wtorek, 21 lipiec 2015 01:01

Jaruzelski – zdrajca czy bohater?

Jaruzelski – zdrajca czy bohater - czyli stan wojenny jako fundament neoliberalnej kolonizacji Polski

13 grudnia 1981 roku miało miejsce coś, co do dziś budzi w ludziach wiele emocji. Większość z Polaków bazuje przy tym na prawicowej narracji i micie złego komunisty Jaruzelskiego walczącego z narodem. Owszem, po części jest to prawda, a właściwie część prawdy. Warto przyjrzeć się bliżej sytuacji jaka miała miejsce przed wprowadzeniem stanu wojennego i czym była pierwsza Solidarność.

NSZZ „Solidarność” powstała jako związek broniący interesów robotników przeciwko coraz bardziej represyjnej formie kapitalizmu państwowego jaki panował w Polsce za czasów Gierka. Bo akurat to, że w Polsce za Gierka była komuna to następny mit prawicy. Za czasów późnego Gierka zaczęła się też w Polsce coraz ostrzejsza walka o wpływy na kierunek rozwoju państwa. Miała też miejsce coraz silniejsza infiltracja Solidarności przez służby zarówno krajowe, jak również zagraniczne. W Solidarności tę rolę pełnili tzw. doradcy, którzy po 89 roku okazali się jednym z największych piewców neoliberalizmu. Część ludzi z PZPR również zdawała sobie sprawę, że Związek Sowiecki chyli się ku upadkowi, więc szukała możliwości pozostania przy władzy po ewentualnej zmianie systemu.

Koniec roku 1980 i rok 1981, to przetaczająca się przez Polskę fala strajków, których postulatami nie są zmiany polityczne, a główny nacisk strajkujący kładą na sprawy społeczne i poprawę bytu. Dochodzi do rozmów z władzą, która jednak nie jest skora do realizowania porozumień. W efekcie, 13 grudnia 1981 roku Jaruzelski ogłasza stan wojenny, przy czym łamie ówczesną konstytucję. Setki działaczy Solidarności trafia do więzień lub ośrodków internowania. Padają strzały, są zabici i ranni.

Niby jest tak, jak głosi oficjalna propaganda zarówno liberalnej prawicy, jaki i liberalnej lewicy. Zły Jaruzelski rozpoczął wojnę z narodem by umocnić komunę. Nic bardziej mylnego. Jaruzelski rozpoczął wojnę z narodem, ale nie po to by umocnić komunę, lecz by zrobić grunt pod budowę nowego neoliberalnego systemu opartego na ludziach powiązanych ze służbami oraz na „doradcach” Solidarności powiązanych z ośrodkami z Europy Zachodniej oraz Izraelem czy USA. Co za tym przemawia? Każdy kto potrafi samodzielnie myśleć i nie daje się wmanewrować w myślenie narzucone przez oficjalną narrację sam doszedłby do podobnych wniosków. Stan wojenny został wprowadzony 13 grudnia 1981 roku, a zniesiono go 22 lipca 1983 roku. Gdyby oficjalny mit Jaruzelskiego był prawdziwy i okazałby się on krwawym komunistycznym dyktatorem, ofiarami byłyby głownie ludzie z kierownictwa Solidarności oraz innych organizacji stojących w realnej opozycji do ówczesnego systemu. Jednak tak się nie stało. Spora grupa dzisiejszych „wielkich bohaterów walki z komuną” spędziła czas w ośrodkach internowania typu Arłamów, lub nawet ich nie internowano, podczas gdy to zwykli działacze siedzieli w więzieniach z długoletnimi często wyrokami. Dziś ci „wielcy bohaterowie walki z komuną” zajmują prominentne stanowiska w partiach czy to prawicowych, czy też tzw. lewicowych, które łączy jedno – ślepa wiara w neoliberalizm lub wasalny stosunek do USA czy Izraela.

Warto też przyjrzeć się jak skończyli dawni aparatczycy partyjni typu Balcerowicz, Cimoszewicz, Kwaśniewski czy inni. Pierwszy będąc w PZPR został tez doradcą ekonomicznym Solidarności, a w latach 80. odbył kilka stażów naukowych, m.in. na University of Sussex i Uniwersytecie w Marburgu. Drugi był Od 1980 do 1981 był stypendystą fundacji Fulbrighta na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku. Krwawy reżim komunistyczny wysyła swoich ludzi na stypendia do wrogiego ponoć USA. Należy też wziąć pod uwagę, że to właśnie po stanie wojennym duża cześć majątku narodowego przeszła pod kontrolę prywatnych firm założonych przez ludzi związanych z PZPR co doskonale opisuje książka „Z deszczu pod rynnę. Meandry polskiej prywatyzacji” Jacka Tittenbruna. Tam jest dokładnie przedstawiony proces „prywatyzowania” państwowego majątku przez partyjnych aparatczyków.

