czwartek, 28 styczeń 2016 14:55

Nacjonalizm – idea walki z globalizacją i amerykanizacją kultury

Dzisiejszy świat w XXI wieku jest światem kontrastów, światem, w którym mimo istnienia narodów, państw, mocarstw i ich dziedzictwa kulturowego, historycznego, religijnego, społecznego i materialnego następuje proces globalizacji Kuli Ziemskiej. Tak w Nowym Jorku, Madrycie, Warszawie i Moskwie, ale i w Kairze, Tokio, Pekinie i Bombaju można powoli uświadczyć rosnącej ilości restauracji serwujących fastfoody (na czele z McDonaldem, czyli żywieniowo – socjologicznym produktem stanowiącym główny komponent amerykanizacji kultury), zakładów i sklepów z uniwersalnymi markami samochodów, kosmetyków, telefonów komórkowych, systemów komputerowych w części krajów Trzeciego Świata oraz dawnych „azjatyckich tygrysach” – Korei Południowej, Filipinach, Japonii. Nie wątpię, iż szereg takich udogodnień stanowi ważny komponent rozwoju technicznego oraz ułatwia szereg zadań i czynności codziennie prowadzonych przez każdego człowieka, jednak trzeba tu zadać pytanie o to, czy przypadkiem nie jest tak, iż za tą wielką reklamą pokazującą powierzchnię, kryje się coś głębszego? Moim zdaniem nie, jest hybryda hedonizmu, czystego konsumpcjonizmu i materializmu podszyte dobrym szyldem reklamowym, mającym omamiać masy ludzi i dehumanizować na rzecz kapitału.

Nowe kierunki transnarodowych korporacji za pośrednictwem Zachodu stanowią kolejny etap długofalowej ofensywy mającej doprowadzić do uczynienia ze świata czegoś w rodzaju neoliberalnej, globalnej wioski. Trzeba wskazać, iż w wyniku niszczenia raczkujących, rodzimych kapitałów na rzecz korporacji zagranicznych w dawnych koloniach, handlu bronią stronom konfliktu ze strony światowych mocarstw, eksploatacji krajów afrykańskich i azjatyckich z surowców mineralnych (ropa naftowa, gaz ziemny, gaz łupkowy, złoża złota, srebra, diamentów etc.) i degradacji środowiska naturalnego następuje proces pogrążania się krajów Trzeciego Świata w cywilizacyjnej zapaści. W połączeniu z globalizacją, sprawiającą, że biedota z tych części Ziemi widzi w telewizji życie bogatych Europejczyków czy Amerykanów i im naturalnie zazdrości, oraz nadal nierozwiązanymi problemami ubóstwa, analfabetyzmu, niewolnictwa oraz dezinformacji, a także czynnikami geopolitycznymi daje w połączeniu piekielną miksturę mogącą wysadzić nasz kontynent w powietrze. W chwili obecnej głównym składnikiem tejże mikstury jest trwający już od drugiej połowy XX wieku napływ imigrantów z krajów Trzeciego Świata do Europy, który zdaje się nie mieć końca, a za który już zachodnia Europa płaci z nadwyżką. Dodatkowo postępujący liberalizm obyczajowy i marksizm kulturowy, które wspólnie chcą walczyć przeciw światu Tradycji i zniszczyć odrębność Narodów na rzecz „wielokulturowego, jednego” społeczeństwa pod hasłem jedna rasa, ludzka rasa, a tak naprawdę chodzi im o dążenie do utworzenia NWO.

