poniedziałek, 29 grudzień 2014 00:00

Rzecz o libido i typach polityków

Wprowadzenie

Sprawą nadal niejasną i znamienną zarazem jest charakter człowieka, a konkretniej – to, co go determinuje. Również określony typ polityka nie bierze się znikąd. Warto więc zerknąć do źródeł, żeby mieć jakiś konkretny punkt odniesienia, a najlepszym z nich zawsze jest Biblia. Święty Jan pisze w pierwszym ze swoich listów: „Wszystko bowiem, co jest na świecie, a więc pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia nie pochodzi od Ojca, lecz od świata.”. Świat jest tutaj rozumiany jako siła przeciwstawiająca się zbawieniu, a owe pożądliwości (lub żądze – łacińskie libido) skupiają w sobie całe zło świata i – co ważniejsze – człowieka. Komentator tego listu odsyła nas do całego szeregu fragmentów Pisma Świętego, w których owe żądze również występują. Bóg nie byłby sobą, gdyby nie potrafił wyprowadzić z każdego zła – dobra. Tak też jest w tym przypadku, ponieważ libido to nierozłącznie z człowiekiem związany element (nawet w pewien sposób określający go), a jednak jesteśmy wręcz powołani do życia przy Bogu, więc do zbawienia. Dlaczego tak się dzieje? Jeśli określamy swoje życie jako ukierunkowane ku Najwyższemu, to z całą pewnością – z jego pomocą – uda nam się wykorzystać nasze pożądliwości dla jego większej chwały.

Charakter i wpływ libido

Warto jednak zwrócić uwagę na sam charakter libido i na jego odmiany. Do tej sprawy w swoim eseju „Libido i lojalność w polityce” odnosił się niegdyś Wojciech Wasiutyński – ideolog RNR „Falanga”. Bazą jego rozważań również był ów list Janowy, ale przywoływał on także fragment „Myśli” Blaise Pascala, w której te pożądliwości zostają określone terminami łacińskimi:

- pożądliwość ciała to libido sentiendi

- pożądliwość oczu to libido sciendi

- pycha życia (zwana inaczej pożądliwością panowania) to libido dominandi

Ważny również jest fakt, że nawet św. Augustyn uznawał kuszenie Jezusa przez szatana jako odwołanie się do tych trzech pożądliwości: zmysłów (ciała) poprzez nakaz zamiany kamieni w chleb; wiedzy (oczu) przez przywołanie fragmentu Pisma, w którym jest napisane o posłaniu na ratunek aniołów przez Boga; władzy (panowania) dzięki ukazaniu „wszystkich królestw świata i wspaniałości ich”.

Opieranie się tym siłom jest niemożliwe, ponieważ są one wpisane w naszą naturę, stanowią nasz nieodłączny element. Chrystus mógł sobie na to pozwolić przez wzgląd na jego wybitność w byciu człowiekiem, ale też – przede wszystkim – dzięki temu, że sam jest Bogiem. My możemy jedynie kontrolować je tak, żeby nie działały na nas niszcząco. Jeśli bowiem osoba ma je w świadomości, to może je właściwie ukierunkować. W tym momencie – zależnie od intencji danego człowieka – stają się one pozytywnymi lub negatywnymi narzędziami w naszych rękach.

Człowiek rodzi się z różnymi kombinacjami intensywności tych czynników. Dominacja któregoś z nich określa go na tyle, iż może on się stać typem: polityka (w przypadku wrodzonej żądzy władzy), artysty (gdy na piedestale zostają postawione zmysły) lub intelektualisty (w momencie kiedy dominuje pożądliwość wiedzy). Oczywiście nie jest tak, że w momencie posiadania wrodzonych zdolności ku jakiemukolwiek z tych typów dany człowiek musi koniecznie funkcjonować w jednej z wymienionych wyżej profesji. Są to raczej pewne predyspozycje do ich wykonywania zawierające w sobie określony zespół cech, który może zostać wykorzystany w różnych zawodach, czy pozycjach społecznych. Dobrym przykładem na to jest funkcjonowanie w rodzinie człowieka o znacznej przewadze pożądliwości panowania. Taka osoba może chcieć posiadać rodzinę wielodzietną, ale jest ona również predestynowana do wprowadzania władczego sposobu prowadzenia domu, a niekiedy nawet do tyranii domowej.

