wtorek, 21 lipiec 2015 01:17

Pozytywny rasizm

            Rasizm to słowo, które do dziś wielu kojarzy się jak najgorzej. Wielu narodowców, gdyby o to zapytać natychmiast, odpowie dumnie: „ Nie jesteśmy faszystami, rasistami itp.”, ale równocześnie zarówno szeregowi działacze, jak i decydujący, wykluczają wszelką możliwość na członkostwo w ich organizacji przedstawicieli innych ras niż biała. Już w tym momencie przedstawiciele „nowoczesnej” lewicy, liberałowie, neokonserwatyści, a nawet część środowisk patriotycznych czy przedstawicieli tzw. „nowoczesnego nacjonalizmu” zgodnie stwierdzi, że to jednak „rasistowskie”, co równa się temu, że należy to zgodnie potępić. Czy rzeczywiście słowo, które wywołuje tak wiele emocji, należy utożsamiać jedynie z samymi negatywami?

 

            Interpretacji słowa rasizm można znaleźć dziesiątki, a być może, gdyby się uprzeć, w poszukiwaniach nawet setki. Z czego wynika ta wielość objaśnienia tego słowa? Otóż w historii ludzkości to pojęcie zmieniało się i rozwijało dynamicznie. Zaczynając od starożytnej Grecji, gdzie istniał rasizm obywatelski, uznawano wyższość rasy obywateli greckich miast-państw nad wszelkimi innymi ludami określanymi często jako barbarzyńcy, przez rasizm religijny wśród starożytnych Izraelitów głoszący ich wyższość nad innymi rasami dzięki judaizmowi i ich własnemu bóstwu Jahwe (co ciekawe, ten rodzaj rasizmu nadal można spotkać wśród współczesnych Żydów, przeważnie w Izraelu). Rasizm antropologiczny, biologiczny podejmujący temat różnic genetycznych, oceniający często wady i zalety poszczególnych ras, a także wywyższając jedną rasę ponad inne (supremacja rasowa). Pojawia się też często pojęcie rasizmu jako prymitywnej nienawiści do innych ras, grup etnicznych. Mówi się także o tzw. „nowym” rasizmie mającym swoje początki w latach 80. XX wieku, w którym nie dyskryminuje się żadnej rasy, podkreśla się odrębność kulturową ras, prawo do wolności, bądź wręcz obowiązek rozwijania się ras, kultur we własnym obrębie. Trudno uznać taką definicję za negatywną. Co ciekawe wbrew stereotypowi część Ku Klux Klanu właśnie w ten sposób interpretowała swój rasizm i zdarzały się jego nawet skrajne inicjatywy wspierające mniejszość czarnoskórą organizując zbiórkę na przykładowo remont kościoła. Warto też wspomnieć, iż dzisiaj poprawność polityczna uznaje za rasistowskie nie tylko poczucie odrębności swojej rasy od innych, bądź dumę z przynależności do niej, choć tą często wybiórczo. Narracja nowoczesnej lewicy, bądź organizacji multikulturowych często piętnuje białych jako jedynych rasistów całkowicie ignorując rasizm, przykładowo często skrajny wśród przedstawicieli rasy czarnej. Dzisiaj poprawność polityczna określa rasizmem często także samą tezę mówiącą o istnieniu ras.

 

