sobota, 24 wrzesień 2016 19:28

Krzysztof Kubacki - „Jestem szturmowcem”


Dwa lata temu powstał mój tekst „Jestem nacjonalistą”. Czytając go ponownie parę dni temu, przekonałem się jak w ciągu dwóch lat można ideowo dojrzeć, zmienić się i jak idea we mnie ewoluuje. Postanowiłem więc napisać ponownie tekst o podobnych zagadnieniach jak tamten, tym razem z bardziej zimną i dojrzalszą głową, z bardziej chłodnym, ale nie mniej idealistycznym spojrzeniem na świat. Dwa lata „Szturmu” zleciały nam jak jeden dzień, pismo i niesiona przez nie idea zmieniła każdego z nas. Widzę to po ludziach podsyłających mi swoje artykuły i po tym, jak one zmieniały się na przestrzeni tego okresu. Z numeru na numer staramy się, aby te teksty były lepsze, aby dzięki nim polski nacjonalizm wychodził na jeszcze bardziej utwardzoną drogę. Bez pustych frazesów, ale z większą ilością konkretów. Bycie redaktorem naczelnym „Szturmu” oraz tworzenie pisma z, jak to nas określono ostatnio w komentarzu, „inteligentami”, to wielki zaszczyt, ale także ogromna odpowiedzialność. Odpowiedzialność za to, co przekazujemy ludziom, ale także za tworzenie idei nacjonalizmu szturmowego i tego jakie przesłanie za sobą niesie oraz co po sobie pozostawi. W czasach, kiedy wielu ludzi woli odwrócić głowę od problemów, pocieszając się, że nie jest tak źle. W czasach, kiedy młodzi ludzie wolą uciekać od polityki, starając się o niej nie myśleć. W czasach panowania demokracji liberalnej, która niszczy moralność i upadla człowieka do cna. My wybraliśmy drogę walki. Mamy nadzieję, że ten rocznicowy numer, który właśnie przed sobą macie, przybliży Wam drogę, którą obraliśmy i z całym swoim przekonaniem do nas w tej drodze dołączycie.



Walka przeciw demoliberalizmowi



Demokracji liberalnej, której nie udało się zapanować po pierwszej wojnie światowej, udało się po tej drugiej. Demokraci liberalni, od końca drugiej wojny światowej, powoli, ale z pełną stanowczością przejęli kontynent dla siebie, ogłaszając koniec historii i pełnię szczęścia pod kuratelą swojego systemu politycznego. Rządy demoliberałów to tak naprawdę rządy ponadnarodowych mafii, ukrytych pod pięknymi frazesami i ponadnarodowymi organizacjami.

Jedyne co za tym przyszło, to chęć zabicia narodowych tradycji, poczucia, że to co narodowe, że tradycje, historia to już nic nie warte relikty przeszłości, że żadne wartości nie istnieją, poza pełnym brzuchem i pogonią za portfelem. Demoliberalizm to rządy parlamentarnych pasibrzuchów, dających się pociąć dla swoich partyjnych interesów, przekładających je ponad dobro narodu. To rządy oszustów, którzy przy okazji każdych wyborów kłamią na temat wszystkiego i są w stanie obiecać swoje życie dla chęci zdobycia władzy. Demoliberalizm to rządy ludzi pozostawiających rodziny na pastwy losu, biednych pracowników, pracujących za głodowe stawki, to dramaty ludzi nie radzących sobie z demoliberalnym rajem i jego szarą rzeczywistością. Demoliberalizm to mechanizm państwowego bezprawia, z którym chcący żyć normalnie obywatel nigdy nie jest w stanie wygrać. To dlatego demoliberalizm pomimo swojej wielkiej pewności siebie i pychy, przegra.

