wtorek, 26 kwiecień 2016 13:20

O feminizm dla polskiego nacjonalizmu

Jednym z artykułów opublikowanych w poprzednim wydaniu miesięcznika “Szturm” był tekst pod tytułem “Wypaczenie dawnego znaczenia słowa <<feminizm>>”, w którym to autor Kacper Sikora przedstawił krótką historię początków ruchu feministycznego, jak i ocenił współczesny feminizm, ale wyłącznie poprzez pryzmat dominującego w nim liberalnego nurtu.[1] Zgadzam się z główną myślą autora, jakoby współczesne feministki w swej większości zapomniały kim być powinny, zresztą podobnie jak cała dzisiejsza “lewica”, która zamiast walczyć z wszechobecnym wyzyskiem i niesprawiedliwością, zajęła się obroną praw lub raczej walką o kolejne przywileje dla różnej maści degeneratów, a nawet do tej pory nienawidzonych kapitalistów, stając się karykaturą samych siebie. Słowo feminizm zostało nam dogłębnie zohydzone, co stanowi jednak wyłącznie subiektywne odczucie, które nie powinno być przedkładane nad realną ocenę, z jednej strony całego prądu feministycznego, z drugiej roli kobiet w społeczeństwie. Oczywiście zakładam możliwość rezygnacji z używania słowa feminizm, ponieważ walka toczy się o rzeczywistość, a nie słowa. Jednak w tym konkretnym tekście pragnę pozostać konsekwentna w używaniu tego terminu, mając jedynie nadzieję, że czytające mnie osoby wykażą się pełną chęcią wyjścia poza utarte schematy ignorancji oraz odrobiną dobrej woli. Musimy przestać bać się panicznie słowa feminizm, podejmowania tematów na pozór zarezerwowanych dla feministek, czy nawet uznania za feministki - nie ma w tym absolutnie nic złego, oczywiście o ile nada się temu odpowiednie ramy i naczelne priorytety, którymi dla każdej świadomej kobiety powinny być naród i Bóg. Feminizm nie narodził się ze znudzenia przedstawicielek klasy posiadającej, jak chciałoby to wielu widzieć, ale z żywego poczucia niesprawiedliwości, a także przekonania o swojej własnej sile kobiet, za której pomocą można było udźwignąć część ciężarów społecznych, zamiast się z tego życia społecznego wycofywać. Musimy dążyć do zachowania jak najwyższego poziomu obiektywizmu przy ocenianiu historycznego znaczenia danego nurtu, jak i wpływu pierwotnych założeń na dalszy rozwój świadomości społecznej, a także oddziaływania na inne idee i wyzbyć się w tej kwestii zbędnych emocji i uogólnień. Warto dodać w tym miejscu, że XX wieczny postulat równouprawnienia kobiet nie był zarezerwowanym dla lewicy wymysłem, ale odpowiadającym duchowi czasów głosem rozsądku, który również był słyszalny w szeregach nacjonalistycznych:

“Nie może być i nie będzie w Polsce Narodowej żadnych formalno - prawnych, ani faktycznych ograniczeń kobiet w pracy politycznej: mężczyźni i kobiety muszą mieć równe szanse w pracy politycznej, równą możliwość osiągania stanowisk politycznych, organizacyjnych, zawodowych i administracyjnych, zależnie jedynie od wartości charakteru i umysłu danej jednostki” [2]

 

