czwartek, 28 styczeń 2016 14:49

Wspomnienie rewolucji '14

"Jeszcze Polska nie zginęła i zginąć nie może!". To były pierwsze słowa jakie usłyszeliśmy od Ukraińca na pierwszym postoju po przekroczeniu granicy polsko-ukraińskiej. Członkowie Drugiej Sotni Samoobrony Majdanu przywitali się z nami serdecznie. To byli przyjaciele naszego kierowcy Marcina, polskiego nacjonalisty, który spędził z nimi wiele czasu walcząc na barykadach Hruszewskiego, a teraz wracał na Majdan wioząc nas ze sobą. Musieliśmy się zatrzymać w obwodzie lwowskim, bowiem otrzymał zadanie w tych okolicach jakie w tamtych dniach wykonywali działacze Samoobrony Majdanu na całej Ukrainie.

Gdy stara władza upadła obalona przez Rewolucję przyszłość kraju była niepewna. Służby mundurowe nie wiedziały jeszcze wobec kogo okazać swoją lojalność. Oczekiwano powołania nowego wywodzącego się z Rewolucji rządu. W tym czasie działacze Samoobrony mieli zapewniać swoją obecnością w wielu regionach, że sytuacja jest stabilna i pod kontrolą rewolucjonistów. Z tego powodu nie mogliśmy razem dotrzeć do Kijowa samochodem jak planowaliśmy, mieliśmy dotrzeć na Majdan ze Lwowa z pomocą Samoobrony.

W biurze Samoobrony Majdanu we Lwowie panowała nerwowa atmosfera. W pokojach i po korytarzach starej kamienicy krzątali się aktywiści. Z jednego z biur, z którego najwyraźniej koordynowano wszelkie posunięcia i podejmowano decyzje dobiegał głos z radia. Wiadomości z kraju na żywo informowały o napiętej sytuacji w kraju. Na klatce schodowej zaczynała się kolejka interesantów, która kończyła się na zewnątrz w tłumach oczekujących na marszrutki mające ich zawieść do Kijowa prosto na Majdan Niezależności. Nie każdy był wpisany na listy pasażerów, a chętnych były ogromne ilości.

Udało się jednak dzięki pomocy Marcina i ukraińskiego towarzysza podróży Stanisława, weterana wojny w Afganistanie i lekarza na Majdanie uzyskać dla nas miejsca w kolejnej marszrutce. Gdy rozsiedliśmy się w pojeździe tuż przed odjazdem wszyscy wraz z kierowcą wstali i poczęli się modlić co zrobiło na nas ogromne wrażenie. Podobna sytuacja byłaby w Polsce raczej nie do pomyślenia, żeby młodzi, starsi z kierowcą przed odjazdem dawali takie świadectwo wiary. Być może podobnie myśleli sami Ukraińcy przed Rewolucją. To był wyjątkowy czas, ale dopiero Kijów miał pokazać jak bardzo.

Do Kijowa dotarliśmy późną nocą. Kilkudziesięciu majdanowych pielgrzymów wysiadło i ruszyło grupą w kierunku miejsca, które dzięki wydarzeniom ostatnich trzech miesięcy przeszło trwale do historii. My ruszyliśmy z naszym ukraińskim towarzyszem w swoją stronę. Gdy dotarliśmy do barykad poczuliśmy różnicę, jaka dzieliła resztę Kijowa od miejsc starć. Jedne z wielu ulic centrum europejskiego miasta jakie jest nam bardzo łatwo sobie wyobrazić, a zaraz obok okazałe barykady będące kompilacją wypełnionych worków, opon, różnorakiego złomu, mebli, wyrwanych tablic reklamowych, z których czasem wystawały spalone szkielety samochodów. Wchodząc na teren Majdanu od ulicy Chreszczatyk będącą główną aleją Kijowa mijaliśmy zdobyczne, rozbite polewaczki milicyjne, na których widniały rewolucyjne graffiti. Blask latarni oświetlał ulicę pełną namiotów i różnych konstrukcji służących za przechowalnie sprzętu, czy stanowiska bojowe. Pojedyncze osoby pilnują barykad ocieplając się przy ogniu z beczek, popijając parującą herbatę. Obok nich spoczywały gotowe do użycia kije bejsbolowe. Lekarz Stanisław zaprowadził nas do budynku obwodowej administracji państwowej (ratusza), jednego z pierwszych budynków rządowych zajętego przez protestujących.