Rzeczpospolita Szturmowa



Nie zmieniam swojego zdania co do prezydenta. To osoba prezydenta, naczelnika państwa czy jak go tam nazwiemy, w przyszłości powinna mieć większą i szerszą władzę, a jego kadencja powinna zostać wydłużona do 7 lat. Partie staną się jedynie politycznym folklorem, działającym gdzieś tam na uboczu, wstydliwym reliktem przeszłości. Prezydent, oprócz swoich doradców, do pomocy będzie miał przedstawicieli społeczności lokalnych, związków zawodowych, przedstawicieli pracodawców i pracowników, składających raporty o stanie życia ludzi, problemach i sposobach ich rozwiązania, reagowania państwa na potrzeby ludzi. To prezydent jako głowa państwa powinien dawać świadectwo i stać na straży tradycji oraz wlewać dumę narodową w serca swoich rodaków. To z jego inicjatywy powinna wychodzić walka z patologiami, które przesiąknęły ludzkie ciała i umysły pod rządami demokracji liberalnej. Wykluczenie partii politycznych, a przekazanie władzy w ręce prezydenta, wybranych przez niego specjalistów i ministrów, pozwoli skupić się na prawdziwym realizowaniu interesu narodowego, osiąganiu konkretnych postulatów i wyznaczonych celów, zamiast wiecznych kłótni partyjnych pasibrzuchów i rządzenia przez puste słowa i frazesy, zamiast konkretów. Państwo ma być silne, a nie być wiecznie skazane na widzimisię partyjniaków, bimbających od wyborów do wyborów i przypominających sobie o narodzie jedynie w czasie kampanii wyborczych.



Kwestia wychowania militarnego



Na temat militaryzmu też napisałem już dwa artykuły. Ten podtytuł będzie jedynie podsumowaniem, ale także dodaniem pewnych kwestii do tej tematyki. Wychowanie w duchu militaryzmu ma za zadanie przede wszystkim zahartować młode charaktery i przygotować je na dorosłe życie, a także nauczyć dyscypliny. Nauka obsługi broni oraz posiadanie choć podstawowego przeszkolenia wojskowego czyni państwo bezpieczniejszym w razie jakichkolwiek wstrząsów regionalnych i światowych. Lekcje przysposobienia obronnego powinny zwiększyć się o ilość godzin, a także powinno powstać więcej inicjatyw pozalekcyjnych, związanych z tematyką militarną. Lekcje historii muszą obowiązkowo skupić się na przedstawianiu zwycięskich kampanii polskiej armii, przedstawiać nawet jej bolesną historię, wszystko po to, żeby zżyć młodego człowieka z armią własnego kraju. Takie lekcje powinny być prowadzone przez obecnych lub byłych wojskowych, aby: po pierwsze, młodzież była w rękach specjalisty, a po drugie, trwałoby ciągłe budowanie relacji i wspólnoty na linii naród-armia. Trzeba zmienić w końcu podejście do samego służenia w armii i powrócić do dobrych, przedwojennych tradycji. Żołnierz ma prawo nosić mundur 24 godziny, a nie tylko od 7 do 15. Służba ma trwać całą dobę, nie tylko 8 godzin. Bycie żołnierzem, oficerem to coś więcej niż zwykła praca.



Polityka zagraniczna



Polityka zagraniczna naszego państwa musi się opierać na zupełnie innych podstawach niż polityka państw demoliberalnych. Nie będziemy już więcej mięsem armatnim ani pieskiem latającym z wystawionym jęzorem za większymi. Nasza polityka zagraniczna obowiązkowo opierać się musi na dobrych stosunkach z naszymi sąsiadami. Wzmocnienie Grupy Wyszehradzkiej, a także stworzenie szerszego sojuszu Międzymorza powinno być obowiązkiem państwa polskiego. Załatwienie bolesnych dla nas wszystkich kwestii historycznych oraz skupienie się na teraźniejszości i przyszłości naszych narodów może wzmocnić nie tylko nas, ale także inne państwa Europy Wschodniej. Powstaje bardzo dużo artykułów o Europie Zachodniej; że trzeba jej bronić przed imigrantami, przed utratą kultury i tradycji. Moje zdanie na ten temat bardzo się zmieniło. Nie oszukujmy się; Europa Zachodnia ma nas, narody Wschodu, głęboko w czterech literach. Oni nie kiwnęliby dla nas palcem, a jedynie sprzedali po jakiejś przystępnej dla siebie cenie. Interesy interesami, ale nic więcej. Jeżeli mamy budować gdziekolwiek więź i trwałe sojusze to jedynie tu, na Wschodzie. Jeżeli Zachód ma zostać zgubiony na własne życzenie, jest to wyłącznie ich problem. Byleby wszystko to co złe ich dotknęło, nie przeniknęło do naszych państw. Polska musi stać ramie w ramie ze swoimi wschodnimi sojusznikami, tu budować sojusze, tu budować interesy i swoją pozycję.



