wtorek, 21 lipiec 2015 01:20

Gougenot des Mousseaux, kawaler orderów

Henryk Roger Gougenot des Mousseaux to postać w naszym kraju, jak się wydaje, nader mało znana – również w środowiskach szeroko pojętej prawicy. Tym niemniej polski czytelnik mógł się z nią pośrednią zapoznać za sprawą Umberto Eco, a ściślej – jego książki "Cmentarz w Pradze". Książka, jak wiadomo, przedstawia hipotetyczną wersję powstania sławetnych "Protokołów Mędrców Syjonu", a w związku z tym zawiera też (na wpoły faktyczny, na wpoły hipotetyczny) opis rozwoju kilku podstawowych teorii spiskowych XIX i XX wieku. Innymi słowy, Eco – z wdziękiem erudyty-postmodernisty, co pozwala chwilami zapomnieć o jego lewicowo-liberalnym nastawieniu – prezentuje nam sylwetki autentycznych i mniemanych masonów, magów, libertynów i satanistów, zanurzając akcję m.in. w paryskim podziemiu ezoteryczno-okultystycznym drugiej połowy XIX wieku.

 

Tam, rzecz jasna, gdzie są okultyści i spiskowcy, tam też muszą być – nawet w większym natężeniu – ich tropiciele, czasami zresztą (casus Rene Guenona) sami będący w jakimś sensie częścią tajemnego millieu.

 

Gougenot des Mousseaux (1805 – 1876) nie był magiem, masonem czy wszechwładnym mędrcem Syjonu – ale właśnie tropicielem. Kimś w rodzaju Stanisława Krajskiego, księdza Czepułkowskiego czy – last but not least – Henryka Pająka, nawet jeśli ten ostatni to już tylko epigon z odchyleniami w stronę lekkiej groteski.

 

Według Eco nasz bohater był (tak opisał go narrator) "siedemdziesięciolatkiem o niezbyt już sprawnym umyśle, święcie przekonanym o słuszności swoich poglądów (nie miał ich dużo)". Ów "kawaler orderów" zainteresowany miał być jedynie "dowodami istnienia diabła oraz magami, czarownikami, spirytystami, mesmerystami, Żydami, księżmi bałwochwalcami" i podobnymi osobnikami.

 

Z punktu widzenia Eco Gougenot istotny jest przede wszystkim jako jeden ze współtwórców nowoczesnego antysemityzmu – co do zasady opierającego się na katolickiej niechęci do religii judaistycznej (rabinicznej), ale sięgającego już także po szerszą argumentację psychologiczną, socjologiczną czy wprost rasową (biologiczną). Istotna była oczywiście też kwestia ekonomiczna – ta sama, której tyle uwagi poświęcił np. nasz Teodor Jeske-Choiński na łamach swych "Żydów oświeconych", broszurki wydanej u progu wieku XX. Ostatecznie przecież wiek XIX był okresem żywiołowego rozwoju bankierskiego i przemysłowego kapitalizmu, w czym Żydzi jak najbardziej mieli udział (nawet jeśli równocześnie ich progenitura włóczyła się po zadymionych kawiarniach, snując projekty socjalizmu, komunizmu i anarchizmu). Druga połowa stulecia zaowocowała też kilkoma spektakularnymi bańkami i oszustwami na giełdach, które znacznie zubożyły rzesze naiwnych posiadaczy – i również w tym upatrywano żydowskiej dłoni. Sam Gougenot zresztą swemu antykapitalizmowi dał wyraz we wczesnej pracy "Des Prolétaires, nécessité et moyens d'améliorer leur sort", poświęconej kwestii robotniczej z katolickiej i zarazem antyliberalnej perspektywy.

 

Na kilku stronicach "Cmentarza w Pradze" Gougenot wygłasza płomienne tyrady na temat nierządu, chciwości, zawiści i nawet ordynarnej przestępczości wśród Żydów, przywołując dość wątpliwe dane statystyczne lub zasłyszane anegdoty. W tym czasie narrator powieści na całe szczęście posila się koniakiem zaserwowanym przez rozmówcę, co pozwala mu przenieść się w stan błogiego półsnu, podczas gdy Gougenot przechodzi do omawiania szerszej puli zagadnień, właśnie tych związanych z magią i ezoteryzmem.