Wnętrze pokazało nam jak bardzo sprawnie ludzie Majdanu byli zorganizowani. W lewym skrzydle budynku umieszczono cały szpital polowy (leczenie w rządowych szpitalach po za Majdanem było bardzo ryzykowne), w prawym znajdowało się centrum informacyjne i stołówka z kuchnią, gdzie trzykrotnie w ciągu dnia można było otrzymać ciepły posiłek, a zawsze czekały kanapki i napoje podawane przez młode wolontariuszki. Każda ściana była zajęta plakatami propagandowymi, ogłoszeniami, informacjami dla uczestników protestów, czy antyrządowymi, nacjonalistycznymi wlepkami. Bardzo częste były plakaty z twarzami i opisami zaginionych mężczyzn i kobiet z prośbami o kontakt. Dowódca sotni zajmującej budynek po rozmowie ze Stanisławem zaprowadził nas po długich schodach nad którymi wisiały jeszcze świąteczne ozdoby do głównej sali budynku, by wskazać nam miejsce, gdzie spędzimy noc. Całe wielkie pomieszczenie wypełnione było setkami ludzi śpiącymi na kocach i karimatach. Pomiędzy nimi leżały plecaki i reklamówki wypełnione ubraniami i rzeczami osobistymi. W kącie znajdowało się miejsce, gdzie sanitariusze opatrywali powierzchowne rany. Ścianę zdobił namalowany krzyż celtycki z napisem „Narnia”. Nad wszystkim dominowały cztery wielkie zdobione żyrandole. Pomieszczenia w dużej mierze pozostały w takim stanie w jakim je zastano, nie doszło do żadnych grabieży. Na korytarzach urzędu wisiały dużego formatu zdjęcia Kijowa w ramach, w szafach i szufladach biurek wszystkie dokumenty spoczywały jak przedtem, nawet wielka samochodowa mapa Kijowa stała na korytarzu z nienaruszonymi od 2012 roku wstęgami symbolizującymi remonty komunikacji kijowskiej. Noc spędziliśmy w jednym z biur, by następnego ranka udać się do miejsca stacjonowania Drugiej Sotni Samoobrony, która stacjonowała na ulicy Hruszewskiego w "znacjonalizowanej" restauracji Sushia.

W dzień Majdan wyglądał zupełnie inaczej, można było go teraz zobaczyć w całej okazałości. Był żywy, pełen ruchu, odgłosów przemów i melancholijnej muzyki. Mijaliśmy stojące na ulicy namioty wojskowe przywiezione przez protestujących i wyposażone w piecyki grzewcze, do których dokładano drewna zwożonego na Majdan. Nad namiotami powiewały flagi na podstawie których można było wywnioskować z jakiego miasta pochodzą mieszkający w nim i jakie mają zapatrywanie polityczne. Zbliżaliśmy się do faktycznego Majdanu Niepodległości, czyli placu naprzeciwko hotelu Ukraina, gdzie stoi kolumna z postacią Michała Archanioła, będącego patronem Kijowa i równocześnie patronem Samoobrony Majdanu. Trudno było nie dostrzec budynku związków zawodowych całego osmalonego od pożaru, który podłożył w nim Berkut zabijając wyjątkowo okrutnie kilkadziesiąt osób leczących swoje rany w umieszczonym tam prowizorycznym szpitalu. Pod kolumną stały namioty, w których prawosławni kapłani zorganizowali prowizoryczny ołtarz dla wiernych, tam też rozdawano słynne białe różańce, które można było zobaczyć u wielu demonstrujących, także tych niewierzących. Taki biały różaniec stał się jednym z symboli Rewolucji Godności.

