poniedziałek, 29 sierpień 2016 23:34

Regres w katolickiej duchowości

Jeszcze pół wieku temu nie byłoby człowieka polemizującego z tezą, że Europa jest światowym centrum religii katolickiej. Dzisiaj nie jest to już pojęcie oczywiste. Mimo że od dłuższego czasu obserwujemy o wiele szybszy rozwój Kościoła w Afryce i Ameryce Południowej (czego przyczyną był jednak postępujący i niezakończony po dziś dzień proces nawracania ludności miejscowej), to dzisiaj można pokusić się o stwierdzenie, że serce katolicyzmu nie bije już na starym kontynencie. Liczby powołań, zarówno kapłańskich jak i zakonnych znajdują się obecnie na równi pochyłej. Europejski Kościół zdaje się być także całkowicie ślepy na problemy współczesnego świata. Ze świecą szukać hierarchy, który otwarcie skrytykowałby islamizację, czy masową imigracje, a kardynałów, którzy odważają się otwarcie stanąć na straży katolickiej doktryny, można policzyć na palcach jednej ręki. Bardzo wymownym wydarzeniem było nawoływanie do odprawiani Mszy Świętej ad orientem przez prefekta Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, którym jest nie kto inny, jak czarnoskóry kard. Robert Sarah. Jednak przede wszystkim na naszym kontynencie mamy dziś do czynienia z upadkiem duchowości, gdzie od lat stała na wysokim poziomie.

Zajmując się zagadnieniem chrześcijańskiej duchowości, można wyróżnić duchowość starego i młodego Kościoła. Postawę ,,młodokościelną” widzimy tam, gdzie katolicyzm dopiero się rozwija, a kult polega w znacznej mierze na emocjonalności. Charakteryzuje się szybkim rozwojem i dominuje przede wszystkim w Afryce, Azji i Ameryce Południowej. Tzw. stary Kościół istnieje natomiast w krajach Europy, Ameryki Północnej i po części także Ameryki Południowej (która dała chrześcijaństwu takich obrońców tradycji jak Nicholas Gomez Davila czy Gabriel Garcia Moreno). Tam gdzie instytucje są już ukształtowane, a pozycja religii ugruntowana, duchowość jest ukierunkowana bardziej na refleksję niż na przeżywanie.

Tak przestawiony ,,podział Kościoła” nie jest już jednak aktualny. Od epoki renesansu mamy do czynienia z próbami rewizji religijnego porządku świata, który zdaje się być współcześnie niemalże dokonany. Postępująca od czasu Soboru Watykańskiego Drugiego protestantyzacja Kościoła zbiera coraz większe żniwo. Jeszcze w czasie obrad soboru niemalże zablokowano ogłoszenie Marii Matką Kościoła, co jednak doszło do skutku po bezpośredniej interwencji ojca świętego, Pawła VI. Kolejnym czynnikiem w zmianie duchowości na starym kontynencie jest pentekostalizacja, czyli rozwój ruchów charyzmatycznych, zarówno katolickich, jak i protestanckich. Najwyraźniej można zaobserwować ją w krajach ,,młodego Kocioła”, jednak pentekostalizm staje się coraz popularniejszy także w Europie, a według niektórych badaczy stanowi on próbę stworzenia religii uniwersalnej. Zamiast refleksji, będącej oznaką głębokiej wiary, na pierwsze miejsce u młodych katolików coraz częściej wysuwa się przeżycie. Msza Święta, która powinna być traktowana jako spotkanie z żywym, cierpiącym Bogiem, coraz częściej jest degradowana do miana bratniej uczty. Chwilowe, pełne emocji przeżywanie przemija po zakończeniu uroczystości, natomiast ciche przemyślenia zostają na całe życie. Właśnie to miała wiernym do zaoferowania stara liturgia, przepełniona momentami cichej modlitwy. W nowym porządku mszalnym zostało to znaczący sposób ograniczone, co można uznać za kolejny czynnik zmian duchowości.

Coraz częściej hierarchowie godzą się na różne udziwnienia Mszy Świętej, łącznie z potępianym przez Kościół tańcem liturgicznym. Coraz częściej sami kapłani nie traktują z należytą czcią Ciała Chrystusa, a ich postawa ociera się o profanację, czego sam byłem świadkiem w jednej z niemieckich świątyń. W ogóle ostatnimi czasy można zaobserwować traktowanie Eucharystii przez wiernych z coraz większym dystansem. Jako przykład może posłużyć nam spotkanie z ojcem Bashoborą na Stadionie Narodowym w 2015 roku, kiedy to wśród porwanego przez emocje tłumu niewielu zauważyło, że celebrans wszedł na ołtarz w czasie przeistoczenia. Do coraz mniej dojrzałej duchowości dostosowane jest także nauczanie. Żeby nie urazić postępowych katolików, cenzuruje się św. Pawła, nie wspomina się o aprobacie Jezusa wobec dwóch mieczy, posiadanych przez uczniów. Podważana jest także trzecia prawda wiary głosząca, że Bóg jest sędzią sprawiedliwym, na pierwszy plan wysuwając Boże Miłosierdzie. Coraz częściej czytamy na portalach katolickich, że ,,piekło jest puste”. Natomiast fałszywie pojmowana wolność religijna prowadzi do zaniechania działalności misyjnej.

Po wstępnym przyjrzeniu się wszystkim problemom przedstawionym tutaj, człowiek zatroskany o losy Kościoła mógłby popaść w pesymizm, ponieważ sytuacja tej instytucji w Europie wydaje się poważna. W tym momencie należy jednak przypomnieć, że katolik ma obowiązek pozostania realistą. A nasz realizm doskonale ilustruje cytat z Ewangelii wg świętego Mateusza: ,,Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą”. Tym zdaniem można wyjaśnić całą historię Kościoła, jego teraźniejszość i przyszłość. Optymizm także nie jest człowiekowi wierzącemu potrzebny, ponieważ wie on, że na końcu historii nastąpi ostateczny triumf Jezusa. Natomiast sytuację w której obecnie znajduje się Kościół, można porównać do herezji ariańskiej z IV wieku po Chrystusie. Wtedy nawet wielu hierarchów przeszło na arianizm, tak jak dzisiaj wielu przechodzi na modernizm. A jednak antytrynitarze przegrali i tak samo na klęskę skazany jest modernizm. Jednocześnie wiele spraw leży w gestii ludzi dobrej woli. Każdy katolik poważnie traktujący swoją wiarę ma obowiązek kształtowania swojego otoczenia według dekalogu i katechizmu. Jak pisał współczesny amerykański konserwatysta Dinesh d’Souza, zwolennicy prawego porządku w społeczeństwie przyjaznym sobie, powinni przyjąć postawę zachowawczą, natomiast we wrogim otoczeniu należy zawsze pozostawać radykalnym.


Marek Kubiński