wtorek, 31 maj 2016 20:21

Lemingoza umysłowa a islam

Islam jest bez wątpienia tematem kontrowersyjnym, który ostatnio stał się niezwykle modny w internetowych dyskusjach. W związku z tym w sieci pojawiło się mnóstwo specjalistów od tej religii (powiedzmy tak umownie), którzy potrafią ścierać klawiaturę przedstawiając długie wywody dotyczące islamu. Niestety, wraz ze wzrostem ilości prawdziwych lub samozwańczych speców od islamu można zauważyć także wzrost ilości błędów popełnianych przez nich w dyskusjach. Błędy te nie dotyczą tylko religioznawców-amatorów, lecz czasem także specjalistów. Nie wynikają bowiem ze złej woli ani z braku wiedzy, ale przede wszystkim z pewnego specyficznego nastawienia, które zmusza dyskutującego do unikania za wszelką cenę konfrontacji z niewygodnymi faktami, a tym samym z bolesnym dysonansem poznawczym, który zburzyłby ich święty spokój i dobre mniemanie zarówno o przedmiocie dyskusji, jak i o samym sobie. Trzeba tu nawiasem dodać, że ten mechanizm nie działa tylko w przypadku islamu, lecz także w przypadku prawie każdej innej religii czy ideologii, która staje się przedmiotem dyskusji społecznej – narodowego radykalizmu nie wyłączając.


Niektóre więc osoby wypowiadające się o tym systemie dokonują karkołomnej gimnastyki umysłowej, próbując obejść w dyskusji najważniejsze kwestie dotyczące istoty i pochodzenia islamu, a skupiając się na swoich własnych postulatach i odczuciach – znamy to wszyscy z postawy „szanowania odmiennej kultury”.


Jednakże nie wszystkie przykłady tych intelektualnych podchodów są aż tak drastyczne, wiele ma znacznie bardziej wysublimowaną postać, a czasem wręcz dla niepoznaki, są przykryte ogromną ilością prawdziwych danych. Przypadki takie zdarzają się także w dyskusjach i artykułach nacjonalistów, a z moich prywatnych obserwacji wynika, że im bardziej „niemainstreamowy” to nacjonalizm, tym jest ich więcej.


Chciałabym tu więc bardzo pokrótce przedstawić kilka najczęściej spotykanych błędów, które czasami obserwuję w dyskusjach o islamie, a zatem tych, których celem ma być odniesienie się do istoty tej religii, a które często kończą na manowcach jałowych dyskusji o zupełnie innych rzeczach. Może ten przegląd umożliwi wyłapywanie ich w wypowiedziach innych, jak i unikania ich samemu. Dla porównania przedstawiam też analogiczne reakcje modelowych „lemingów” – którzy wygłaszając takie zdania myślą że są mądrzy i właśnie „zaorali” rozmówcę – dotyczące chrześcijaństwa. Mechanizmy są podobne (stąd też tytuł tego artykułu) – i i w jednym, i w drugim przypadku, argumenty najczęściej pochodzą z tego, co przebija się do społeczeństwa z mediów, albo z prywatnych, raczej płytkich i nieprzemyślanych, odczuć danej osoby. Myślę, że każdy wielokrotnie spotkał się z podobnymi dyskusjami.


Błąd 1.:

Traktowanie jakiegoś zjawiska w historii danej religii, odległego czasowo i ideowo od jej źródeł, jako jej głównego i reprezentatywnego elementu:

- Porozmawiajmy o chrześcijaństwie.

- A bo krucjaty, Inkwizycja, i wieki ciemne…

- Porozmawiajmy o islamie.