            Jak widzimy interpretacji jest wiele. Nie wszystkie mają wydźwięk negatywny, choć oczywiście ten wydźwięk zależy często od poglądów. Pojęcie nacjonalizmu jest też bardzo szerokie i dla większości lewicy, a także prawicy ma ono negatywne znaczenie, mimo że nacjonalizmów było w historii wiele, jak nacjonalizm hitlerowski, którego masowe zbrodnie są doskonale znane, jak i nacjonalizm katolicki w Polsce, do którego odwołuje się większa część polskich nacjonalistów, który trudno oskarżać o tego typu zbrodnie, a wręcz można zauważyć w jego historii dużą krytykę dla tego typu działań. „Rasizm jest sprzeczny z zasadami katolicyzmu wtedy, jeśli robi się z niego religię albo metafizykę, to jasne. Nie wolno ubóstwiać człowieka. Nigdy!” pisał pod koniec lat trzydziestych Alfred Łaszowski, działacz totalistycznego RNR-Falanga, krytykując oskarżenia narodowców przez lewicę o kult krwi. Także pojęcie socjalizmu, tak krytykowane przez prawicę, jest bardzo szerokie i nie zawsze negatywne. Pod to pojęcie można podpiąć biskupa Kettelera, ordynariusza Moguncji, który w XIX wieku zaciekle walczył o prawa robotników, między innymi o skrócenie czasu pracy, który wówczas wynosił nawet 16 godzin. Dodatkowo antysemityzm stał się szerokim pojęciem. Dzisiaj, żeby zostać uznanym za antysemitę, wystarczy wszelka krytyka Żydów bądź Izraela.

 

            Istnieje wiele naukowych koncepcji ras. Na przykład popularna szczególnie w XIX wieku koncepcja geograficzna mówiąca o rasie jako zbiorze osób podobnych do siebie zamieszkujących dane terytorium. Koncepcja typologiczna określającą rasę jako wzorzec morfologiczny, uwarunkowany genetycznie, popularna na początku XX wieku. W Polsce jej czołowym przedstawicielem był wybitny antropolog, działacz Ligi Narodowej, Jan Czekanowski. Ze względu na teorię rasową narodowych socjalistów niemieckich, mającą wywyższać Niemców jako rasę nad inne narody i dającą wyłączne prawo podporządkowania sobie, a także eksterminacji innych nacji, nauki o rasach zostały skompromitowane. Szok po ogromie zbrodni niemieckich rasistów sprawił, że poprawność polityczna wkroczyła do nauki. Zaistniał ostry konflikt, w którym poprawni politycznie starli się z drugą stroną. Pierwsi uznali, że podział na rasy ludzkie nie istnieje, drudzy nie tylko pisali o różnicy w ilości pigmentu, kształtu czaszki czy rodzaju włosów, lecz także o różnicach behawiorystycznych, różnicy charakteru. W latach 60. pojawia się broszura profesora Wesleya C. Georga „Biologia Problemu Rasy” będąca naukowym manifestem przeciwko mieszaniu ras i opowiadającą się za segregacją w pewnych dziedzinach życia, jak np. edukacji. Dziś w dobie poprawności politycznej książka uznana za jeden z ostatnich wyrazów pseudonauki rasistowskiej w USA. Obecnie wśród antropologów amerykańskich wręcz unika się słowa rasa, a także podobna sytuacja pojawia się powoli w Polsce. Nadal pojawiają się jednak badacze niepoprawni chętnie sięgający po temat rasy. Problemem jednak jest cenzura poprawności politycznej, która sprawia, że tak naprawdę nie bada się tej problematyki jako z góry skompromitowanej przez reżim hitlerowski i przede wszystkim narzuca się pogląd braku różnic między rasami, za czym idzie także promocja mieszania się ras.

 

            Jako polscy nacjonaliści chrześcijańscy odrzucamy nienawiść jako cechę ludzi słabych i nie wywyższamy żadnej rasy i narodu nad inne, równocześnie musimy walczyć o przetrwanie etnosu i kultury. Uważamy, że każda rasa powinna się rozwijać w swoim kręgu kulturowym, a w żadnym razie nie można tworzyć społeczeństw multikulturowych, które prowadzą do patologii, jakie obserwujemy w zachodniej Europie, jak powolna dominacja obcych kultur nad europejską. W ostatnim czasie w Norwegii Związek Piłki Nożnej przeprosił za zbyt „białą” reprezentację w odpowiedzi na krytykę środowisk multikulturowych, w pewnej szkole w Szwecji zakazano stosowania flagi narodowej, by nie obrazić muzułmańskich uczniów, w Anglii nie stosuje się już słowa Christmas, we Francji zakazano w reklamach słowa „chrześcijanin”. Europa Zachodnia sama wypiera się swojej tożsamości, a winę za to ponoszą rządzące tam demoliberalne elity wspierane przez różne organizacje promujące multikulturalizm.

