wtorek, 31 maj 2016 20:25

„Ratujmy kobiety!” czy „Kobiety, ratujcie się!” – o podmiotowości Polek

Wszyscy ostatnio „ratują kobiety” – narodowcy, lewica i liberałowie. Ci pierwsi ratują przed muzułmańskimi imigrantami na horyzoncie, drudzy – przed rodzeniem dzieci poczętych w wyniku gwałtu, zgrabnie przechodząc do postulatu całkowitej legalizacji aborcji. Wszystko to oczywiście „dla naszego dobra” – nic, tylko być wdzięczną. O kobietach mówi się w Polsce dużo, lecz niedużo mówią same kobiety – różne kobiety – nie tylko znany wszystkim chór tych samych siedmiu pań1, z czego jedna dawniej była mężczyzną. Zamiast „o kobietach”, najwyższy czas zacząć rozmawiać „z kobietami”.

Przed obcymi (i wyobcowaniem)

Narodowcy deklarują gotowość do obrony Polek przed patriarchalną mentalnością muzułmańskich przybyszów. Tym co ma odróżniać naszą kulturę od ich, jest m.in. szacunek do kobiet. Prawidłowo. Lecz gdy słyszy się o kolejnym „rodzimym” przypadku gwałtu, wśród obrońców zawsze znajdą się tacy, którzy stwierdzą, że „pewnie sprowokowała”. A gdy okazuje się, że Polki na emigracji rodzą dzieci częściej niż w kraju, od niektórych „dżentelmenów” można usłyszeć o „zdradzieckich szmatach”.

Wśród haseł manifestacji antyimigranckich pada urocze Obronimy polskie kobiety. Jako polska kobieta uważam, że mówienie o kimś w 3. osobie, w jego/jej obecności, jest co najmniej niegrzeczne. Chyba, że jego/jej obecność nie została zauważona. Czasem trzeba przeciwdziałać nie tyle obcymi, co wyobcowaniu. Jak słusznie pisała Maria Pilarczyk w poprzednim numerze „Szturmu”, o wiele pożyteczniejsze okazałyby się zajęcia z samoobrony dla kobiet, niż najgłośniej krzyczane hasła kolejnych demonstracji.2

Swój wkład w debatę poświęconą muzułmańskiej imigracji, jako przedstawicielka płci pięknej, miała także Agata Kulasiewicz, wywodzącej się ze środowiska konserwatywno-liberalnego. Spośród wszystkich upokarzających tradycji świata islamu, twarz Nowej Prawicy najbardziej potępia opresyjny strój3. Choć osobiście uważam, że niemożność pokazywania twarzy, a niemożność pokazywania pośladków to dwie różne kwestie, warto zauważyć, że była to jednak pewna próba przyjęcia kobiecej perspektywy w debacie. Nie jest to częste, zwłaszcza w prawicowym środowisku. Inna kwestia, że na wspomnianym filmie nie pada zbyt wiele słów – nie o głos chodziło.

Od piekła (kobiet) wybawienie

Na ratunek kobietom spieszy również lewica. Barbara Nowacka wraz z Zielonymi organizują zbiórkę podpisów pod inicjatywą „Ratujmy Kobiety”. Wykorzystując popularność tego samego hasła – powstałego na fali protestów przeciwko propozycji całkowitego zakazu przerywania ciąży – przedstawiciele Zielonych, Razem i przemalowanej na patriotyczne barwy „Inicjatywy Polskiej” domagają się zmian obowiązującej ustawy i całkowitej legalizacji aborcji do 12. tygodnia ciąży. O tym subtelnym niuansie nie piszą wprost. Aby poznać szczegóły, trzeba zadawać pytania, a to nie zawsze jest mile widziane, o czym miałam okazję się przekonać.

W obronie polskich macic stają także najbardziej liberalni z liberałów: Palikot, który niegdyś, mówiąc o swej klubowej koleżance Wandzie Nowickiej, stwierdził, że skoro mówi tyle o gwałcie, to być może „sama chce być zgwałcona”4; wreszcie Mateusz Kijowski – gość tegorocznego Kongresu Kobiet. Jego wystąpienie nosiło tytuł „KOD dla kobiet”. Aż strach pomyśleć, co „kobiety dla KOD-u?”.

Podmiot, czy przedmiot dyskusji?

O kobietach w Polsce mówi się dużo, lecz niedużo mówią one same. Nie stanowimy zresztą światopoglądowego monolitu – nie musimy mówić jednym głosem – ważne, by mieć swój własny. Możemy różnić się w wielu kwestiach, choćby aborcji, ale co ważne, to wypowiadać się we własnym imieniu. Czy zatem wspomniany Kongres Kobiet jest faktycznie nasz – kobiet? Przyjemnie jest powoływać się na dużą zbiorowość – zyskuje się wówczas silną legitymizację swych postulatów, nawet jeśli owa zbiorowość ich nie podziela, bądź sama jest co do nich podzielona.

Anna Kiljan na portalu Jagielloński24.pl wylicza, ile kobiet faktycznie zasiada w redakcjach pism określających się jako im przyjazne: „Gazeta Wyborcza” wraz ze swymi dodatkami – 7 kobiet na 28 przedstawicieli redakcji; „Kultura Liberalna” – 6 na 19; „Krytyka Polityczna” – kobiet brak; „Liberté” – 10 kobiet spośród 25 redaktorów.5 To i tak sukces, że w „Codzienniku Feministycznym” stosunek płci (kulturowej?) wynosi 1:1.

Nie traćcie ducha! – Partia was wy… wysłucha?

Wybawicieli kobiet w Polsce nie brakuje. Dla prawicy, lewicy, a także wielu „etatowych feministek”, deklarujących walkę z uprzedmiotowieniem, owa mityczna „kobieta” stała się po prostu przedmiotem ich własnej polityki. Polki stały się grupą, niczym lekarze, przedsiębiorcy, czy działkowcy, do których od czasu do czasu „puszcza się oko”, obiecując obronę ich interesów, oczywiście w zamian za poparcie. To zresztą nasza ogólnonarodowa bolączka – wiara, że ktokolwiek nas wyręczy. Radykalną zmianą będzie zatem uświadomienie, że nikt nam niczego nie da, nikt niczego za nas nie zrobi, nikt nam niczego nie powinien obiecywać. Nikt zatem nie powinien się za nas wypowiadać, ani tym bardziej – powoływać na nasz głos. Mamy własny. Tylko trzeba zacząć mówić.

Marta Niemczyk

1Moje typy to: Kazimiera Szczuka, Magdalena Środa, Monika Płatek, Wanda Nowicka, Katarzyna Bratkowska, Anna Dryjańska i oczywiście Anna Grodzka

2http://szturm.com.pl/index.php/miesiecznik/item/345-o-feminizm-dla-polskiego-nacjonalizmu

3Patrz filmik pt. „Polskie kobiety nie dadzą sobie założyć burek” dostępny na oficjalnym profilu Agaty Kulasiewicz https://www.facebook.com/AgataKulasiewiczPolitician/videos

4http://natemat.pl/50223,palikot-o-nowickiej-moze-chce-byc-zgwalcona-czy-to-jego-koniec

5http://jagiellonski24.pl/2016/01/22/odciski-od-pseudofeministycznych-butow/