A bo terroryzmu islamskiego by nie było, gdyby nie Zachód

Muszę przyznać, że przypadek tego błędu był bezpośrednią inspiracją do napisania niniejszego artykułu. Chodzi konkretnie o artykuł o artykuł „Do przyjaciół islamofobów” z Xportalu, w którym autor w odpowiedzi na rzekome kłamstwo że „islam zachęca do terroryzmu” autorytarnie odpowiada: „Nic podobnego. Osławiony arabski terroryzm pojawił się w latach sześćdziesiątych XX wieku” i dalej: „Dzisiaj dżihadyści z „Państwa Islamskiego” czy al-Kaidy nie dokonują zamachów terrorystycznych dlatego, że są muzułmanami, tylko dlatego, że są zwolennikami wahabizmu, salafizmu albo takfiryzmu – ideologii wywiedzionej z pokrętnej i naciąganej interpretacji islamskich zasad wiary”.


Autor jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności ignoruje fakt, że sam Mahomet mordował swoich przeciwników politycznych – czasami wysyłając do tego swoich popleczników, by zamordowali kogoś podstępem – dokonywał rabunków karawan, prowadził wojny w imię stworzonej przez siebie religii, a nawet groził cesarzowi wschodniemu. Czy Mahomet sam prezentował „pokrętną i naciąganą interpretację islamskich zasad wiary”? Nie wspomina też o tym, że to ten właśnie Mahomet jest ideałem i obowiązkowym wzorem do naśladowania dla WSZYSTKICH muzułmanów, ani o tym że w następnych stuleciach muzułmanie zgodnie z jego przykładem podbili całą Afrykę Północną, Półwysep Iberyjski, Bliski Wschód i znaczną część Azji Środkowej. Można tu by kombinować, że jednak wojny i rabunki to nie jest „terroryzm”, i że faktycznie dżihadyści z ISIS nie mają z przykładem Mahometa nic wspólnego… ale moim zdaniem to jest właśnie naciągana interpretacja.


Błąd 2.

„To były inne czasy”.

- Porozmawiajmy o chrześcijaństwie.

- Jezus co prawda zakazał rozwodu, ale to były inne czasy…

- Porozmawiajmy o islamie.

Mahomet co prawda prowadził wojny i poślubił sześciolatkę, ale to były inne czasy…

Odpowiedzią na to, co robił Mahomet, a co współcześnie jest niewygodne dla jego zwolenników (jak prowadzone przez niego wojny), ma być powiedzenie „to były inne czasy”. Ale trzeba zdać sobie sprawę, że jeśli mówimy o religii to „inne czasy” mogą dotyczyć tego, co dany prorok jadł, jak się ubierał i jak podróżował, a nie samej istoty jego posłannictwa i nauki. Mahomet uważał się za posłanego przez Boga proroka, którego rolą było – od pewnego momentu – sprawowanie władzy świeckiej i prowadzenie wojen za wiarę. Od tamtej pory nikt, kto mógłby autorytarnie określać zasady islamu, nie potępił tych wojen ani innych czynów Mahometa, które wydają się „z innych czasów”. Jednym z nich był ślub z sześcioletnią Aiszą, który był szokiem także dla ówczesnych popleczników Mahometa, bo nawet w tamtych warunkach kobiety nie wychodziły za mąż tak wcześnie. Co prawda święty Prorok skonsumował ten związek dopiero, gdy Aisza miała 9 lat, ale to i tak było wcześniej, niż przewidywały arabskie zwyczaje.


Błąd 3:

Potraktowanie jakiegoś odłamu danej religii, odległego czasowo i ideowo od jej źródeł, jako reprezentatywnego dla całości:

- Porozmawiajmy o chrześcijaństwie.

- A bo niemieccy protestanci pod przywództwem swojej biskupki-rozwódki…

- Porozmawiajmy o islamie.