 

            Tu pojawia się konflikt rasowy. Do Europy masowo przybywają przedstawiciele innych ras, niż biała. Konsumpcjonistyczne i materialne podejście do życia przedstawicieli rasy białej sprawia, że założone przez nie rodziny ograniczają się do jednego bądź dwójki dzieci (nie wspominając o aborcji wśród białych), co przy imigrantach zakładających większe rodziny doprowadza do sytuacji, że w Londynie najpopularniejszym imieniem wśród nowonarodzonych stał się Mohammed. Do brzegów Europy codziennie docierają Morzem Śródziemnym nowi to uciekinierzy z Afryki. Za to też odpowiedzialność ponoszą demoliberalni politycy, którzy wsparli rebeliantów w Libii, eliminując rząd Kadafiego, co doprowadziło do powstania w Libii drugiej Somalii ze zwalczającymi się ze sobą grupami realizujących swoje interesy. Trwające nadal wspieranie rebeliantów w Syrii oraz inwazja na Irak i nieudolna okupacja tego państwa doprowadziło do wytworzenia się nowego rodzaju terroryzmu Kalifatu Islamskiego, który już nie tylko zagraża Europejczykom, a także wytwarza tysiące uciekinierów, którzy pomocy będą szukali w Europie. Unia Europejska próbuje narzucać obowiązek przyjmowania imigrantów na państwa członkowskie. III RP posłusznie przyjmuje tysiąc imigrantów, gdy Węgrzy odmawiają.   Nie inna sytuacja z imigrantami jest w Federacji Rosyjskiej niż na Zachodzie. Promowanie multikulturalizmu bądź ignorowanie problemu imigracji objawia się tam podobnymi scenami, zarówno na ulicach Moskwy, jak i Paryża spotkamy tysiące modlących się muzułmanów. We Francji wybuchają rasowe zamieszki, gdy policja francuska zabija Murzyna, ostrzeliwującego funkcjonariuszy z kałasznikowa, nie mówiąc już o sytuacji, gdy w multikulturowych Stanach Zjednoczonych zamieszki na tle rasowym wzniecane przez czarnoskórych wybuchały w ostatnim czasie bardzo często.

 

            O powyższym problemie mówi się, że jest ludobójstwem białej rasy, tylko rozłożonym w czasie i bez komór gazowych. Przy liberalnym podejściu Kościoła Katolickiego na zachodzie, który przecież powinien być ostoją kultury łacińskiej, dochodzi do sytuacji przypominającej fabułę książki wybitnego francuskiego pisarza Jeana Raspaila „Obóz Świętych”, w której nawet przedstawiciele Kościoła Katolickiego z papieżem na czele w ramię w ramię z demoliberałami i komunistami wspierają flotę miliona imigrantów mającą dotrzeć do wybrzeży Francji. A gdy już do tego dochodzi, zaczyna się początek końca cywilizacji białego człowieka. Przy obecnych tendencjach książka może okazać się proroctwem. Przypomnijmy o cywilizacji Azteków, czy północnoamerykańskich Indianach. Przy napływie obcej kultury doprowadzono do upadku i eksterminacji. Dzisiaj Azteków nie ma, a Indianie, którzy przetrwali żyją na terenie rezerwatów.

