wtorek, 26 kwiecień 2016 13:32

Najpierw klasa, potem rasa

Ostatnimi czasy coraz częściej środowiska nacjonalistyczne podejmują zagadnienia gospodarcze oraz społeczno-polityczne. Lokalne grupy na miarę swoich możliwości podejmują rozmaite działania praktyczne, natomiast w sferze medialnej (głównie internetowej) trwa od dawna wzmożona propaganda, kładąca nacisk na owe kwestie. Jest to zwrot w dobrym kierunku, gdyż coraz więcej osób patrząc na kalendarz, zdaje sobie sprawę, że obecnie mamy XXI wiek. Na to wszystko złożyło się mnóstwo czynników, aczkolwiek jest to zasługa między innymi publicystów Szturmu, że wreszcie jako nacjonaliści opuszczamy cmentarze. Z dnia na dzień jest coraz lepiej, natomiast ilość czekającej nas pracy również wzbiera, gdyż wirus antykomunizmu jest nadal silnie podtrzymywany w naszym środowisku. Zapewne wielu z was zdaje sobie z tego sprawę, ale trzeba to wciąż powtarzać, gdyż walka z nieistniejącym wrogiem pochłania ogromny potencjał drzemiący wśród nacjonalistów. Większość ludzi myśli dwubiegunowo i propaganda ukierunkowana na „walkę z komuną” pcha nasze społeczeństwo w objęcia prawicy, co powoduje, że nasza ojczyzna znajduje się na skraju upadku. Prawdziwym wrogiem narodów jest dzisiaj kapitalizm, a odciąganie uwagi od walki przeciw systemowi jest w interesie wszelkiej maści liberałów i konserwatystów.

 

Obecnie mamy do czynienia z problemami, z którymi nasi przodkowie niekoniecznie musieli się zmagać. Można tu wymienić chociażby niespotykany dotąd poziom rozwarstwienia społecznego czy masową migrację ludności. Oba zjawiska są powodem licznych nieszczęść dotykających współczesne narody, zarazem jednak oba zjawiska mają swoje korzenie w liberalizmie, dlatego też ów liberalizm powinien być uważany za źródło wszelkiego zła. Dlatego też nacjonalizm winien być ruchem radykalnym oraz postępowym i dostosować się do nowych wyzwań, nacjonalizm musi być nowoczesny, na miarę XXI wieku, aby był w stanie zaproponować konkretne rozwiązania w historycznym momencie, w którym się obecnie znajdujemy. W tym miejscu pojawia się coraz częściej poruszana w naszym środowisku problematyka walki klas. Ów zjawisko jest procesem obiektywnie występującym i mimo że się zaostrza, to jest na pozór mniej widocznym, gdyż jest skutecznie maskowanym przez liberałów. Powtórzę coś, o czym pisałem w innym miejscu, ale nieco rozwinę, a mianowicie w jaki sposób interes narodowy pokrywa się z interesem klasowym. Otóż jeśli z klasowego punktu widzenia, interes klasy robotniczej oraz interes klasy kapitalistów są sobie przeciwstawne, to interes klasy robotniczej jest zdecydowanie bliższy interesowi narodowemu niż interes klasy kapitalistów. W większości przypadków jednak, ten ostatni stoi w opozycji względem dobra narodu. Jak pisze prof. Wielomski „istotą narodowego radykalizmu jest przedefiniowanie pojęcia narodu w duchu jakobińskim”. Oznacza, to że nacjonalizm powinien stanąć po stronie uciskanych klas społecznych przeciwko klasom uprzywilejowanym, po stronie klasy robotniczej przeciwko kapitalistom. Należy dokonać radykalnej syntezy nacjonalizmu oraz rewolucyjnego socjalizmu. Biorąc pod uwagę nowe warunki historyczne, należy zredefiniować również samo pojęcie klasy robotniczej. Będziemy tu tym zbiorczym pojęciem określać wszystkich ludzi pozbawionych środków produkcji, a szczególnie osoby bezrobotne, pracujące na umowach śmieciowych, pracujące na umowach o pracę za najniższą stawkę, wszystkie osoby wykluczone społecznie, których wciąż przybywa... Przy wspomnianym rozwarstwieniu społecznym, prymat interesów klasowych prowadzi do realizacji interesów narodowych. Przy tym wiele myśli XX-wiecznych nacjonalistów nabiera nowego znaczenia, pasując idealnie do czasów współczesnych, a nie mając szans na realizację w dekadach poprzednich. Warto tu wspomnieć chociażby o koncepcji nacjonalizmu proletariackiego sformułowanej przez jednego z ojców polskiego nacjonalizmu, Stanisława Brzozowskiego.