Bez stereotypów i ograniczeń

W przywołanym przeze mnie wyżej fragmencie broszury “Wytyczne pracy kobiet” zawarta jest naczelna zasada dotycząca kwestii kobiecej, a mianowicie położenie konkretnej jednostki w społeczeństwie musi zależeć od jej umiejętności, a nie od społecznych przeświadczeń na temat roli danej płci. Nawet sytuacja, w której żadna kobieta spośród grupy 1000 nie nada się do służby wojskowej, nie zmienia faktu, że istnieje możliwość, iż kolejna zgłaszająca się kobieta będzie lepszym żołnierzem niż 90 % mężczyzn i dlatego nie można stawiać przed nią żadnych dodatkowych ograniczeń, jak tylko te wymagania, które stawiane są również przed mężczyznami. Między bajki należy włożyć opinie, chociaż byłyby one wielokrotnie powtarzane, że wiele ze współczesnych kobiet próbuje na siłę stać się mężczyznami, bo np. partycypują coraz częściej w środowiskach zdominowanych liczebnie przez mężczyzn. Każda osoba ma swoją swoistość, zbiór indywidualnych cech i możliwości. Istnieje pewna powtarzalność schematów osobowości jednej płci, ale tylko do pewnego stopnia zjawisko to występuje. Istnieją też osoby, które całkowicie nie mieszczą się w ramach tej powtarzalności i to one najbardziej cierpią na stereotypach, a to one zazwyczaj przez swoja wyjątkowość stanowią główny czynnik zmian, tym samym naturalnego postępu. W wiekach ubiegłych kobiety nie podejmowały się wykonywania wielu zawodów nie dlatego, że się do nich nie nadawały, lecz “tylko” dlatego, że ograniczało je społeczeństwo. Trzeba zaznaczyć jednak, że praca kobiety w domu, opiekowanie się dziećmi, nie jest czymś dla niej upokarzającym, czy świadczącym o braku ambicji. Pozostanie w domu jest jednym z wielu wyborów, które powinny stać przed każdą kobietą i podlegać jej indywidualnej ocenie. Wyprzedzając wszelkie ataki o promowanie rozdmuchanego indywidualizmu, zaznaczę, że możliwie największe dopasowanie sprawowanej funkcji, roli do posiadanych predyspozycji, najlepiej służy wspólnocie, każdy daje od siebie to, co najlepsze, nie ważne, jaką ma płeć. Założenie personalnego podejścia do każdej jednostki przynieść może wyłącznie wymierne korzyści całej społeczności i do takiego właśnie musimy dążyć.

Feminizm dziś

Wydawać by się mogło, że w czasie, w którym kobiety posiadają prawa wyborcze, dostęp do uczelni na każdym poziomie kształcenia i teoretycznie każdego zawodu, feminizm żadnej z kobiet nie jest już potrzebny, ponieważ jego główny cel został zrealizowany. Jest to mylne spostrzeżenie oparte na założeniach, że konkretne osiągnięcia są dane raz na zawsze i że ich prawne usankcjonowanie jest równoznaczne z realnym przyjęciem. Jest jeszcze o co walczyć i myślę, że nikogo nie trzeba o tym przekonywać, no chyba z wyjątkiem niektórych konserwatystek żyjących w świecie urojeń i anachronicznych fantazji. Ostatnio osobiście spotkałam się z istniejącym w świadomości wielu problemem biologicznego stygmatyzowania, który ma ograniczać dostęp kobiet do niektórych zawodów. Jest ono spowodowane przeświadczeniami, że np. siła fizyczna nie pasuje do kobiet (nieważne czy kobieta ją posiadają, czy nie, ale nie powinna, bo nie jest to kobiece) czy, że kobieta jako osoba, która daje życie, nie może wykonywać zawodów wymagających dużej dyspozycyjności. Ciąża, poród i połóg stanowią stosunkowo znikomą część życia każdej kobiety, a to one mają odbierać jej prawo do swobodnego wyboru zawodu? Powie ktoś, że macierzyństwo to nie tylko ten aspekt biologiczny i z tym się zgodzę, ważne jest również wychowanie i należy mu poświęcić znacznie więcej czasu niż biologicznej stronie przychodzenia dziecka na świat. Wychowanie nie jest jednak sprawą wyłącznie matki, ale obojga rodziców i to w równym stopniu. Stosunki rodzinne opierające się na podziale obowiązków, znaczącej roli ojca w wychowaniu dziecka, przynoszą korzyści nie tylko realizującej się dzięki temu kobiecie na tle zawodowym, ale również dziecku, któremu poprzez większy kontakt z ojcem dostarcza się prawidłowych wzorców świata dwupłciowego.