Na stalowej płycie chroniącej okna pubu Londyn przed zamieszkami widniał napis: „European Skinhead Army”. Dzieła artystów ukraińskich, rewolucyjne plakaty, wystawy satyrycznych obrazków, zdobione ludowymi motywami tarcze i hełmy z demobilu można było spotkać na każdym kroku. Na naziemnym przejściu dla pieszych na ulicy instytuckiej wisiał wielki transparent z cytatem Ewangelii św. Jana: „ Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich.”. W wielu miejscach można było dostrzec portrety XIX- wiecznego poety ukraińskiego Tarasa Szewczenki, który jest dla Ukraińców kimś w rodzaju polskiego Adama Mickiewicza. Jednak różnica jest znaczna w podejściu do postaci. Wielu młodych Ukraińców wiersze Szewczenki zna i bardzo chętnie je czyta, z trudem szukać podobnego trendu w Polsce.

Trzeba wspomnieć, że jako Polaków witano nas i odnoszono się do nas na Majdanie bardzo serdecznie. Wielu „hungarofilów” oburzy się, lecz faktem jest, że niewielu Polaków w obecnych Węgrzech mogłoby zostać tak ciepło przyjętych jak przez Ukraińców tamtego czasu na Majdanie. Często zaczepiano nas na ulicy tylko po to, żeby przekazać podziękowania za wsparcie jakie Polska okazała protestującym, nie mówiąc już o częstowaniu różnymi dobrociami, czy rzeczami na Majdanie uważane za niezbędne jako ciepły sweter, czy szalik.

Spacerując dostrzegaliśmy, że atmosfera była przygnębiająca, lecz podniosła. Zaledwie kilka dni temu w Czarny Czwartek dosłownie rozstrzelano kilkadziesiąt osób w biały dzień. Usunięto większość wszechobecnych śmieci, rozpoczęto układanie kostek brukowych zwanych potocznie „brukiewkami”, które dotychczas służyły do walki z milicją. Z kostek tworzone były dosłownie ołtarze, na których układano kwiaty, zdjęcia i części wyposażenia poległych jak ich kaski, czy przestrzelone tarcze, rewolucyjne białe różańce. Nie skończono jeszcze budowy prostego pomnika z tablicą na ulicy Instytuckiej, budowanego rękami ludzi Majdanu, a już leżały przed nim róże i zapalano znicze. Dziecięce rysunki uczniów ze szkoły nr 170 w Kijowie zdobiły jedną z barykad, jeden z nich przedstawiał demonstranta z napisem: „Bohaterowie nie umierają”. Żałobników były tysiące. Teraz z całej Ukrainy ludzie, którzy dotychczas się nie odważyli się, bądź organizowali się wyłącznie lokalnie mogli bezpiecznie przyjechać i zobaczyć miejsce Rewolucji na własne oczy. Część sotni wystawiała zdobyczne trofea i znalezione przedmioty na polu walki, by ciekawscy mogli wyobrazić sobie sposób w jaki traktowano protestujących.

Wystawiano zdobyczny sprzęt milicyjny, resztki granatów, gumowe kule, a także metalowe, którymi strzelano w manifestantów z broni gładkolufowej, łuski, bardzo dużo łusek po ostrej amunicji, najczęściej kalibru 5.45 mm. Na głównej scenie Majdanu wyświetlano filmy, teledyski, grano narodową muzykę, recytowano wiersze. Przed sceną stał wielki drewniany krzyż przy, którym często modlili się razem kapłani prawosławni i katoliccy. Bardzo często śpiewano hymn ukraiński, który stał się kolejnym z symboli Majdanu. Zawsze w skrajnych sytuacjach tą pieśnią członkowie samoobrony dodawali sobie otuchy śpiewając tą pieśń setkami gardeł na pierwszej linii walk. Teraz walki ustały, a hymn nadal rozbrzmiewał na przemian z żałobną pieśnią Majdanu "Płynie Kacza”, która była ulubionym utworem jednego z pierwszych poległych od milicyjnych kul.

Na końcu alei Chreszczatyk znajduje się plac europejski. Tam zaczynała się ulica Hruszewskiego, gdzie miała miejsce większa część starć na Majdanie, aż do Czarnego Czwartku. Przy placu znajduje się duży budynek zwany Ukraińskim Domem, który protestujący zdobyli szturmem pod koniec stycznia. W nim znajdowały się biura Samoobrony Majdanu, centra informacyjne, oraz jedna z głównych stołówek dla aktywistów. W podziemiach budynku każdego ranka i wieczora tworzyły się kolejki do pryszniców.