 

            „Kiedy kocham swój naród, kocham swój język, kocham swoją kulturę, kocham swoją rasę i ktoś mi mówi, że jestem rasistą, odpowiadam: Tak, jestem rasistą. Nie wstydzę się tego. W Południowej Afryce możesz być tylko ślepym lub być rasistą.” – opowiada instruktor na obozie paramilitarnym dla afrykanerskiej młodzieży. Otwarcie tam mówią o nauce pozytywnego rasizmu. Garstka białych w RPA opiera swoją tożsamością na białej rasie. Od upadku apartheidu czarni wymordowali według różnych statystyk nawet 80 tysięcy białych farmerów, przy przyzwoleniu polityków. Ci, którzy chcą przetrwać, ściskają karabiny, a farmy zamieniają w fortece. Apartheid nie był doskonały, miał wiele wad, jednak pozwalał na samorealizowanie się w przynajmniej pewnym stopniu różnych ras obok siebie, a jak widzimy, sytuację obecną w RPA i Afryce, trudno nie stwierdzić, że jednak był potrzebny bądź złem koniecznym. W Europie przywiązanie do tożsamości rasowej nie jest tak mocne, ale rozmawiając z nacjonalistami z Zachodu odwiedzających Polskę, można zauważyć, jak zwracają uwagę na brak rzeszy kolorowych imigrantów w naszym kraju, ich identyfikacja z biała rasą jest przez to większa niż wśród polskich nacjonalistów. Brak u nas przecież dzielnic pełnych kolorowych imigrantów, w których biała skóra może być wyrokiem śmierci. Na Zachodzie można się spotkać także z rosnącym szeregiem inicjatyw tożsamościowych nawiązujących już nie tylko do tamtejszych narodów, a ogólnego dziedzictwa Białej Europy. Część nacjonalistów także otwarcie mówi, że ich państwa są stracone i znajdują obrońców łacińskiej Europy w Polsce i Węgrzech. Czy to oznacza, że wśród niektórych nacjonalistów większą uwagę będzie się przywiązywało do rasy, a nie narodowości, a sam nacjonalizm zostanie zastąpiony nowym nurtem? Nie jest to wykluczone przy takich tendencjach imigracji w Europie. Za tym może pójść większe przywiązanie do białej rasy w Polsce i będzie się radykalizować wraz z niszczeniem jej na świecie.

 

            Problematyka rasy może w tej chwili nie dotykać nas ani naszych dzieci w Polsce, jednak jeśli dążenie autodestrukcji cywilizacji łacińskiej i białej rasy nie zostanie zatrzymane, ten problem realnie dotknie już nasze wnuki i prawnuki. Najczarniejszym scenariuszem, jaki czeka Europę, jest całkowity zanik białej rasy w wyniku wojen rasowych bądź całkowitej obojętności jej przedstawicieli co do tego zagadnienia. Polscy nacjonaliści powinni otwarcie promować potrzebę samorozwoju ras jako kultur od siebie odmiennych i niemogących koegzystować ze sobą w multikulturowym społeczeństwie, a rozwijających się w swoich państwach bądź na kontynentach. Potępiać mieszane związki rasowe, które są jednym z najbardziej destrukcyjnych elementów multikulturalizmu. A przedstawicieli innych ras w Polsce traktować jako gości, a w żadnym razie nie wchodzić w poprawną politycznie narrację „Afropolaków” itp. Stąd też bierze się nieprzyjmowanie przedstawicieli innych ras do organizacji narodowych, jako przedstawicieli innych kultur. Jest to także wyraz sprzeciwu wobec mieszanego społeczeństwa. Przy tym jako nacjonaliści chrześcijańscy unikamy nienawiści, prymitywnego szowinizmu, rasizmu krwi. Oczywiście za tym idą nadal oskarżenia o rasizm, ale nie przejmujmy się tym. Dla poprawności politycznej, demoliberałów i promujących multikulturalizm zawsze będziemy wrogami. Promujmy więc śmiało z poszanowaniem do innych kultur „pozytywny rasizm”.

 

Witold Jan Dobrowolski