Idealizm

Pomimo twardej i brutalnej szarej rzeczywistości powinniśmy pozostać idealistami. Każdy ma momenty zawahania, zwątpienia – najważniejsze jest to, żeby zawsze wierzyć w swoje ideały. Choć może się wydawać, że do spełnienia naszych postulatów i marzeń ogromnie daleka droga, to należy z takim myśleniem walczyć. To co dziś wydaje się niemożliwe, jutro może być na wyciągnięcie ręki. Jesteśmy tylko małą cząstką w historii ludzkości i idei politycznych. Patrząc w tył możemy zobaczyć wiele wstrząsów i rewolucji, które zmieniały epoki. Przeobrażanie się społeczeństw, państw, upadanie jednych imperiów i powstawanie nowych. Nic nie działo się bez przyczyny, bez wcześniejszej formacji, działalności nawet małych grupek, wywierania wpływów, mocnej propagandy. Historia nie lubi nudy i lubi się zmieniać, bardzo często odrzucając to co złe za siebie. Dzisiaj jest jeszcze jak jest, ale spójrzmy, jaki ogromny krok do przodu zrobiliśmy. Dalej stawiajmy na formację, na własną, choć jeszcze mocno ograniczoną propagandę, szerzmy gdzie można nasze postulaty. Choć będą nam szeptać, że jest to nie do spełnienia, my musimy w nie wierzyć. System demokracji liberalnej postawił na niszczenie wszelkich mitów, uznając je za niepotrzebne. My musimy brać przykład z tych największych ludzi, reprezentujących w przeszłości naszą ideę. I choć zapewne oni mieli, tak jak my, chwile zwątpienia, nigdy formalnie się nie cofnęli i nie powiedzieli „dość”. Pamiętajmy, że byli takimi samymi ludźmi jak my, jeżeli oni potrafili, to nas również stać na wielkie czyny i danie przykładu kolejnym pokoleniom nacjonalistów.

Nie jesteśmy więźniami historii



Warto mieć przykłady w historii, jak wcześniej wspomniałem, ludzi nieugiętych jak stal, których należy podziwiać i starać się w swoim życiu postępować podobnie. Dotyczy to jednak danych postaw i stania przy swoich wartościach. Nie dotyczy to jednak kalkowania postulatów. Nie mamy ich nazwisk, nazw, symboli. Bo po prostu nie jesteśmy nimi. Nie możemy mieć poczucia niższej wartości czy jedynie wzdychać „bo dobrze to już było”. Dobrze jest, a będzie jeszcze lepiej. Tworzymy własną historię, własne postulaty, nazwy, symbole, prowadzimy własną walkę. Jak już gdzieś kiedyś napisałem – nasze czasy są najlepsze, bo są właśnie, po prostu, nasze! To my na chwilę obecną tworzymy przyszłe książki o historii, każdy nasz krok, zachowanie, ruch, postulat, wszystko będzie miało swoje odbicie w przyszłości. Nie możemy być pokoleniem straconym, które dało się zabić demoliberalnemu molochowi. Musimy spojrzeć w te książki historyczne inaczej, w duchu podziękować naszym poprzednikom i powiedzieć głośno: dzięki, daliście z siebie wszystko i my zrobimy tak samo, bo osiągniemy jeszcze więcej niż Wy. Nie jesteśmy więźniami historii, bo to teraz my ją tworzymy i zapisujemy swoje imiona na jej kartach.

Tworząc „Szturm”, zaczęliśmy pisać własną historię; wierzymy w nasze postulaty i jesteśmy przekonani o tym, że to nie żaden koniec historii, a dopiero początek. Wierzymy, że nowa epoka jest możliwa i to my będziemy jej twórcami. Wielu w tych czasach się odwraca, twierdzi, że trzeba działać w tym systemie jaki jest, bo nic innego nas nie czeka. Wielu daje się pochłonąć w stare określenia i szaty tzw. lewicowo-prawicowych bzdur. Skrajna lewica, skrajna prawica, ta zwykła prawica i ta zwykła lewica, śmieszne centrum etc. nie interesuje mnie to. Po prostu czas iść własną drogą, a określenia te zostawić historii. Ot tak, po prostu. Jestem szturmowcem.

Krzysztof Kubacki