Zewnętrzne ściany restauracji Sushia zdobiły namalowane sprejem portrety bohaterów narodowych Ukrainy jak Szewczenki, lecz w formie współczesnej-rewolucyjnej. Na twarzach mieli maski przeciwpyłowe, a na głowach robocze plastikowe kaski, obok głównego wejścia wisiał transparent z symbolem Drugiej Sotni Samoobrony Majdanu. Głowa w masce przeciwgazowej w hełmie z napisem ACAB ze skrzyżowanymi kijami bejsbolowymi na tle czerwono-czarnych barw. Przywitano nas bardzo gościnnie i oprowadzono nas po wnętrzu. Główną częścią restauracji było dwupoziomowe pomieszczenie ze stolikami, tu odpoczywano, rozmawiano, oglądano wiadomości, na piętrze znajdowało się biuro sotni będące prawdziwym centrum dowodzenia liderów Sotni pochylonych nad mapami i stale korzystających z laptopów i wydających rozkazy. W głębi było kolejne pomieszczenie, lecz stoły i krzesła wyniesiono, by mieć możliwość zorganizowania tam miejsca do spania dla kilkunastu osób z sotni. W barze jednak nie podawano sushi za amerykańskie dolary jak pewnie wielu sceptycznych myśli, a to co na całym Majdanie, czyli kanapki, napoje, ciasteczka.

A warto podkreślić, że jedzenie, napoje, potrzebne narzędzia, elementy barykad, które znajdowały się na Majdanie przywozili bardzo często sami protestujący, organizowano zbiórki, w których uczestniczyły dziesiątki tysięcy osób, albo przedsiębiorcy dzielili się zasobami swoich firm. Śmiało można stwierdzić, że to był wzorowy przykład narodowego solidaryzmu. Każda sotnia Samoobrony, czy organizacja związana z Majdanem wystawiała także osoby zbierające pieniądze do puszek, urn, czy pustej litrowej butelki po wodzie, które dosłownie w kwadrans wypełniały się całkowicie banknotami. Alkohol na Majdanie był zakazany. Zdjęcia osób z zakazem wstępu za pijaństwo, czy kilkukrotne złamanie "suchego zakonu" wisiały przy wejściach do strefy kontrolowanej przez Samoobronę. Jedynie raz przy nas złamano tą regułę, gdy jednemu z członków Samoobrony urodziła się córka i z tej okazji urządzono uroczysty wieczór w kontrolowanej przez sotnię restauracji.

Na ulice wyszły masy wolontariuszy, którzy sprzątali pobojowisko jakie pozostawiły po sobie starcia w centrum Kijowa. Ubrudzony pomnik trenera Dynama Kijów, Łobanowskiego, który osmalony od dymu i starć, oraz doprawiony rewolucyjnymi hasłami szorowano szczotkami, by przywrócić mu pierwotny wygląd. Zbierano resztki wyposażenia z doszczętnie spalonego parteru jednego z budynków, gdzie mieścił się sklep. Setki osób, które wydawały się do tej pory ignorować zajścia przyszły na Majdan. Część z ciekawości, cześć z poczucia obowiązku. Zszokowani rozmawiali z uczestnikami starć i oglądali łuski po pociskach, z których strzelano do ich sąsiadów, modlili się przy oznaczonych kwiatami miejscami śmierci demonstrantów, któryś z członków Samoobrony pokazuje ślady po pociskach broni ostrej nad oknem kawiarni. Tłum z podziwem ogląda wielką katapultę zbudowaną przez manifestantów, z której rażono oddziały milicji na duże odległości. Wielu majdanowców z własnej inicjatywy oprowadzało nas po miejscach walk i opowiadało głównie o wydarzeniach, które miały miejsce zaledwie kilka dni temu. Pewne rzeczy media, także ukraińskie, przemilczały. Ponad 100 osób do dziś jest zaginionych. Porywanych z samochodów na drogach, z pod mieszkań, aresztowanych w czasie zamieszek. Naprzeciwko restauracji Sushia około 100 metrów znajdował się park, gdzie stacjonował Berkut, podczas naszego pobytu znaleziono tam płytkie groby, a w nich ciała zaginionych demonstrantów. Z relacji ranionych w czasie walk berkutowców przesłuchiwanych przez Drugą Sotnię w jednym w kijowskich szpitali wynika, że wielu rannych demonstrantów strona rządowa ładowała do karetek, a te miały jeździć prosto do krematoriów. Dlatego tak wiele osób pozostanie zaginionych na zawsze. Nowy rząd ma ignorować ten temat.