Wracając do meritum sądzę, że potrzebujemy dziś feminizmu jako części formacji intelektualnej i etycznej, a nie rzeczywiście działającej grupy, stawiającej sobie za cel wyłącznie walkę o prawa kobiet. Byłoby to kolejne zamykanie się w politycznym getcie, z którego jak pokazała historia, nie zawsze można tak łatwo i szybko wyjść. Dziś walka o równouprawnienia, prawa kobiet rozgrywa się wyłącznie w naszych umysłach i to bardziej kobiet niż mężczyzn - innych ograniczeń nie ma, więc bezcelowe byłoby tworzenie jakichś instytucji w dziedzinie, w której już nic do zrobienia nie ma. Dzisiejsze “feministki” utknęły w XX wiecznej twierdzy rzekomego postępu i walki, przez którą zatrzymały w rozwoju całą ideę czy wręcz przyczyniły się do jej upadku. Nie potrafiły one w swej większości w odpowiednim momencie przestawić się z trybu walki do normalnego życia i dlatego zaczęły wymyślać sobie coraz bardziej ekscentryczce cele, które bardzo szkodzą nie tylko ruchowi, ale każdej pojedynczej kobiecie. Wyemancypować się z emancypacji, a więc zacząć normalnie żyć, bez faktycznych ograniczeń, ale również tych urojonych, zacząć wykorzystywać swoje prawa społeczno-polityczne, zacząć żyć aktywnie, według własnych chęci i ambicji, nawet w tych dziedzinach życia, które wydają się zarezerwowane wyłącznie dla mężczyzn to naczelna zasada, którą powinnyśmy dziś się kierować.

Feminizm dziś to nie walka z rodziną czy nienawiść do mężczyzn, ale pewna samoświadomość i taki feminizm jest jak najbardziej potrzebny również w szeregach nacjonalistycznych! Dlaczego? Powodów jest wiele, ale za najważniejszy należy uznać fakt, że nigdy wcześniej aż tak wiele kobiet w stosunku procentowym do mężczyzn nie było zaangażowanych w działania organizacji narodowych. Feminizm jest po prostu korzystny z perspektywy walki nacjonalistycznej. Nie możemy sobie pozwolić na bierność i słabość żadnej z naszych części, tym bardziej części, która stanowi coraz większy fragment całości. Z moich wyliczeń wynika, że średnio co najmniej co 10 osoba zaangażowana w działalność narodową jest kobietą. Nie jest to wynik zadowalający, ale pomimo wszystko znaczący. Wyłączenie z normalnej działalności co 10 osoby w imię hołdowania stereotypom może okazać się bardzo zgubne. Nie mamy aż tak dużego potencjału, aby móc zaprzepaścić predyspozycje takiej ilości osób, nie mamy aż tak dużo czasu, żeby rola niektórych ograniczała się tylko do funkcji reprezentacyjnych. Ponadto krzywdą osobistą wyrządzaną jakiejkolwiek osobie, czy to kobiecie, czy mężczyźnie, jest wyręczanie jej na każdym kroku, nikt nie wykorzysta w pełni swoich predyspozycji i nie rozwinie uzdolnień bez konieczności ich użycia, dlatego stawiajmy przed kobietami jak największe wymagania! Większe wymagania to większa efektywność! Najzdrowszym nasze społeczeństwo będzie wtedy, gdy każda składająca się na nie jednostka zacznie odczuwać potrzebę działania, aktywizmu i zacznie samodzielnie myśleć, weźmie sprawy w swoje ręce - zanim to jednak się dokona w społeczeństwie, potrzebna nam zmiana we własnych szeregach, dlatego trzeba wspierać postawę aktywną kobiet, a nie ich bierność i tkwienie mentalnie w przerysowanych wiekach ubiegłych. Feminizm to nie udowadnianie innym swojej wartości poprzez upodabnianie się do mężczyzny, tylko wręcz odwrotnie odnalezienie swojej siły w kobiecości, która jednak nie jest czymś jednolitym i każda z nas może ją odnaleźć na inny właściwy sobie sposób. Oczywiście dobro narodu wymaga, żeby kobiety spełniały rolę matek i żon, tak jak mężczyźni rolę ojców i mężów, ale nie sposób na tym poprzestać i swoje znaczenie tylko do tego ograniczać. Nie podzielam optymistycznego zdania autora tekstu “Wypaczenie dawnego znaczenia słowa <<feminizm>>”, jakoby współczesne konserwatystki upominały się o swoje prawa, tym bardziej, żeby znały swoje “naturalne miejsce w społeczeństwie” - sama nie wiem, co według zamysłu autora jest tym miejscem, obawiam się, że nie miał on na myśli “barykad sprawy narodowej”. Większa część spośród dzisiejszych konserwatystek najchętniej wyrzekłaby się nie tylko wszystkich obowiązków - wygodnictwo byłoby tego jakimś usprawiedliwieniem, ale również praw, tym samym dojrzałego człowieczeństwa. Jak inaczej wytłumaczyć chęć swojej wiecznej, pełnej zależności od drugiej osoby bez żadnego osadzonego w realiach usprawiedliwienia? Kardynalnym błędem konserwatystek jest chęć narzucenia wszystkim kobietom swojego spojrzenia na świat, swoich ambicji (czy też ich braku) i priorytetów, co w praktyce objawia się wyłącznie próbą nakładania ograniczeń na inne kobiety. Najśmieszniejsze i zarazem najtragiczniejsze są dla mnie stwierdzenia, że dążenie kobiet do samorealizacji zawodowej, nawet połączonej ze spełnianiem rodzinnych obowiązków, jest burzeniem świata określonych wartości. Czy naprawdę kobieta-żołnierz jest przyczyną rozprzestrzeniającej się w naszych czasach dekadencji, odchodzenia ludzi od Boga, czy zobojętnienia na sprawy narodu? To, że jakieś zjawiska przebiegają mniej lub bardziej równolegle nie oznacza, że wykazują ze sobą jakąkolwiek łączność, no może z wyjątkiem czasu trwania procesu.

