, „co na to feministki”[2]. Z komentarzy „najprawilniejszych z prawilnych” dowiedziałam się, że kobiety są stworzone do innych rzeczy, lepsze byłyby zawody w szydełkowaniu oraz że pewne rzeczy są zarezerwowane dla mężczyzn. Czując się niejako „wywołana do tablicy”, przypomniałam szanownym kolegom i koleżankom o sukcesach polskich zawodniczek rugby, czy piłkarek brazylijskich. W jednej chwili stałam się nie tylko „lewakiem”, ale i „debilką”. Do pierwszego już zdążyłam przywyknąć, do drugiego – nie mam zamiaru. Parę miesięcy później, ten sam Dziennik Narodowy triumfalnie donosił o sukcesie Anity Włodarczyk na Igrzyskach Olimpijskich w Rio, o złotych medalach dla naszych wioślarek Magdaleny Fularczyk-Kozłowskiej i Natalii Madej, stawał murem za polską biegaczką Joanną Jóźwik. W końcu, spośród 11 medali zdobytych podczas Igrzysk, 8 z nich wywalczyły Polki; Brawo, dziewczyny!, Duma narodowa!, Serce rośnie – Ale jakże to? Skoro kopanie piłki to „męska rzecz”, to czym jest rzut młotem? Być może problem nie tkwi w płci, tylko w tym, aby każdy mógł rozwijać to, co mu wychodzi najlepiej – bez arbitralnych założeń? Owszem, trzymam polską flagę „jak baba” – z dumą.

 

Rama pasująca do obrazu?

Na temat roli kobiet w narodzie powstało już bardzo wiele publicystyki. Role – przynajmniej początkowo – rozdawali mężczyźni. Większość z nich koncentrowało się, niestety, wyłącznie na macierzyństwie, wychowaniu dzieci i cieple ogniska domowego, powtarzanych na ogół bezrefleksyjnie frazesach o cechach kobiecych niepodlegających dyskusji, predyspozycjach psychologicznych, wrodzonej delikatności, traktując je jak niepodważalny dogmat determinujący rolę. Przełom nastąpi dopiero wtedy, gdy uświadomimy sobie, że my, kobiety, nie rodzimy się przecież matkami. Nie oznacza to, że wyrzekamy się macierzyństwa, nie! Macierzyństwo to jednak pewien etap w życiu. Poprzedzony, a czasem wkomponowany mniej lub bardziej harmonijnie w pracę, naukę, działalność społeczną, czy twórczą. Jako ciekawostkę wspomnę, że część z pań, które przed II wojną światową były czynne w obozie narodowym (m.in. jedna z pierwszych kobiet-senatorów Józefa Szebeko, posłanki Gabriela Balicka i Zofia Sokolnicka), nie założyła rodziny, bądź – mimo zawarcia małżeństwa – nie doczekała się dzieci. Myślę jednak, że nie umniejsza to ich dorobku, ani kobiecości. Bycie matką to zadanie kobiety – co do tego nie ma wątpliwości. Lecz obraz macierzyństwa kreślony przez prawicę, często nie przystaje do polskiej rzeczywistości: krew, pot i łzy – nie zawsze szczęścia; poród to nie spacerek, macierzyństwo zaś to zmiana o 180 stopni; zdarzają się momenty kryzysu. Przyznanie się do tego to jeszcze nie hołdowanie ideologii gender! Brak jest także równowagi między akcentem kładzionym na zagadnienie macierzyństwa, a wagą przywiązywaną do ojcostwa – o tym prawie się nie mówi.

 

Rama obrazu, choćby największego dzieła sztuki, przykuwa znacznie mniej uwagi, niż obraz. Ma się z nim komponować, stanowić doskonałą jego oprawę. Kobiety stanowią ponad[3] połowę „narodu”, dla którego narodowcy przecież tak ciężko pracują. Obraz tworzymy wspólnie.

 

Przełamać monopol

Wyjść z cienia, także na scenie nomen omen feministycznej. Wątpię, aby aktywizacja społeczna kobiet w Polsce miałaby się odbyć za sprawą magicznych słów Dzień dobry, czy chciałaby Pani porozmawiać o naszym Panu i Zbawcy, Romanie Dmowskim?. Nie jest zresztą tajemnicą, że Dmowski osobiście nie był fanem zbytniego zaangażowania politycznego kobiet – ale my możemy, a nawet powinniśmy. Do zrobienia jest wiele, szczególnie gdy „prawa kobiet” i ich „godność” odmieniane są przez wszystkie przypadki przez różne stronnictwa politycznych, wycierające sobie mordę „kobietami” w walce o własne poparcie. Czas najwyższy zmierzyć się z rzeczywistością: emigracja, handel ludźmi, prostytucja, warunki zatrudnienia, opieka prenatalna, poród, przemoc seksualna, opieka psychologiczna, dostęp do informacji prawnej, pedofilia w bliskiej rodzinie.

 

Szanowni antyfeminiści, zamiast zaciekle zwalczać feminizm – zwalczajcie po prostu seksizm; zamiast nieustannie winić marksizm kulturowy – wińcie patologie trawiące polskie rodziny, zamiast szydery ze Szczuki – promujcie szacunek do drugiego człowieka; zamiast akcji antyfeministycznych, organizujcie akcje pro-kobiece. Tylko pamiętajcie – „kobiece” wcale nie musi oznaczać „skromne”, „kruche” i „wątłe”.

 

Nie każda z nas ma zacięcie społecznikowskie. Ale to nic. Marzy mi się, żeby kiedyś, podczas jakiegoś kongresu narodowego, czy w trakcie przemówienia, na scenę weszła kobieta i dynamicznie, z przekonaniem i pewnością w głosie mówiła o budżecie, przemyśle, obronności, administracji czy polityce zagranicznej.

 

 

[1]Ziółkowski Janusz, Te wspaniałe kobiety..., Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2003, s.20

 

[2]http://www.dzienniknarodowy.pl/662/70-taki-lomot-dostala-reprezentacja-kobiet-w-pilce/ (dostęp 21.09.2016)

 

[3]http://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/ludnosc/ludnosc/ludnosc-stan-i-struktura-ludnosci-oraz-ruch-naturalny-w-przekroju-terytorialnym-stan-w-dniu-30-vi-2015-r-,6,18.html (dostęp 21.09.2016)

 

Marta Niemczyk