Tydzień po masakrze na Instytuckiej, gdzie została rozstrzelana prawie cała jedna z sotni Samoobrony cała formacja zorganizowała wieczorem przemarsz z flagami wokół Majdanu skandując i śpiewając. Wśród maszerujących, byli także ranieni przez pociski milicji, idący o kulach podążających z tłumem z zadziwiającą energię. Przemarsz zakończono pod sceną Majdanu, gdzie odbył się apel poległych zakończony hymnem narodowym. Każdego wieczora na scenie odbywały się wiece, które gromadziły tysiące osób.

Dwukrotnie zabraliśmy się z Drugą Sotnią na wartę przy lotnisku międzynarodowym. W okolicach lotniska rozstawiono punkty kontrolne. Na każdy przypadało około 10 umundurowanych osób uzbrojonych w pałki kontrolujących każdy pojazd. Broń palna w Samoobronie była rzadkością i się z nią nie obnoszono. Żeby zatrzymać każdy samochód wystarczyło wciągnąć sznurem deskę pełną nabitych gwoździ na środek jezdni. Na każdej blokadzie posiadano listę rejestracji samochodowych, bądź listę nazwisk oligarchów, posłów Partii Regionów, czy liderów antymajdanu (opłacany przez Partię Regionów wiec poparcia dla władzy), przeszukiwano samochody na wypadek, gdyby ktoś chciał wywieźć jakieś ważne dokumenty. Przykładowo zaledwie dzień po ucieczce Janukowycza znaleziono setki dokumentów po nieudolnej próbie ich zniszczenia, dotyczące inwigilacji opozycji, dziennikarzy, czy planów rozbicia Majdanu. Zdarzały się osoby, które nie chciały się Samoobronie legitymować, bowiem nie miała ona żadnych prawnych uprawnień i nie mogła ich mieć. Jednak Rewolucja zwyciężyła i nieważne, czy przejeżdżała milicja na służbie ( po upadku Janukowycza z obowiązkową flagą Ukrainy na radiowozie, by pokazać lojalność wobec narodu), czy deputowany, czy zwykły obywatel. Wszystkich traktowano tak samo, w razie odmowy kazano zawracać, a w przypadku natrafienia na jednego z list poszukiwanych wzywano działaczy Automajdanu (mobilne oddziały samoobrony), którzy dokonywali zatrzymania.

Samoobrona Majdanu wyrosła z bojówki ochronnej Majdanu, gdy Berkut wyjątkowo agresywnie rozbijał protesty sformowano szeregi osób mających chronić w zorganizowany sposób innych protestujących. Trenowano techniki walki z oddziałami zwartymi milicji, produkowano masowo tarcze do ochrony, stosowano paintballowe pistolety, by oślepiać milicjantom pole widzenia strzelając w szybki na hełmach, korzystano z pałek, fajerwerków i koktajli Mołotowa, których po Rewolucji zostało tak dużo, że potrzeba było dobrych kilku dni, by je wszystkie wylać, gdy stały się niepotrzebne. Taka zorganizowana grupa osób składająca się w dużej mierze z nacjonalistów i kibiców (Prawy Sektor jednak nie działał formalnie w ramach Samoobrony, ale z nią współpracował) odpierała ataki milicji przez około dwa miesiące na straszliwym mrozie i była w stanie bezpośrednio odeprzeć szturm nawet z użyciem wozu pancernego. Nie uchroniło to i w żaden sposób nie przygotowało do bezpośredniego ostrzału snajperskiego na ulicy Instytuckiej. Po ucieczce Janukowycza Samoobrona na jakiś czas przejęła obowiązki policyjne, wspólnie z promajdanową milicją patrolowała ulice. W późniejszym czasie zajmowała się między innymi wyłapywaniem i karaniem skorumpowanych milicjantów, czy rozbijaniu placówek rosyjskich firm i banków. Do dzisiaj istnieje w wielu obwodach i zajmuje się zabezpieczaniem miejsc głosowania (słynne tituszki wcale nie zniknęły po upadku rządu Partii Regionów) i wsparciem dla żołnierzy dla froncie.