 

Wyjaśnić w tym miejscu należy bardzo popularną kwestię tzw. solidaryzmu narodowego. Jeśli ma być rozumiany jako solidaryzm międzyklasowy, to musi być przede wszystkim relacją obustronną. Oczywiście istnieją postępowe kręgi wśród klasy uprzywilejowanej i w pewnym zakresie mogą być pomocne dla naszej sprawy. Ale częstsze jest jednak przeciwne zjawisko. Otóż jeśli kapitalista otwarcie mówi, że nie interesuje go interes narodowy i będzie wyzyskiwać robotników, bo dla owego kapitalisty liczy się tylko i wyłącznie partykularny zysk, to wówczas sam się zrzeka uczestnictwa w solidaryzmie narodowym. Przedwojenni falangiści doskonale to ujęli pisząc, że nie ma znaczenia, czy kapitalistą jest żyd czy Polak i katolik, dając receptę, iż należy go zlikwidować. W kontekście współczesnych wydarzeń, Związek Pracodawców RP, zrzeszający polskich przedsiębiorców, opowiedział się przeciwko wprowadzeniu minimalnej stawki godzinowej na poziomie 12 zł/h niezależnie od rodzaju umowy. Minimalna stawka godzinowa jest rozwiązaniem wielce postępowym ze społecznego punktu widzenia, a nasza gospodarka jest w stanie udźwignąć co najmniej dwukrotność proponowanej stawki. Jest to tylko jeden z przykładów bieżących, a jest ich znacznie więcej. Często się również w naszym środowisku mówi, że zależnie od konkretnej sytuacji, zależnie od jednostkowego przypadku należy rozpatrzyć czy rozsądniej jest stanąć po stronie pracownika czy przedsiębiorcy. Może i to jest słuszne, ale rozbieżność interesów klasowych jest immanentą cechą całego systemu kapitalistycznego i w walce przeciw temu systemowi należy również zająć stanowisko w skali całościowej. A tak się składa, że osoby pozbawione środków produkcji stanowią zdecydowaną większość społeczeństwa, co w naszym przypadku jest tożsame również z pojęciem narodu. Dzięki różnym czynnikom, między innymi historycznym, złożyło się tak, że jesteśmy krajem w miarę jednolitym etnicznie oraz kulturowo. Można więc w naszym przypadku stosować zamiennie przymiotniki 'ludowy' i 'narodowy'. Większością, która powinna decydować o swoim losie jest naród. Co za tym idzie, interes określonej klasy jest zarazem interesem ogólnonarodowym, co z kolei na przykładzie „narodowych kapitalistów” oznacza, iż interesy klasy jako całości mogą być sprzeczne z interesami indywidualnymi. Aczkolwiek w tym miejscu chodzi mi jedynie o to, by wyjaśnić iż nacjonalizm powinien stanąć po stronie większości, a na wzór jakobinizmu, uważanego za pierwszy nacjonalizm w historii, uprawnione jest wyłączenie klasy wyzyskiwaczy ze wspólnoty narodowej. Powołując się ponownie na przedwojennych falangistów, przypomnę, że narodowy-radykalizm dąży do zbudowania bezklasowego narodu przyszłości, a likwidacja kapitalizmu nie może się odbyć bez likwidacji kapitalistów. Również w koncepcjach wybitnego myśliciela polskiego nacjonalizmu, Jana Stachniuka, można trafić na podobne koncepcje. Pisze on, że „naród ma się stać tworem bezklasowym, jeśli ma stworzyć kolektywizm” oraz „sentyment ku rodakom innej przynależności klasowej mógłby się stać początkiem zguby”. Aby jednak uniknąć nieporozumień, warto w tym miejscu wyjaśnić, że budowa społeczeństwa bezklasowego, będąca jednym z celów narodowego radykalizmu, nie oznacza fizycznej eksterminacji przedstawicieli określonej klasy, ale oznacza zmianę stosunków własnościowych.

 

Może są to odległe wizje, ale perspektywa rewolucji narodowej w jednym kraju, będącym zaledwie drobnym ogniwem w światowym systemie kapitalistycznym, jest przedsięwzięciem wielce niebezpiecznym. Czy to jednak oznacza porzucenie ideałów rewolucyjnych? Nie, wręcz przeciwnie. Budowa Narodowego Państwa Pracy w jednym kraju zagroziłaby interesom międzynarodowych kapitalistów i mogłaby sprowokować imperialistyczną interwencję, a takich przykładów w historii współczesnej wcale nie brakuje. Nie jesteśmy również tak rozległym krajem, jakim była Rosja w 1917 lub w 1924 roku, więc nie możemy sobie pozwolić na zamknięcie się na współpracę z innymi, często bratnimi narodami. Dlatego też dążenie do realizacji interesów narodowych przy jednoczesnym zachowaniu pryncypiów rewolucyjnych, zakłada konieczność współpracy międzynarodowej między nacjonalistami oraz klasą robotniczą różnych krajów. Nie oznacza to jednak utopijnych wizji rewolucji światowej. Oznacza to współpracę oraz w miarę równomierny proces rewolucyjny na większych obszarach. Jako propozycję mogę podać współpracę nacjonalistów w takich krajach jak Polska, Czechy, Słowacja, Węgry, Ukraina. Wszystkie te kraje w mniejszym lub większym stopniu cierpią z powodu kapitalizmu oraz neokolonializmu, będącego narzędziem agresji kapitału stosowanego przeciw naszym narodom. Wymienione przeze mnie kraje są w podobnej sytuacji oraz leżą blisko siebie. A chyba każdy się zgodzi, że bliższy mu nacjonalista węgierski niż kapitalista polski.