 

Właśnie taki jest Gougenot u Massimo Introvigne, powiązanego z TFP twórcy ośrodka CESNUR, a przy tym autora solidnego opracowania "Satanizm. Historia i mity", dostępnego w polskim przekładzie. Tu oczywiście nie mamy do czynienia z powieścią, a z książką popularnonaukową, jeśli można to tak określić.

 

Wypada w tym miejscu przytoczyć parę faktów biograficznych i bibliograficznych. Gougenot des Mousseaux wywodził się oczywiście ze starej szlachty, ojciec jego był zresztą kapitanem w Armii Emigrantów w okresie rewolucyjnej zawieruchy. Młody Henryk Roger ukończył Collège Stanislas – prywatną katolicką szkołę w Paryżu, a potem został, jak jego ojciec, dworzaninem Karola X, owego "króla-ultrasa", którego (wraz z jego otoczeniem, lecz bez młodego podówczas Gougenota) barwnie sportretował Jose Cabanis w swej znanej książce.

 

Po rewolucji lipcowej oddał się swym pasjom, nie idąc za Orleanami i orleanistami, a wręcz przeciwnie – pozostając wiernym legitymistą. Stał się erudytą, nie powinno się pochopnie utożsamiać go z autorami sensacyjnych broszurek. Naturalnie prowadził też tzw. zwykłe życie, jak każdy – na temat przykład poślubił Marię Elżbietę Konstancję Gossey de Pontalery – i miał z nią dwójkę dzieci. Utrzymywał – to już w ramach swych pasji badawczych – kontakty z Dawidem Pawłem Drachem, znanym w swoim czasie konwertytą na katoicyzm, ex-rabinem, znawcą Talmudu.

 

Gougenot wydał dość sporo książek, z których kilka jest nadal w miarę znanych i rozpoznawalnych. Chodzi tu np. o "Le Juif, le judaïsme et la judaïsation des peuples chrétiens" z roku 1869. Wydał także słynną pozycję "Les Hauts Phénomènes de la magie" oraz "Mœurs et pratiques des démons ou des esprits visiteurs, d'après les autorités de l'Église, les auteurs païens, les faits contemporains" – ta publikacja dostępna jest m.in. w naszej rodzimej bibliotece cyfrowej Polona (jest to jednak oryginał, polskie tłumaczenie na razie nie powstało). Naturalnie te trzy tytuły nie wyczerpują kilka razy większej listy publikacji.

 

Były to nierzadko pozycje bardzo obszerne, kilkusetstronicowe i szczegółowo badające kulty pogańskie, fenomeny magiczne na przestrzeni wieków oraz nowoczesny (z perspektywy Gougenota) okultyzm, satanizm i spirytyzm. Naturalnie książki te zawierały też mniej lub bardziej uprawnione wnioski na temat spisków, z masońskimi i żydowskimi na czele. Rzecz jasna autor występował z pozycji surowego (bo przecież ultramontańskiego) krytyka opisywanych praktyk. Nawiasem mówiąc, łącznikiem pomiędzy żydostwem i magią była oczywiście kabała. W obszarze zainteresowań Gougenota było też religioznawstwo jako takie – stąd też praca "Dieu et les dieux, ou Un voyageur chrétien devant les objets primitifs des cultes anciens, les traditions et la fable, monographie des pierres dieux et de leurs transformations", wydana w roku 1859.

 

Obecnie ze sporą gamą prac autora zapoznać można się w internetowych bibliotekach cyfrowych. Wspomnieliśmy o Polonie.pl, ale tak naprawdę można skorzystać także z zasobów biblioteki Gallica czy materiałów zgromadzonych na Archive.org. Niestety, rzeczy te z konieczności będą przydatne tylko osobom znającym język francuski.

Roch Witczak