Nie można mówić o Majdanie nie wspominając o nacjonalizmie, tym bardziej samemu nacjonalistą będąc. Motywy nacjonalistyczne najczęściej w postaci krzyży celtyckich malowanych sprejem czy czerwono-czarnych flag były tam wszechobecne. Spacerując po głównej alei mijało się kolejne sztaby i lokale zajęte przez nacjonalistów, ktoś przechodzi w hełmie z napisami runicznymi odwołującymi się do pangermanizmu, ktoś nosi zdobyczną tarczę milicji z namalowanym czarnym słońcem, gdzieś wisi portret Stepana Bandery. Pojęcie nacjonalizmu jest tam bardzo szerokie. O wiele więcej młodych Ukraińców nazwie się nacjonalistami niż miałoby to miejsce wśród Polaków. Często postrzega się tam nacjonalizm jako po prostu czynną formę patriotyzmu dlatego walki na barykadach z milicją były nacjonalizmem. Podobna sytuacja jest z "banderyzmem". Mało kto był na tyle świadomy czym była ideologia Stepana Bandery i Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów sprzed wojny, ale wiele osób nazywa samych siebie "banderowcami", bowiem bycie "banderowcem" oznacza dla nich kogoś kto jest zwolennikiem niepodległej Ukrainy, bez jakichkolwiek negatywnych uczuć do Polaków. W kontekście rosyjskiej propagandy czy po prostu w kontekście historycznego obrazu "banderowca" rosyjski ochotnik z Drugiej Sotni mówił: "Banderowiec jest jak czupakabra, nikt go nie widział, ale wszyscy się go boją.". Rosjanin ten był żołnierzem, który służył w Czeczenii, od tamtego czasu stał się zaciekłym przeciwnikiem rządów Putina. On i wielu innych Rosjan (w tym wielu nacjonalistów) pojechało pomóc Ukraińcom na Majdanie, a potem w Donbasie. W Drugiej Sotni byli ludzie z całej Ukrainy, od Lwowa po Słowiańsk i Ługańsk. Nawet były tituszka, który na miejscu przeszedł na stronę protestujących i tak znalazł się w Drugiej Sotni.

Nie brak tam było oczywiście nacjonalistów świadomych z ukształtowaną nacjonalistyczną ideologią. Na majdanie głównie takie osoby skupiał Prawy Sektor, który ze względu na wiele dezinformacji i zwyczajnej rosyjskiej propagandy zaczął budzić przerażenie i stał się wcieleniem diabła dla osób niechętnych Majdanowi i to także w Polsce. Jedno jest pewne, bez nacjonalistów i kibiców, którzy brali udział w walkach na Majdanie protesty, by nie przetrwały kolejnych szturmów sił milicji, MSW i Berkutu. Wielu Polaków jest w błędzie twierdząc, że tylko zwykli Ukraińcy nas lubią, dotyczy to także nacjonalistów, także tych radykalniejszych. Podobnie jak inni współcześni nacjonaliści w Europie porzucają oni prymitywny szowinizm, a w swojej ideologii odwołują się często do Idei Międzymorza (przykładowo znany większości pułk Azow, w czasie Majdanu Zgromadzenie Socjal-Narodowe SNA, które działało razem z innymi nacjonalistami w Prawym Sektorze).

Ukraińcy są bardzo rozśpiewanym narodem. Na głównej alei stało pomalowane w barwy narodowe słynne rewolucyjne pianino, przy którym zawsze stała grupa ludzi w każdym wieku bez względu na mróz śpiewająca ludowe pieśni ukraińskie i rosyjskie od rana do późnego wieczora. Nie ma znaczenia, czy to staruszka, czy młoda dwudziestoletnia dziewczyna, czy czternastoletni bojownik Prawego Sektora. Bardzo często rozbrzmiewały pieśni dobrze znane Polakom jak przykładowo „Hej Sokoły”, pieśń bardzo bliska obu naszym narodom.

