poniedziałek, 30 listopad 2020 18:19

Jarosław Ostrogniew - Jak odnaleźć sens życia? Filozofia starożytna jako inspiracja dla współczesnego nacjonalizmu

Kiedy byłem dzieckiem, Internet dopiero się rozwijał, a komputery był dla nas praktycznie niedostępne – oglądaliśmy je raczej w programach popularnonaukowych, albo w amerykańskich filmach. Prawdziwe okno na świat stanowiły wtedy książki – zwłaszcza te ładnie wydane, w twardych oprawach, z dużą ilością ilustracji, nad którymi potrafiłem spędzać całe godziny, jak teraz większość ludzi w smartfonie. Uwielbiałem przeglądać i czytać książki o starożytności – o świecie, który jednocześnie wydawał się odległy i w jakiś sposób bliski. Jednym z aspektów starożytności, który przykuł moją uwagę, była filozofia i filozofowie. Fascynowało mnie to, że istnieli ludzie, którzy poświęcili swoje życie, aby zrozumieć, jak działa świat i po co w ogóle żyjemy, a których idee przetrwały do dziś – ludzie, którzy tworzyli wspólnoty, aby dyskutować i żyć swoimi ideami. Byłem przekonany, że kiedy dorosnę, może nie zostanę filozofem, ale przynajmniej spróbuję. Jakież było moje rozczarowanie, gdy potem zetknąłem się ze współczesną filozofią akademicką. Filozofowie starożytni dzielili się na tych, którzy rozwijali mięśnie w gimanzjonie, a umysły w dyskusji, służyli w armii, a potem wychowywali władców oraz na tych, którzy całkowicie odrzucali społeczne konwenanse, a swoje idee wprowadzali życie poprzez praktyczne prowokacje wobec reszty społeczeństwa. Z kolei współcześni filozofowie akademiccy dzielą się na tych, którzy całe życie trzymają nos w książkach, robiąc tylko przerwy na nieskładny słowotok i pójście do kościoła oraz na tych,  którzy całe życie trzymają nos w książkach, robiąc tylko przerwy na nieskładny słowotok i hejtowanie kościoła. To mieli być spadkobiercy Platona i Arystotelesa? To miała być ta dostojna Akademia? Czytanie książek ze współczesnej filozofii (czyli bełkotu połączonego z żonglerką cytatami i aluzjami) tylko wzmagało moje rozczarowanie.

Odpowiedź na to, dlaczego współczesna filozofia wygląda tak, a nie inaczej i dlaczego nie ma zbyt wiele wspólnego z filozofią starożytną, znalazłem później w książkach francuskiego filozofa Pierre’a Hadota. Pierre Hadot twierdzi, że filozofia starożytna była dokładnie tym, na co wskazuje jej nazwa – umiłowaniem mądrości. Jednak z tego umiłowania wynikało aktywne poszukiwanie mądrości – a  więc stworzenie pewnych reguł lepszego życia, a następnie rzeczywistą ich realizację. Chodziło o stworzenie pewnej mapy, a następnie wędrówkę wytyczonymi na niej drogami oraz stałym korygowaniu zarówno samej mapy jak i swego kursu. Na końcu tej wędrówki mogła znajdować się mądrość, ale już sama wędrówka nadawała sens życiu poszukiwacza. Mówiąc wprost, filozofia starożytna nie była klubem czytelników książek filozoficznych i kółkiem jałowej dyskusji, ale wspólnotą ludzi aktywnie poszukujących mądrości.

Natomiast filozofia współczesna jest w dużej mierze zaprzeczeniem filozofii starożytnej. Współcześni filozofowie akademiccy nie wprowadzają w życie żadnej zmiany, nie poszukują mądrości (która zresztą według nich nie istnieje), nie narzucają sobie żadnej realnej dyscypliny, która miałaby zmienić ich życie, ani nie tworzą żadnej prawdziwej wspólnoty. We współczesnej filozofii akademickiej chodzi o niekończącą się jałową dyskusję, która może posłużyć jako racjonalizacja pozbawionego sensu hedonistycznego życia i która będzie przynosić comiesięczny przelew. Współczesna filozofia nie jest filozofią – umiłowaniem mądrości. Współczesna filozofia jest filofilozofią – umiłowaniem samej filozofii, albo raczej czytania książek o niej. Przypomina bardziej fandom fantasy, w którym nikt nie jest elfem czy goblinem, ba! nikt nawet nie próbuje żyć jak któryś z bohaterów książek czy gier – wszyscy żyją jak inni współcześni ludzie, jedynie czytają książki o swoich bohaterach i przebierają się za nich na konwenty. Podobnie współcześni „filozofowie” – czytają dużo filozofii i przebierają się za filozofów na zjazdy i konferencje, ale sami filozofami nie są.