W kontekście napisanych przeze mnie słów, kończąc, pragnę zwrócić uwagę na wydarzania, które miały miejsce stosunkowo nie tak dawno i odbywały się często pod narodowymi szyldami, a których przewodnia myśl brzmiała “Brońmy naszych kobiet przed imigrantami”. Jako kobieta i nacjonalistka, na takim wydarzeniu na pewno bym się nie pojawiła, ponieważ z jednej strony, w codziennym życiu potrafię sama o siebie zadbać, a jeżeli coś jest tak wielkim problemem, że nie mogę z nim poradzić sobie sama, to liczę na wsparcie innych ludzi niezależnie jednak od ich płci. Nie potrzebuje natomiast niczyjej zwierzchności ubranej w piękne hasła rodem ze średniowiecznych opowieści. Czy nie lepsze zamiast wykrzykiwania pustych, rycerskich haseł byłoby zorganizowanie zajęć z samoobrony dla kobiet? Byłyby one na pewno praktyczniejsze i w ostatecznym rozrachunku skuteczniejsze, nie tylko w kontekście fali imigrantów, ponieważ zjawisko gwałtów jest rzeczywistym problemem w naszym kraju również bez ich udziału. Zamiast kurtuazji kobietom potrzeba szacunku, zamiast głaskania po główce czy wyręczania wsparcia, zamiast stereotypowego traktowania równego podejścia - mam nadzieję, że coraz więcej osób zacznie to rozumieć. Jesteśmy nacjonalistkami, fakt ten sam w sobie niesie konieczność posiadania wewnętrznej siły i niezależności. Nie udawajmy słabszych niż jesteśmy tylko dlatego, że panuje jakieś mylne przeświadczenie na temat kobiecości. Kobiecość jest siłą, a my musimy zaangażować się w pełni w pracę nacjonalistyczną, ponieważ idea tego wymaga, a także przyszłość i nasze położenie w państwie narodowym :

“Jeśli kobieta dziś nie będzie pracowała w rewolucyjnych organizacjach narodowo-radykalnych - jutro nie będzie pracowała w Organizacji Politycznej Narodu, nie będzie pracowała w Powszechnej Organizacji Wychowawczej. Nie będzie poprawy stosunków zawodowo-gospodarczych kobiet, jeśli dziś kobieta nie będzie dążyła do zmiany całego ustroju gospodarczego - drogą Przełomu”. [3]

Maria Pilarczyk

Przypisy:

[1]http://szturm.com.pl/index.php/miesiecznik/item/334-wypaczenie-dawnego-znaczenia-slowa-feminizm

[2] “ Wytyczne pracy kobiet będące wyrazem poglądów Komitetu Porozumienia Organizacyj Narodowo-Radykalnych” (1938 r.), str.1

[3] Tamże, str. 6