poniedziałek, 30 listopad 2020 00:55

Grzegorz Ćwik - My chcemy Imperium!

Rzeczywistość zmieniła się na tyle od lat 20-stych i 30-stych zeszłego wieku, że najwyższa już pora opracować i zrealizować gruntowne przemodelowanie polskiego nacjonalizmu, jego horyzontów, percepcji i sposobu myślenia. Nacjonalizm właściwie nierozłącznie łączy się z ideą państwa narodowego. Rzecz to jasna i oczywista, nie wymagająca szczególnego omówienia. Koncepcja ta wiąże się z polską myślą narodową od jej narodzin. Zasadniczą kwestią jaka zmieniła się od przełomu XIX i XX wieku jest jednak rozwój globalizacji. Globalizacja to nie dodatek do naszego życia, nie przypis do opowieści o naszej epoce, ale jej główna treść i forma. Żyjemy w świecie globalnym, gdzie zacierają się granice, zmniejszają odległości, a cała planeta powiązana jest tysiącami nici ekonomicznych i technologicznych powiązań. Epidemia koronawirusa uwidoczniła to szczególnie mocno.

 

Czy to znaczy, że mamy przyjąć globalizm z całym „dobrodziejstwem inwentarza”, czyli także ze zniszczeniem wszelkiej lokalnej (a więc i narodowej) tożsamości, różnorodności i przemianą ludzi w konsumentów? Oczywiście nie! Jednak nie ma też sensu negowanie globalistycznych warunków i zasad w jakich przyszło nam żyć. Jak się to ma do poprzedniego akapitu i wzmianki o przemodelowaniu nacjonalizmu oraz kwestii państwa narodowego? Otóż w świecie globalizmu dla nas, nacjonalistów, państwo narodowe to za mało. Naszym celem jest zbudowanie Imperium!

 

 

 

Zbudujemy tu Imperium

 

 

Co znaczy, że państwo narodowe to dla nas za mało? I jak ma się to do kwestii globalizmu? Już wyjaśniam. Otóż każdy ma chyba świadomość, że procesy globalne obejmują – jak sama nazwa wskazuje – całą planetę. Dotyczy to handlu, transportu, logistyki, procesów informacyjnych i cyfrowych, ale przede wszystkim zacierania się różnic kulturowych, ofensywy multi-kulturalizmu, powolnego zamieniania człowieka w konsumenta, pozbawionego duszy, konsumującego i pracującego dla swych panów. Czy jest możliwe, aby jakikolwiek kraj w pojedynkę stanął wobec tych problemów? Nawet Chiny zdają się nie mieć takiego potencjału (pytanie na ile zresztą Chiny korzystają z globalizmu). Cóż dopiero mała, stosunkowo biedna i pozbawiona elity intelektualnej o proweniencji propolskiej Polska.

 

Oczywiście, to nie znaczy, że wejście w sojusz z Ukrainą, Rumunią, państwami bałtyckimi i jeszcze innymi spowoduje, że za dotknięciem magicznej różdżki rozbijemy globalizm. To oczywiste, że nie. Jednak działając razem tworzymy głębokie zaplecze, zarówno przestrzenne, jak i polityczno-finansowe, aby być w stanie nadawać procesom globalistycznym inny kierunek niż dzieje się to obecnie.

 

Ponadto pamiętajmy o jednym: geopolityka! Geopolityka, geopolityka, po trzykroć geopolityka, i to geopolityka krytyczna, a nie klasyczna. A więc nie tylko przestrzeń i geografia, ale także wspólna kultura, tradycje, wartości, religia i aksjomaty, które cały czas odróżniają Europę Wschodnią od Zachodniej i w ogóle od innych wielkich przestrzeni.

 

No właśnie – przestrzeń! Rozwój Internetu i elektroniki w niczym nie umniejszył znaczenia jej dla procesów międzynarodowych. Mówiąc wprost Polska, podobnie jak większość krajów Europy Wschodniej nie ma głębi operacyjnej, nie ma przestrzeni, aby na niej się oprzeć i według niej pokierować. Cóż znaczy te marne 312 tys. km2 wobec przestrzeni Rosji, możliwości USA czy potęgi ekonomiczno-finansowej i instytucjonalnej Unii Europejskiej. Coraz głębsze osamotnienie naszych krajów i brak sensownych możliwości manewru uwidacznia się chociażby przez ostatnie dni w kontekście ustalania budżetu unijnego.

 

Cóż może jedno państwo narodowe? Niestety, polska prawica narodowa albo wpatrzona jest w Orbana, który akurat doprowadził do całkowitego uzależnienia swojego kraju od Niemiec, albo powtarza bajania o dawno nieistniejącej Grupie Wyszehradzkiej, albo chce w pojedynkę wychodzić lub walczyć z Unią. Nie tędy droga.