Współczesna filozofia akademicka jest zdominowana przez lewicę. I ze swoim niezasłużonym poczuciem wyższości nad innymi, utopijnym myśleniem bez poszanowania rzeczywistości, całkowitym oderwaniem od życia, nienawiścią do prawdy, dobra i piękna, jałową gadaniną, nadużywaniem alkoholu i narkotyków, brakiem tężyzny fizycznej podchodzącym już pod niepełnosprawność, sekciarstwem, wewnętrznymi wojenkami i skandalami obyczajowymi stanowi idealne środowisko dla lewicy oraz jej realną inspirację. Natomiast filozofia starożytna ze swoim umiłowaniem i aktywnym poszukiwaniem mądrości, wprowadzaniem realnych zmian w codziennym życiu, aby stawać się coraz lepszym człowiekiem, czy tworzeniem prawdziwej wspólnoty może stanowić prawdziwą inspirację dla nacjonalistów.

Czytać i myśleć – to truizm, ale na szczęście już przekroczyliśmy balast subkultury lat 90. z jej pogardą dla intelektualizmu i sprowadzania lektury jedynie do skinowskich zinów. Dzieła filozoficzne stanowią podstawę rozwoju intelektualnego tak jak ćwiczenia z wolnymi ciężarami stanowią podstawę treningu siłowego. Jednak starożytni filozofowie uczą nas jeszcze jednej ważnej rzeczy – nie wystarczy wiedzieć, trzeba też działać. Nie wystarczy wiedzieć, jak żyć – trzeba jeszcze naprawdę zmienić swoje życie. Co z tego, że ktoś ma półki wypełnione książkami o nacjonalizmie (albo przeglądarkę wypełnioną zakładkami z nacjonalistycznymi artykułami), jeśli nie realizuje tych celów w swoim życiu? Najważniejsze pytanie zawsze brzmi – co konkretnie mogę zrobić już teraz? Jeden mały krok zrobiony dzisiaj jest lepszy niż dziesięć wielkich kroków zaplanowanych na przyszłość. Oczywiście ważne jest, żeby przeczytać Evolę, Faye’a, czy Vennera – ale jeszcze ważniejsze jest, żeby wprowadzić ich ideały w życie. Jeśli Evola pisze, że dyscyplina stanowi podstawę tradycyjnego życia, a my kiwamy głową z uznaniem, to następnym krokiem po odłożeniu książki jest wprowadzenie rzeczywistego elementu dyscypliny w naszym życiu, np. rzucenie palenia, ograniczenie korzystania z telefonu, czy rozpoczęcie regularnych treningów. Jeśli Faye pisze, że archeofuturyzm to używanie nowoczesnych środków dla wiecznych idei, to następnym krokiem jest np. zrobienie podstawowego kursu htmla, żeby lepiej prowadzić stronę na Wordpressie, albo rozpoczęcie przygody z photoshopem. Jeśli Venner przypomina nam o wielkości europejskiej tradycji, która dla wszystkich nacjonalistów stanowi największą inspirację, następnym krokiem jest kupienie lub wypożyczenie książki któregoś z autorów, których jeszcze nie czytaliśmy (jak Knut Hamsun czy William Butler Yeats), lub zaplanowanie wycieczki do miejsca (jak Partenon czy Luwr), którego jeszcze nie odwiedziliśmy.

Kolejna kwestia to wspólnota i żywy kontakt z innymi. Wbrew pozorom w starożytności większość ludzi nie była filozofami – jak w każdym miejscu i czasie większość ludzi żyła bieżącymi sprawami, martwiła się tylko o kwestie materialne i ploteczki, a ich horyzont myślowy nie wybiegał zbyt daleko. W tekstach starożytnych filozofów znajdziemy dużo pomstowania na tłum, czy nawet motłoch, który myśli tylko o jedzeniu i ubraniach. Zatem filozof w starożytności mógł czuć się tak osamotniony w swoich poszukiwaniach prawdy, jak obecnie nacjonalista. Jednak i na to filozofowie starożytni znaleźli rozwiązanie – było nim zakładanie szkół. Niezależnie jaką formę takie szkoły przyjmowały i jakie konkretnie idee były w nich kultywowane, podstawowa zasada zawsze była taka sama – były to wspólnoty ludzi, którzy aktywnie dążą do mądrości i którzy wzajemnie się w tym wspierają. Obecnie mamy Internet, możemy dyskutować z innymi nacjonalistami na grupach w mediach społecznościowych i w komunikatorach – i bardzo dobrze! Ale nie możemy zapomnieć o realnym kontakcie w świecie rzeczywistym. Nawet zwykłe spotkania towarzyskie z osobami ze środowiska, wspólne wycieczki czy wyjazdy – to wszystko stanowi świetną okazję do wymiany myśli z kimś, kto dzieli nasz sposób życia.