Libido dominandi

Jak już zostało napisane – w momencie przewagi libido dominandi nad resztą pożądliwości mamy do czynienia z człowiekiem, który jest potencjalnym politykiem. Jednak istotne w tym momencie dla odróżnienia typów polityków mogłoby być towarzyszenie drugiego czynnika lub jego całkowity brak.

W pierwszym przypadku możemy mówić o rozróżnieniu na polityków –„artystów” i polityków –intelektualistów (ideologów). Wasiutyński przywołuje do tego pierwszego typu ludzi takich jak Mussolini lub Piłsudski, a do drugiego Dmowskiego i Salazara. Pierwsi z całą pewnością są znakomitymi kombinatorami i dowódcami, ale i charyzmatycznymi idolami swoich narodów. Drudzy z kolei są ludźmi idei, którzy oddawali całe swoje serca, życia za sprawy, w które wierzyli.

Z kolei w drugiej sytuacji mamy do czynienia z postaciami typu Stalin, czy Bismarck, więc bezwzględnymi dyktatorami, których żądze władzy przewyższają znacznie ideały lub ich własne wizje.

Te dwa typy polityków przekładają się – jak trafnie zauważa ideolog „Falangi” – na dwa rodzaje polityki. Już Arystoteles pisał o dobrych i złych ustrojach przeciwstawiając sobie je w zależności od intencji rządzących, a kluczowym elementem dla niego była tutaj chęć poświęcenia się – działania na rzecz dobra wspólnego. My – narodowcy – nazywamy ten czynnik interesem narodowym. Ma on nieco inny charakter niż ten arystotelesowski, ale zdaje się, iż poświęcenie dla niego również wynika z miłości i wierności względem wspólnoty.

Nie da się ukryć, że władza polityka, który chce realizować jedynie swoje własne ambicje, będzie tyranią, co doskonale obrazuje przykład Stalina. Natomiast w tym drugim przypadku, w którym silnemu libido dominandi towarzyszy libido sentiendi lub libido sciendi, z całą pewnością można mówić o predyspozycjach do bycia politykiem, który przysłuży się swojemu narodowi, czego doskonałymi przykładami są Piłsudski i Dmowski.

Podsumowanie

Mamy więc dwa typy polityków, spośród których jedna dzieli się na kolejne dwie podgrupy. Pytanie tylko – po co to rozróżnienie? Ano między innymi po to, żeby zwrócić uwagę na fakt, który typ jest pożądany. Zdaje się, że dyktatorzy, którzy realizują jedynie swoje własne interesy, są zbędni, więc śmiało można zdecydować się na wodzów lub ideologów. W dzisiejszych czasach dla Polski potrzebujemy zarówno jednych, jak i drugich. Zdaje się, że sytuacją idealną byłoby, gdyby za charyzmatycznymi wodzami stali odpowiedni ideolodzy, którzy by ich wspierali i współpracowali z nimi. Wiemy, iż taki model jest trudny do osiągnięcia ze względu na aspiracje oraz ambicje jednostek. Nie można jednak nigdy spoczywać na laurach, ponieważ w ten sposób żadnego konsensusu, czy złotego środka się nie wypracuje, a wiadomo, że nie myli się tylko ten, który nic nie robi. W dodatku warto dodać, że jako idealiści nie możemy zdawać się na kompromisy z ludźmi, którzy zawierzyli się ideom owocującym degeneracją. Powinniśmy zaczynać zawsze od nas samych i – wracając do meritum – nawet jeśli dominuje w nas żądza władzy nie pozostawiająca miejsca dla pozostałych pożądliwości ludzkich, musimy ją uświęcać i w sposób szlachetny ukierunkować.

Michał Walkowski