Dotychczasowe okrzyki wykorzystywane wyłącznie przez nacjonalistów weszły do głównego nurtu. Skandowali je zarówno nacjonaliści, konserwatyści, liberałowie, lewicowcy, a nawet anarchiści. Nie utożsamiano tych haseł z UPA, utożsamiano je przede wszystkim z Rewolucją i ofiarami rządu Janukowycza. Wielu chciało wmówić nam w Polsce, że Ukraińcy, krzycząc na Majdanie "Sława Ukrainie! Herojam Sława!”, myślą o zabijaniu Polaków (naprawdę!). Ci wszyscy ludzie pomordowani przez siły MSW, Berkutu i milicji są właśnie tymi bohaterami, którym składano hołd skandując te okrzyki.

Pod koniec naszego pobytu wieczorem na scenie Majdanu rozpoczęto ogłaszanie proponowanego skład nowego rządu. Nie w wygodnym, ciepłym studio rządowej telewizji, ale na scenie Majdanu naprzeciw ludu, który cały czas pozostawał na miejscu protestów, mimo ucieczki Janukowycza i rozpadu reżimu. Gdy padało nazwiska dobrze znane jak Jaceniuk tłum buczał, skandował "zdrajca”. Majdan już wcześniej go znienawidził, ludzie uważali go za karierowicza i tchórza. Było to wywołane faktem, że ani on, ani Kliczko (na Majdanie powszechnie mówiono, że uciekł z Kijowa, gdy doszło do masakrowania protestujących), ani Tiahnybok nie byli faktycznymi liderami Majdanu i nigdy nie chcieli wziąć za niego odpowiedzialności. Zawsze dążyli do kompromisu, także wtedy kiedy padły ofiary śmiertelne ściskali ręce samemu Janukowyczowi. Lud nie wybacza takiej postawy. Sam Jaceniuk ogłosił na scenie, że jest gotowy walczyć do końca i zginąć, jeśli Janukowycz nie ustąpi wobec żądań. Prezydent nie ustąpił, zaś lider Batkwiszczyny nie uczynił po tym nic. Rozczarowanie rzekomymi liderami i radykalizacja tłumów rosła wraz z kolejnymi ofiarami i nadużyciami władzy. Gdy po wymienieniu całego składu proponowanego rządu chciano odśpiewać hymn doszło pod sceną do szamotaniny. Członkowie samoobrony, którzy stracili wielu towarzyszy słusznie uważali to skład proponowanego rządu za zdradę. Nie za to przecież ginęli, żeby pomóc kolejnym politykierom dostać się do władzy. Być może to był pierwszy zwiastun kierunku w jakim idzie dziedzictwo Rewolucji.

Przed odjazdem pożegnaliśmy się z członkami Drugiej Sotni. Część z nich sprawiała wrażenie przerażonych, a w najlepszym razie niespokojnych. W telewizji od dobrych kilku dni mówiono o zaostrzającej się sytuacji na Krymie, oraz niepokojach na wschodzie kraju. Codziennie kilka razy pojawiały się fałszywe informacje o wkroczeniu wojsk Federacji Rosyjskiej na Ukrainę, z polskich portali przodowały w tym kresy.pl, który od początku Rewolucji przyjęły skrajnie antyukraińską postawę. Ludzie na Majdanie nie wiedzieli jeszcze co ich czeka, ale przeczuwali, że grozi im wojna. To przeczucie okazało się smutną prawdą. Członkowie Drugiej Sotni, gdy konflikt z Rosją i separatystami się zaostrzył pojechali toczyć bój o swój kraj. Część z nich wylądowała w batalionach Donbas, Kijowie 2, Azowie i innych, by brać udział w największych bitwach Iłowajsku, Debalcewie, inni wstąpili do nowo sformowanych oddziałów policji, a jeszcze inni pozostali w Samoobronie Majdanu.

Do autobusów powracających do Lwowa tłumy były jeszcze większe niż w stronę Kijowa. Odjeżdżały one z pod jednego z biur aktywistów, którzy koordynowali komunikację krajową z Majdanem. Jako, że już wcześniej wpisaliśmy się na listę pasażerów czekaliśmy, aż niski, pulchny, lecz fanatyczny Tatar odczyta nasze nazwiska. Gdy uformowała się grupa pasażerów Tatar ruszył przodem prowadząc pasażerów do autobusu. Po drodze zagrzewał wszystkich skandując po kolei: "Sława Ukrainie!", "Sława Nacji", "Ukraino!". Tłum podążając za nim odpowiadał głośno: "Herojam Sława!", "Smert worohom!", "Obudź się". Młodziutkie dziewczyny nuciły cicho hymn Ukrainy. Wybuch największych w historii masowych uczuć patriotycznych na Ukrainie był faktem.