W Europie i na świecie wybuchają masowe demonstracje, zamieszki przy okazji szczytów klimatycznych, mają miejsce akty solidarności z narodami uciskanymi przez mariaż globalizmu, kapitalizmu i syjonizmu (Palestyńczycy, Karenowie, Kurdowie, Indianie, Tybetańczycy), prowadzone są zbiórki podpisów pod petycje w sprawie degradacji środowiska naturalnego, nowych inwestycji ponadnarodowych instytucji, oraz – z największym echem i przemilczane w polskojęzycznych mediach – gwałtowne protesty przeciw przyjęciu przez Parlament Europejski w lipcu 2015 roku traktatu TTIP (Transatlantyckiego Porozumienia na rzecz Handlu i Inwestycji) przyciągające na ulice europejskich miast setki tysięcy ludzi. Ponadto raz po raz wybuchają protesty przeciw wprowadzaniu innych nowinek technicznych za pośrednictwem USA – ACTA, „genetycznie modyfikowanej żywności”, w Niemczech rokrocznie odbywa się Antikriegstag – manifestacja niemieckich nacjonalistów przeciw wojnie, globalizacji i kapitalizmowi, w Boliwii 4 lata temu sieć McDonald’s musiała ostatecznie po 14 latach zamknąć swoje „riestoranty” w wyniku protestów społeczeństwa boliwijskiego, w Czarnogórze miały miejsce ostatnio protesty przeciw planom wprowadzenia tego kraju do NATO, i tak dalej można by wymieniać. Dlaczego podaję te przykłady antyglobalistycznego oporu? Ponieważ one są przykładami myśli wyrażonej krótko: „Myśl globalnie, działaj lokalnie”. Jest to ważny front walki przeciw mieszczańskiej dekadencji, zacieraniu rodzimych i lokalnych kultur całego świata na rzecz jego unifikacji, amerykańskiej dominacji w niektórych częściach świata w aspekcie militarnym, gospodarczym czy geopolitycznym, wpływom syjonistycznego lobby na podsycanie konfliktów i wojen, finansowaniu oligarchii i banksterów mających uciskać społeczeństwa w swoim partykularnym interesie, szantażom obyczajowym w celu uzależnienia wysyłki pomocy finansowej/humanitarnej słabszym krajom od regulacji praw dotyczących pedałowania, planom agresji USA na niepodległe państwa zaliczane do tzw. „osi zła” (był Irak za rządów Saddama Husajna, planowano wojnę z Islamską Republiką Iranu, teraz rozważa się kolejny raz interwencję lądową pod auspicjami osi USA-NATO w Syrii, tym razem pod pretekstem walki z Państwem Islamskim) oraz degradacji dusz oddychających swobodnie narodów świata. Każde zwycięstwo, nawet małe, w obronie swojej odrębności jest sukcesem wolnego świata, który chce stać na straży Tradycji, tożsamości oraz wzajemnych relacji opartych na dobrowolnej współpracy, przynoszącej korzyści. Doskonale to obrazują słowa Marcusa Garveya „Azja dla Azjatów, Afryka dla Afrykanów, Europa dla Europejczyków”, które mogą stanowić takie zawołanie bojowe do walki o obronę swojej tożsamości i różnorodności kulturowej całej Kuli Ziemskiej przeciwko dążeniom do ich zniesienia oraz ustanowienia na ich ruinach „american way of life”. Przykład Polski, który z wasala sowieckiego imperium w 1989 roku, po „festiwalu wolności”, stał się dzięki neoliberalnym reformom Afryką Europy (cytując profesora Witolda Kieżuna), czyli de facto kolejną kolonią Unii Europejskiej. Kolonią z relacjami opartymi na zasadzie pan Bruksela – wasal Warszawa, którą trzeba uzależnić od siebie, byleby utrzymać w ramach UE Polskę w swojej sferze wpływów, stąd drastyczne kary za produkcję nadwyżki mleka, emisję dwutlenku węgla do atmosfery z polskich kopalni, wprowadzanie wzmocnionego ulgami podatkowymi i innymi czynnikami obcego kapitału i zdominowanie polskiego rynku przez zagraniczne firmy, coraz częstsze zatrudnianie obcokrajowców z innych kręgów kulturowych przez biznesmenów i pracodawców (którym zależy jedynie na pieniądzu, a nie dobru człowieka), niż demograficzny, postępująca amerykanizacja kultury oraz nadal dominujący pod dyktatem Zachodu lewicowo – liberalny dyskurs – są to bardzo istotne elementy wskazujące na to, jak sojusz globalizmu z „american style” może zakończyć się dla jednego z dumnych Narodów Europy.

Dlaczego dyktat kulturowy Ameryki stanowi zagrożenie dla innych kultur i tożsamości, szczególnie dla Europy, już 65 lat temu w swoim sztandarowym dziele „Orientacje” zawarł znany włoski myśliciel i filozof, twórca nurtu integralnego tradycjonalizmu, Julius Evola: „W pewnym sensie amerykanizm z naszego punktu widzenia jest groźniejszy od komunizmu, stanowiąc swego rodzaju konia trojańskiego. Kiedy atak przeciwko wartościom tradycji europejskiej następuje w formie bezpośredniej i jawnej, właściwej ideologii bolszewickiej i stalinizmowi, budzą się jeszcze jakieś reakcje, pewne linie oporu, chociaż słabe, zostają jednak utrzymane. Odmiennie mają się rzeczy kiedy to samo zło działa w sposób bardziej wyrafinowany i przekształcenia dokonują się nieodczuwalnie, w sferze obyczajów i ogólnej wizji życia, jak to jest w przypadku amerykanizmu. Poddając się z lekkim sercem tym wpływom pod znakiem demokracji, Europa przygotowuje się już do ostatecznej kapitulacji, tak, iż do jej upadku nie potrzebna nawet będzie żadna katastrofa militarna. Na drodze „postępu” osiągnie, po zasadniczym kryzysie społecznym, ten sam punkt. Powtórzmy raz jeszcze: nie można zatrzymywać się w pół drogi.”. Z dłuższej perspektywy czasu Evola miał rację, obecnie możemy to zauważyć patrząc na trwający od 1968 roku kryzys kulturowy, cywilizacyjny i duchowy Starego Kontynentu, który poprzez amerykanizację objął również i nasze społeczeństwo. Różnica między germanizacją i rusyfikacją naszego narodu w trakcie zaborów, a amerykanizacją zaś jest bardzo prosta, o ile pod zaborami Polacy mieli zostać przymusowo wynarodowieni, o tyle w przypadku amerykanizacji przejmowanie wielu elementów z ich stylu odbywa się dobrowolnie.

McDonald’s serwujące mające chwilowo zaspokoić apetyt posiłkiem z przerobionymi, zużytymi materiałami, przejmowanie na polski grunt tradycji i świąt wywodzących się z USA (halołin, walętynki), moda, ubiór, wplatanie anglojęzycznych makaronizmów do języka polskiego, dominacja militarna Stanów Zjednoczonych w Europie, kult konsumpcjonizmu, indywidualizmu, materializmu, hedonizmu, egoizmu i pogoni za pieniądzem. Oto są właśnie elementy składowe tego jankeskiego molocha, z którym narodowi rewolucjoniści powinni walczyć. Walczyć w obronie naszych, europejskich kultur, zbudowanych na fundamentach Cywilizacji Łacińskiej i bronić jej wobec wszystkich przeciwności modernistycznego, mieszczańskiego świata.

Adam Busse