 

Zrozumieć musimy jako nacjonaliści, że jakkolwiek państwo narodowe zawsze będzie nam najbliższe, to w polityce międzynarodowej kraj jak nasz i inne kraje regionu nic nie zdziałają. Nie jesteśmy Stanami Zjednoczonymi, nie mamy potęgi i potencjału Zachodu, musimy więc zacząć myśleć w kategoriach Imperium. Imperium to dla nas Międzymorze. A to z kolei to sojusz i federacja państw Europy Wschodniej o charakterze politycznym, wojskowym, ekonomicznym i kulturowym. Tak – kulturowym także, a może nawet przede wszystkim. Naszym wrogiem jest bowiem przede wszystkim liberalizm i kapitalizm, jak również cały czas witalna Rosja, która chętnie powiększyłaby swoje wpływy w naszym regionie. Coraz bliżej też są Chiny, do tego są coraz ważniejsze. Jak inaczej mamy negocjować i rozmawiać z Pekinem, jak nie jako Imperium? Pojedynczo będziemy rozgrywani identycznie jak po ostatniej wojnie rozgrywała nas Moskwa a po  puczu Balcerowicza Berlin i Bruksela z Waszyngtonem na spółkę.

 

Uznając, że na poziomie strategicznym nie tylko między krajami regionu naszego nie ma sprzecznych interesów, ale generalnie widać wspólnotę interesów, celów i sposobu postrzegania życia i świata, przechodzimy prostu do miejsca, w którym geopolitykę zaczynamy traktować według Carla Schmitta – jako miejsce funkcjonowania wielkich przestrzeni a nie pojedynczych państw, z niejednokrotnie bardzo sztucznymi granicami. Imperium, jako nasza własna wielka przestrzeń, to nie tylko szansa na określone profity i stworzenie pozycji negocjacyjnej wobec potęg. To także szansa na własny biegun w nowym świecie.

 

 

 

Wielobiegunowość

 

 

Pisałem o tym w zeszłym numerze, więc zainteresowanych szerszym omówieniem odsyłam do tekstu „Wielobiegunowość”. Dla nas istotne jest, zwłaszcza w kontekście kulturowego wymiaru naszego planowanego Imperium, że stanowi to szansę nie tylko na rywalizację ekonomiczną czy technologiczną, ale na wytworzenie swoistego układu odpornościowego na liberalizm, indywidualizm i nihilizm naszych czasów. Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie, żeby Międzymorze nie tylko praktycznie, ale i na poziomie deklaratywnym nie było połączone przez wspólne ideały, wartości, więzi i aksjomaty.

 

Europa wschodnia cały czas  odstaje na tym poziomie od zachodu. Cały czas większość obywateli naszego kraju jest przeciw lgbt, eutanazji, aborcji. Cały czas mamy wysoki procent ludzi wierzących i praktykujących. Nie mam wątpliwości, że Międzymorze jako nasze Imperium oparte powinno być o takie zasady i kwestie jak prymat duchowości nad materią i wspólnoty nad jednostką, gospodarki spółdzielczo-państwowej nad zachodnimi korporacjami, do tego w ramach tego sojuszu szczególną troską objęta powinna zostać rodzina, religia, tradycyjna i lokalna kultura oraz spuścizna.

 

Imperium, jak sama nazwa wskazuje, to siła i potęga. I tym właśnie ma być Międzymorze – absolutnie niepodważalną siłą i potęgą, z którą trzeba się po prostu liczyć. Nie dla ekspansji jednak i podboju pragniemy i żądamy potęgi i siły. Dla nas najważniejsze jest stworzenie fortecy, w której skutecznie ochronimy nasze Narody, rodziny i stworzymy dom dla naszych dzieci.

 

 

 

Ekonomia, technologia, wojsko

 

 

Imperium to także nasza szansa na własne, wschodnioeuropejskie projekty ekonomiczne, technologiczne czy wojskowe. Nie musimy przecież być uwiązani non stop na smyczy zachodnich gigantów cyfrowych, nie musimy być niewolnikami umów wojskowych z amerykańskimi firmami, wręcz mamy obowiązek wobec naszych dzieci wytworzyć tu własne projekty.

 

Oczywiście znowuż wracamy do punktu wyjścia – nie jesteśmy w stanie tego zrobić jako jeden kraj, bo zwyczajnie jesteśmy za słabi  na to, podobnie jak za słaba jest Ukraina, Chorwacja czy Łotwa. Pojedynczemu państwu zabraknie pieniędzy, wiedzy i know-how, zaplecza, infrastruktury. Do tego monopol zachodnich koncernów łatwo objawi się w postaci utrudniania działań lokalnych firm przez przekupionych urzędników i polityków.

 

Ale wspólnie, jako Imperium? Mówi się przykładowo, że nie jesteśmy w stanie samodzielnie opracować czołgu nowej generacji. Albo, że odtworzenie rodzimego przemysłu samochodowego jest awykonalne przy rodzimych możliwościach. Otóż identyczne uwagi słyszą… sąsiednie kraje naszego regionu! I generalnie jest to prawda. Jednak wspólne, międzynarodowe projekty w dziedzinach jak wojsko, technologia, energetyka, ekologia etc. to ogromna szansa dla Polski i całego Międzymorza. W ten sposób realne partnerstwo i kooperacja zastąpiłyby nierówne i poddańcze relacje z zachodnimi krajami i ich firmami oraz koncernami.