Byliśmy świadkami budowy narodowego mitu, który spoił Ukrainę. Mitu, który rozbudził patriotyzm i nacjonalizm na Ukrainie z taką mocą jak nigdy wcześniej. Mitu o charakterze metafizycznym, czego przykładem jest kult Niebiańskiej Sotni, czyli poległych opozycjonistów na Majdanie (wśród których znaleźli się także polscy kresowiacy i dużo osób polskiego pochodzenia). Mitu zwycięskiej rewolucji. Bowiem, wielu opozycjonistów, głównie z liberalnej strony uznało, że rewolucja na Majdanie zakończyła się zwycięstwem. Dzisiaj coraz więcej uczestników tamtych wydarzeń twierdzi, że trzeba było wtedy pójść krok dalej i obalić cały ten system oligarchiczny, bowiem ostatecznie faktycznie zamieniono jedną oligarchię na drugą. Wielu krytyków Rewolucji twierdzi, że nie miała ona z tego powodu sensu, a stracono jedynie część terytoriów i stracono wielu patriotów i idealistów, elitę Majdanu. Czy to można było przewidzieć? My nacjonaliści doskonale powinniśmy wiedzieć, że cały czas należy iść naprzód. Reżim Janukowycza musiał paść, sam Janukowycz odebrał sobie prawo moralne do przewodzenia narodowi. Dla nacjonalistów w polityce i społeczeństwie musi być ruch, by wykorzystać swoją szansę i zwiększyć wpływy. Majdan ukraińscy nacjonaliści wykorzystali dobrze. Ich idee budzą emocje w całej Europie, szeregi działaczy są kształtowane w duchu wojowniczego bezkompromisowego nacjonalizmu, ich organizacje jako jedyne ze współczesnych nacjonalistycznych w Europie toczyły długie walki na froncie, na dodatek posiadając na swoim uzbrojeniu ciężki sprzęt pancerny. Na pytanie o stracone terytoria część z nich stwierdza, że stracili chore tkanki w narodzie co ostatecznie daje bilans pozytywny, tym bardziej, że Donbas przestał lub przestaje mieć znaczenie gospodarcze, a okupacja Krymu sprawia Federacji Rosyjskiej ogromne problemy. Co najważniejsze są do Polski nastawieni bardzo pozytywnie zarówno prywatnie, jak i ideologicznie, geopolitycznie. Świadczyć może o tym współpraca Polaków na Ukrainie z tamtejszymi nacjonalistami, która wcale nie ogranicza się je pojedynczego przypadku.

Od czasów Pomarańczowej Rewolucji idea sojuszu z Polską wśród ukraińskich nacjonalistów stawała się coraz bardziej żywa, a obecnie idea międzymorskiego sojuszu jest dla wielu po prostu oczywista. Pytanie jak my wykorzystamy ten potencjał i dziedzictwo Majdanu jako polscy nacjonaliści, pole współpracy kulturalnej, historycznej i społecznej jest bardzo szerokie i obie strony mogą na nim skorzystać. Do samego dialogu droga jest wbrew pozorom jest łatwa, gdy już odrzuci się szkodliwe stereotypy i prymitywną nienawiść i zacznie się kierować realizmem i interesem Narodu jak i Europy Wolnych Narodów. Nawet nie popierając Ukraińców i odnosząc się do nich sceptycznie trzeba docenić heroizm nacjonalistów, którzy oddali w tamtym czasie życie za swoje idee. Równocześnie Rewolucja Godności pokazała nam wszystkim, że rewolucje nie są już tylko domeną Bliskiego Wschodu, Azji i Afryki, ale nadal Europy. Naszym zadaniem jako nacjonalistów jest być gotowym na kolejne, które prędzej, czy później znów wstrząsną Europą i mieć w nich decydujący wpływ.


Witold Jan Dobrowolski