- A bo współcześni liberalni muzułmanie z Europy…

I w tym kontekście najczęściej pojawiają się jakiejś „demokratyczne” organizacje „zintegrowanych” muzułmanów z Europy zachodniej albo USA (które często za zamkniętymi drzwiami głoszą zupełnie co innego niż na zewnątrz), polscy Tatarzy (którzy przez setki lat żyli w izolacji, a zresztą z nimi sprawa też nie jest taka prosta), idea sufizmu (bo o przedstawicielach mało kto może coś powiedzieć). Jak to, przecież oni wszyscy tacy fajni, zintegrowani… No, przynajmniej dopóki nie zaczną się interesować na poważnie swoją religią i jej założycielem. Może też się zdarzyć, jak w przypadku pana Tomasza Miśkiewcza, Muftiego Polskiego Związku Muzułmańskiego (tego od Tatarów), że ktoś wyjedzie na studia do Arabii Saudyjskiej i stanie na czele wschodnioeuropejskiego oddziału wahabickiej młodzieżówki, na działalność której bierze od Arabii Saudyjskiej pieniądze. To oczywiście nic nie znaczy, tak tylko mówię.


Błąd 4.

Traktowanie przedstawicieli określonej religii jako reprezentatywnego dla całej religii:

- Porozmawiajmy o chrześcijaństwie.

- A bo syn wujka sąsiada jest niby chrześcijaninem a ma kochankę i oszukuje w pracy…

- Porozmawiajmy o islamie.

- A bo dziadka Anka szwagra brat zna jednego muzułmanina i to bardzo porządny człowiek jest…

Ten błąd czasem pojawia się w wersji narodowej jako „Hamas to bardzo w porządku ludzie, więc islam też jest w porządku”. I dlaczego mają nie być w porządku? Nie każdy muzułmanin jest islamskim ortodoksem, który na wzór Mahometa morduje niewiernych, jest poligamistą i pedofilem. Jak nie każdy chrześcijanin na wzór Jezusa jest święty i doskonały. Tak to jest na tym świecie, że niewielu wyznawców danej religii w 100% ucieleśnia ideał wskazany przez założyciela. A do tego Bóg dał wszystkim ludziom sumienie, które czasem, nawet wbrew ich religii, im podpowiada że pewnych rzeczy się nie robi.


Błąd 5.

Ze względu na uprzejmość, chęć bycia miłym czy zachowanie świętego spokoju nie poruszanie tematów kontrowersyjnych dla danej religii. Tutaj zdaje się, że lemingi odnośnie chrześcijaństwa nie mają takich ograniczeń, więc przejdźmy od razu do islamu:

- Porozmawiajmy o islamie.

- Ale nie możesz mówić, że Mahomet był pedofilem, to może obrazić uczucia religijne muzułmanów…

Tutaj prywatna wstawka. Jakiś czas temu na Facebooku dyskutowałam z pewną panią z doktoratem, która podobno była specjalistką od islamu i napisała na jego temat książki. Rozmawiałyśmy o szariacie, zadała mi parę pytań na które odpowiedziałam, a następnie ja zadałam jej parę bardzo prostych pytań, dotyczących powstania islamu i jego podstawowych założeń. Jej jedyną odpowiedzią było „Ta dyskusja idzie w kierunku, który mi się nie podoba”. Oczywiście, że się jej nie podobała, bo poruszyłam kwestie, o których różni wielbiciele islamu chcieliby zapomnieć, ale które stanowią integralną część tej religii i jej historii.


Ta lista to tylko krótki przegląd najczęstszych błędów z którymi się spotykałam, zarówno w dyskusjach internetowych jak i tych na żywo. Oczywiście, także poruszone w tym tekście tematy są przykładowe i przedstawione skrótowo, bo te same błędy mogą dotyczyć nie tylko Mahometa, ale także stosunku islamu do kobiet czy nie-muzułmanów czy wielu innych tematów. Moim celem nie było tutaj prezentowanie wszystkich możliwych zagadnień i argumentów, ale jedynie zwrócenie uwagi na niektóre, często nieświadome, manipulacje, które przewijają się w rozmowach i tekstach. Może ten tekst pomoże komuś je odkryć w wypowiedziach innych, może pozwoli uniknąć ich we własnym rozumowaniu, a może wzbudzi dyskusje i przez to pozwoli na pogłębienie refleksji nad islamem przynajmniej w części naszego środowiska.


Sylwia Mazurek