Kolejna kwestia to dyskusja – dysputa stanowiła podstawowy środek rozwoju we wszystkich szkołach filozoficznych. W środowisku nacjonalistycznym mamy sporo zażartych dyskusji, zwłaszcza na wspomnianych grupach w Internecie. Jednak tutaj należy zrobić pierwszą uwagę – najważniejsza jest żywa dyskusja: mówiona, nie pisana. W trakcie żywej wymiany myśli, możemy na bieżąco dostosowywać się do interlokutora i wspólnie rozwijać swój tok myślenia. I tutaj dochodzimy do uwagi drugiej – filozofowie dążyli do zdobycia mądrości, nie uważali, że już ją posiedli. Podobnie w środowisku nacjonalistycznym, musimy szukać odpowiedzi na pojawiające się wciąż nowe pytania, niekoniecznie zakładać, że już wszystko wiemy. Zatem celem naszej dyskusji nie powinno być „zaoranie” rozmówcy, zmuszenie go do przyznania nam racji. Prawdziwym celem powinno być wzajemne szukanie słabych punktów naszego rozumowania i naprawianie tych słabych stron, wspólne formułowanie rozwiązania, które rzeczywiście będzie można potem zaprezentować innym jako konkretne i praktyczne – do tego podparte teoretycznie – stanowisko nacjonalistów. Oranie i niszczenie zostawiamy na dyskusje z lewakami i liberałami, bo ich nie można ani przekonać, ani wypracować wspólnego stanowiska.

Filozofowie starożytni stali wobec podobnego dylematu co nacjonaliści – widzieli, że społeczeństwo, w którym żyją, nie działa właściwie i chcieli je zmienić na lepsze. Najczęściej jednak rozbijali się o mur małości, zachłanności, czy krótkiego horyzontu myślowego innych ludzi. Odpowiedzią na ten dylemat było również powstanie szkół – skoro nie można zmienić społeczeństwa, spróbujmy we własnym gronie żyć tak, jak chcielibyśmy, aby żyli inni. Jest to dla nas bardzo pouczająca lekcja. Jeśli świat, w którym żyjemy, jest przeciwny naszym ideom, spróbujmy we własnym gronie te idee realizować. Zatem, jeżeli uważamy, że społeczeństwo jest za mało solidarności, wprowadźmy więcej solidarności we własnym gronie. Jeżeli uważamy, że w społeczeństwie jest za dużo hedonizmu, wprowadźmy więcej dyscypliny i działania dla wyższych celów u siebie. I tak jak pamiętali starożytni filozofowie – najlepiej jest zacząć od siebie. Chcesz więcej solidarności, sam zacznij jej więcej okazywać. Chcesz więcej dyscypliny, sam zacznij jej więcej stosować. Chcesz więcej rozwoju intelektualnego, sam zacznij więcej czytać i ucz się języków. Chcesz więcej działalności prospołecznej, sam zacznij organizować takie akcje. Chcesz więcej działalności proekologicznej, sam zrób coś w tym zakresie. Zobaczysz – prędzej czy później dołączą do ciebie inni.

Prawdziwa filozofia to aktywne poszukiwanie mądrości: realna zmiana codziennego życia i nadawanie sensu swojej egzystencji, zarówno indywidualnie jak i we wspólnocie. I ta wielka, a jednocześnie bardzo praktyczna idea, została zawłaszczona przez wszelkiej maści nienawidzących prawdy i mądrości przegrywów. Filozofowie starożytni mogą stanowić wielką inspirację dla nacjonalistów, ale inspiracja ta musi mieć ostatecznie przełożenie na prawdziwe życie. Dla mnie osobiście lektura zarówno samych filozofów starożytnych, jak i książek współczesnych prawdziwych intelektualistów (a więc najczęściej stojących po właściwej stronie mocy) była inspiracją do wprowadzenia realnych zmian w moim życiu, takich jak więcej aktywności fizycznej, mniej mediów społecznościowych, więcej realnego kontaktu z innymi nacjonalistami, więcej kreatywnego spędzania czasu wolnego, nauka kolejnych języków obcych – i wszystkich do tego zachęcam. Aktywne poszukiwanie mądrości to najlepsze lekarstwo na hedonizm i nihilizm – na bezsens współczesnej egzystencji.

 

 

 

Jarosław Ostrogniew