 

Niemieckie Leopardy? Amerykańskie F-16 i elektrownie atomowe? Porosyjski sprzęt piechoty? Chińskie telefony i zachodnie laptopy? Nie! Rodzima wytwórczość i myśl technologiczna, która w ciągu 1-2 dekad jest w stanie stworzyć nową jakość nie tylko dla naszego rynku, ale i dla rynku światowego. Wymaga to tylko zmiany sposobu myślenia. Państwo narodowe? Tak, ale w jakichkolwiek stosunkach z zagranicą przede wszystkim Imperium!

 

 

 

Swój do swego po swoje

 

 

Popularne ongiś w środowisku narodowym hasło świetnie oddaje także relacje w ramach Europy Wschodniej. Prawda jest taka, że narody słowiańskie rozumieją się, znają i operują tymi samymi wyobrażeniami i wartościami. Oczywiście Imperium to także kraje bałtyckie, skandynawskie i ugro-fińskie (Węgry!), jak również docelowo Grecja. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby Imperium spajało te różne jakości i warunkowało szansę na ich obronę przed ofensywą liberalizmu i dekonstrukcji nowo-lewicowej. Nie musimy ciągle być biednym kuzynem ze wschodu, nie musimy ciągle o coś prosić zachodnich mocarstw. Najwyższa pora, żeby powstało Imperium Europy wschodniej w sposób bardzo podobny do tego, jak rozwinęła się Grecja po okresie wieków ciemnych (ok 12-8 w. p.n.e.). Otóż większość historyków przyznaje, że Grecja rozwinęła się dzięki…biedzie, która zmusiła ją do kooperacji między poszczególnymi polis, a do tego wymogła rozwój tych dziedzin nauki, technologii i kultury, które umożliwiały skuteczne wojny, podboje i podróże międzymorskie.

 

Wspomniane wcześniej wartości Imperium to generalnie zbiór aksjologii bliski nie tylko Słowianom, ale każdemu etnosowi, który miałby wchodzić w skład Międzymorza. Cały czas bliżej nam do patriotyzmu, rodzinności, duchowości, przedłożenia wyższych wartości nad materię niż zachodowi, który powoli topi się w swym hedonizmie i pustce ideowo-duchowej.

 

My nie musimy iść tą drogą. Niech obecne Strajki Kobiet będą dla nas najwyższej rangi sygnałem alarmowym, że powoli zbliżamy się do miejsca, z którego już nie będzie ucieczki przed pójściem drogą Zachodu. Alternatywa to Międzymorze, forteca i ochrona nie tylko dla Narodów, ale dla rodzin, lokalnych tradycji i unikatowej kultury.

 

 

 

Co, jeśli nie Imperium?

 

 

No właśnie prawicowi mądrale naczytani bredniami z Klubu Jagiellońskiego? Co, jeśli nie Imperium? Prawica parlamentarna nie ma żadnego rozwiązania ani narracji i zawsze nas zdradzi. PiSowska wersja Międzymorza to nic innego jak lokajstwo wobec Waszyngtonu i wypaczenie projektu na każdym możliwym poziomie. To nie żywa i tchnąca energią wielka przestrzeń, ale amerykańsko-liberalny Frankenstein, który dopiero po pewnym czasie zrozumie, że już nie żyje i nic nie jest w stanie tego zmienić.

 

Różne były losy naszego regionu na przestrzeni wieków i epok. Nieraz wchodziliśmy w sojusze – wówczas zwyciężaliśmy. Nieraz walczyliśmy ze sobą, zwykle na chwałę zysku i rozwoju obcych sił. Zdarzały się między nami momenty pełne entuzjazmu i wspaniałości, jak również rzeczy straszne i trudne do uchwycenia dla percepcji człowieka XXI wieku.

 

Wszystko to doprowadza nas do wniosku, że naszym losem i przeznaczeniem jest stworzenie Międzymorza. To nasz cel, szansa i jedyna droga odwrócenia negatywnych i zgubnych tendencji cywilizacyjnych, jakim jesteśmy poddawani od dekad. Najwyższa pora aby nacjonaliści przestali żyć przeszłością, dawną chwałą i potęgą, jak również mrzonkami i mitami dotyczącymi obecnej siły czy naszych sojuszników pośród polityków Unii Europejskiej.

 

Polska, podobnie jak każdy kraj Europy wschodniej jest za słaba, by samemu stawać w szranki z tym co nas niszczy, wypacza i wyzyskuje. Najwyższa pora zacząć patrzeć szerzej i z wyższego pułapu. Być może właśnie z tego, gdzie w sosen szumie słychać jęki szatanów. Najwyższa pora byśmy stwierdzili, że państwa narodowe to w tym kontekście dla nas za mało.

 

My chcemy więcej.

 

My chcemy Imperium!

 

 

 

Grzegorz Ćwik