W 1989 roku, gdy już jasne było, że ZSRR jest politycznym trupem, a trzeba było jakoś zachować status quo, czyli zrobić Polakom wodę z mózgu, wymyślono Okrągły Stół przy którym aparatczycy partyjni dogadali się z wybranymi przez siebie „opozycjonistami”, którzy aż przebierali nogami by załapać się na tort zwany polski majątkiem narodowym. By wszystko poszło sprawnie, w 1988 roku weszła w życie tzw. ustawa Wilczka – ministra przemysłu w rządzie Rakowskiego. Okrągły Stół wprowadził jedną bardzo ważną rzecz – grubą kreskę chroniąca cały aparat partyjny oraz służby przed pociągnięciem do odpowiedzialności, a właściwie akceptujący dany porządek. Najzacieklej bronili grubej kreski nie byli pezetpeerowcy lecz właśnie tzw. opozycja w osobach Mazowieckiego czy Michnika ze słynnym „odpierdolcie się od generała”. Następnie „reformy” Balcerowicza i liberalizacja życia społeczno gospodarczego spowodowały coś czego nie udało się zrobić przez lata „komuny”. Polska stała się dla międzynarodowych korporacji kolonią do bezwzględnej eksploatacji, na skalę porównywalną z krajami Afryki, z biedą zataczającą coraz szersze kręgi, a atomizacją społeczeństwa i zaniku więzi, które kiedyś spajały lokalne społeczności. Z długiem przekraczającym możliwości jego spłaty, z uwikłaniem się w konflikty zbrojne toczone w interesie imperializmu amerykańskiego.

Konkludując. Mit gen. Jaruzelskiego i stanu wojennego jako próby utrzymania systemu komunistycznego za cenę krwawej rozprawy z narodem jest na rękę prawicy, gdyż daje jej przedstawicielom „moralne prawo” do rządzenia Polską i wiecznego poszukiwania wrogów wewnętrznych oraz zdrajców – przy czym Kukliński uchodzi w tym środowisku za bohatera (ot, taki paradoks). Tak samo lewica wywodząca się z PZPR bazuje na micie generała jako obrońcy Polski przed sowiecką agresją. Oba te mity mają jeden cel. Podzielić Polaków na wrogie obozy, przy czym ludzie stojący za tym wszystkim zbili na tych mitach spory majątek polityczny czy finansowy.

Co więcej. Nawet niektóre środowiska narodowców także widzą w Jaruzelskim tylko złego komunistę, a nie kogoś, kto stworzył podwaliny dzisiejszego neoliberalizmu. Nie dziwi to jednak kogoś, kto zna historię i osobę Macieja Giertycha będącego członkiem Rady Konsultacyjnej przy Przewodniczącym Rady Państwa Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, Wojciechu Jaruzelskim. Łatwiej jest przecież bazować na prymitywnej nienawiści do komuny, nawiązując przy tym do Żołnierzy Wyklętych, niż postawić Jaruzelskiego w jednym szeregu z Pinochetem i jego Chicago Boys, bo wtedy mogłoby się okazać, że trzeba by zmienić cały przemysł tzw. odzieży patriotycznej.

Alain de Benoist powiedział kiedyś: „Ktokolwiek krytykuje kapitalizm, jednocześnie aprobując imigrację, której pierwszą ofiarą jest jego własna klasa robotnicza, powinien się lepiej zamknąć. Ktokolwiek krytykuje imigrację, jednocześnie milcząc na temat kapitalizmu, powinien zrobić to samo”.

Dziś moglibyśmy powiedzieć: Ktokolwiek krytykuje Jaruzelskiego za komunę nie wspominając jednocześnie jego roli w budowie podwalin neoliberalnej Polski, której pierwszą ofiarą jest naród polski, powinien się lepiej zamknąć. Ktokolwiek krytykuje neoliberalizm milcząc na temat generała, powinien zrobić to samo”.

Bogusław Wagner