Oczywiście, jest to tylko propozycja, wielu z nas widziałoby również inne narody, z którymi moglibyśmy współpracować, różne mogłyby być też formy tejże współpracy, dlatego to zagadnienie zostawiam na szerszą dyskusję.

 

Zjawisko masowej imigracji, poruszane w szeroko pojętym środowisku patriotycznym w mniej lub bardziej rozsądny sposób, również jest związane ze zjawiskiem walki klas. O ile wielu świadomych nacjonalistów podkreśla związek przyczynowo skutkowy między kapitalizmem a migracją ludności, o tyle wśród powszechnej świadomości społecznej sytuacja wygląda nieporównywalnie gorzej. Myślę, że każdy czytelnik Szturmu zna słynne w naszym środowisku słowa Alana de Benoista „Ktokolwiek krytykuje kapitalizm, jednocześnie aprobując imigrację, której pierwszą ofiarą jest jego własna klasa robotnicza, powinien się lepiej zamknąć. Ktokolwiek krytykuje imigrację, jednocześnie milcząc na temat kapitalizmu, powinien zrobić to samo.” Niestety, prawicowa hipokryzja mocno zakorzeniona w naszym społeczeństwie odwraca uwagę od prawdziwego problemu. Jest zwykłym kretynizmem zwalczanie przyczyny jakiegoś zjawiska, zapominając całkowicie o skutku, który je wywołał lub nawet, co ma często miejsce, świadomie go pomijając. A w tym wypadku prawdziwym winnym jest imperializm oraz propaganda działająca na rzecz kapitału. Osoby będące pod jej wpływem są taką samą ofiarą jak imigranci. Gwałty i morderstwa na masową skalę w krajach zachodu oraz olbrzymi wzrost przestępczości są ogromnym problemem, ale nie zapominajmy, że to samo zachód robi u nich od wielu dekad. I mimo że cywilizacja wschodu stoi zdecydowanie wyżej od cywilizacji zachodu, to w powszechnej świadomości cały problem niejednokrotnie sprowadzany jest do problematyki ruchania zwierząt (mam na myśli o nacjoprymitywizm związany z kozami). Oczywiście z drugiej strony sceny politycznej, czyli wśród środowisk proimigranckich jest podobny problem, oni również bardzo często pomijają kwestie kapitalizmu oraz imperializmu w całym zjawisku. Aczkolwiek chcę się skupić na środowiskach prawicowych, gdyż mają one od dekad monopol na władzę, a zarazem na propagandę, szczególnie w naszym kraju. Najbardziej jaskrawym przypadkiem są środowiska konserwatywno-liberalne bardzo często stojące w pierwszym szeregu walki z masową imigracją, a jednocześnie najzacieklej promujący zbrodniczą ideologię wolnego rynku. Dochodzi do takich sytuacji, że na manifestacjach antyimigranckich można usłyszeć tak absurdalne hasła, jak na przykład „raz sierpem, raz młotem, islamską hołotę”, całkowicie zapominając, że to europejscy komuniści jako jedni z pierwszych wychodzili na ulicę sprzeciwiając się masowej imigracji spoza Europy.

 

Piękno tkwi w różnorodności, a liberalizm pod płaszczykiem „wielokulturowości” zabija właśnie tą różnorodność. Mieszanie ras oraz kultur na skalę przemysłową działa wyniszczająco na obie strony, zarówno na przybyszów, jak i na gospodarzy. Ale leży to w interesie liberałów. Odwraca to uwagę od prawdziwych wrogów, jakimi są kapitaliści, a w zamian skierowuje ją na przedstawicieli klasy robotniczej innych narodów, ras czy kultur. Oni również w swoich krajach byli i są ofiarą kolonializmu, tak jak my u siebie. Z tym, że na ich szkoły, szpitale i osiedla spadały zachodnie bomby, a na nasze nie (chociaż była taka możliwość, gdyż w latach .70 zachód miał o nas sporo informacji strategicznych od zdrajców, którzy są w III RP gloryfikowani). Skoro wszyscy jesteśmy ofiarami systemu, to nienawiść należy ukierunkować przede wszystkim przeciwko właśnie temu systemowi. Każdy w swoim kraju, wśród swojego narodu, współpracując z tymi narodami, z którymi jesteśmy w stanie się porozumieć (zamiast wysuwania nacjoprymitywnych roszczeń terytorialnych, jak to bywa bardzo często w przypadku ukraińskich miast).

 

Paweł Wieczyński