czwartek, 31 grudzień 2020 00:02

Jan Piasecki - Naprzeciw wzburzonej fali

Kiedy na ulicach manifestują tysięczne tłumy, w rytm furiackiej nienawiści, z ustami pełnymi prymitywnych wulgaryzmów, można sobie zadać pytanie cóż to za parada cudaków wyległa tak tłumnie na ulice polskich miast? W samym korowodzie nie ma jednak nic nowego co by potrafiło zdziwić tych, którzy uważnie śledzą polską scenę polityczną. Mieliśmy w przeszłości do czynienia ze stronnikami Kijowskiego, obrońcami RP, czy KODem, czyli przybudówkami liberalnej partyjki nazywanej Platformą Obywatelską.  Aktualnie obserwujemy nową odsłonę błazeńskiej twarzy tzw. „opozycji”, która przybrała maskę „strajku kobiet”. Jednak operacja zaplanowana przez politykierów, która miała na celu przywrócenie władzy platformersom zaczyna się im samym wymykać z rąk, a na pierwszy plan zaczyna nieśmiało wychodzić rewolta, której skutki możemy odczuwać jeszcze bardzo długo.

Motywem przewodnim protestów miał być postulat usunięcia od władzy partii aktualnie rządzącej. Wszystko szło bardzo gładko, tym bardziej, że uprzednio pojawił się pretekst, a więc wystarczyło tylko uzbroić tłumy w chwytliwe hasła, odpowiednie transparenty i fundusze na prowadzenie antyrządowej agitacji. I pewnie wszystko skończyłoby się jak zawsze na kilkutygodniowych okrzykach, uległej chwilowej modzie antypisowskiej i uczestnicy rozeszliby się do domów. Ale nie tym razem. Anonimowość tłumu, prymitywna wulgarność oraz możliwość rozdziewiczenia udziałem w rozróbach ulicznych przyciągnęła całe rzesze młodzieży, która spragniona emocji wyległa na ulice z okrzykiem „wojna! wojna!”, nie zdając sobie sprawy, że czyn który chcą wcielić w życie wiążę się z…konsekwencjami. Jak to się skończyło? Oczywiście jak to bywa w przypadku dzieci iPhona i kanapek ze Starbucksa- „tragicznie”. Wystarczyło kilka razy dostać gazem łzawiącym w twarz, czy pałką policyjną przez głowę aby chwilowo opadły uliczne emocje, które następnie eksplodowały setkami internetowych lamentów pisanych z zacisza ciepłego i wygodnego mieszkania. Ta wzburzona fala instagramowych wojowników została chwilowo powstrzyma, lecz rozbudzona raz ułuda siły i możliwości wpływu na społeczeństwo pozostała i nadal kiełkuje w głowach tych znudzonych oglądaniem tanich filmów klasy B bojówkarzy postępu.

Co to oznacza dla nas w przyszłości? Opozycja straciwszy kontrolę nad tłumem, rozbudziła ducha rewolucji, tej najgorszej, bo w wydaniu marksistowskim. Postulaty tłumu noszą znamiona totalnej anarchii, buntu przeciwko wszystkiemu co znamy. Tu nie chodzi o hasła obrony praw kobiet, lecz…o wszystko. Wszystko czego protestujący nie lubią i nie popierają powinno być zdelegalizowane i zakazane, natomiast wszystko co „ich” powinno stanowić prawa człowieka (tu jako żywo staje nam przed oczami rewolucja francuska, rewolucja bolszewicka, czy też postulaty paryskiego maja 1968). Ten tłum rozbudził w sobie prymitywną wulgarność, która stała się wyrazicielem ich postulatów. Nawet w małych miasteczkach obserwujemy grupki niepełnoletnich dzieci, które chodzą ulicami i wykrzykują kogo to „jeb#$” lub kto ma „wypier#$%#@”. Menelizacja społeczeństwa trwa, a w tłumie rozbudzane są najbardziej prymitywne instynkty, które stale się kumulując zaczynają osiągać masę krytyczną, gotową w każdej chwili wybuchnąć. Młodzież uczestnicząca w tych festiwalach obłudy nie zdaje sobie sprawy w czym uczestniczy i czego stała się instrumentem. Degeneracja przyszłych pokoleń trwa w najlepsze. Intelektualny analfabetyzm staje się coraz bardziej powszechny. Stoimy u progu nowej ery, która zwiastuje przyjście na świat nowego typu człowieka- niewolnika haseł. Nauczony od dziecka prymitywnego zachowania i łatwego poddawania się emocjom staje się on współczesnym barbarzyńcom, który na celownik bierze naszą cywilizację i kulturę.

Człowiek ograniczony oczywiście cały ten spór sprowadzi do płaszczyzny starcia opozycja vs. PiS, nie widząc iż gra toczy się o cele wyższe. Zapewne w tej walce nie raz będziemy poniżani, nie raz będziemy oczerniani, ścigani i tępieni. Czeka nas walka na gruzach cywilizacji. Europa płonie, błagając o tego, który poprowadzi jej dzieci z powrotem do domu, którym jest nasza cywilizacja. Ruiny wielkich czasów pozostawione przez naszych przodków i stopnie świątyń staną się naszymi bastionami, a kiedy nadejdzie czas pokoju z twierdz znów wyrosną świątynie i radośnie zabiją dzwony na znak naszego zwycięstwa.

Wzbiera potężna fala budzącej się Polski, niby górski potok, przeradzający się w rzekę. Spróbujcie postawić tamę w poprzek wody, spróbujcie bieg jej odwrócić. Zmiecie was z tym większą mocą, im większa miała być zapora. biada tym, którzy by chcieli zagrodzić nam drogę, lub skierować nas na manowce. […] Oto odpowiedź tym, co nas chcą zniszczyć, oto odpowiedź tym, co nas chcą kupić! (Jan Mosdorf).

 

 

Jan Piasecki