sobota, 31 październik 2020 15:28

Karol Śląski - Społeczna szczelina, czyli jak pękła Polska

Tej przepaści nie przeskoczymy. Ale to nie my zaprószyliśmy pożar, to się tliło i co chwila dolewano tam oliwę, co gorsza pozwalano na to. Akceptowano cichego piromana kulturowego i społecznego w ramach pluralizmu. Nowa Lewica hojnie dotowana przez liberalny system oraz głaskana obrosła w piórka. Co gorzej, anektowała sferę kulturową i zaczyna obyczajową, podczas gdy prawica poszukuje wspólnego pola do debaty. Nie ma o tym mowy, to jest wojna. Stawki idzie o wszystko. To czego zdawali się nie rozumieć konserwatywni zwolennicy społecznego kompromisu zdaje się sprawdzać. Huknęło, dawno zapełniana beczka z prochem wypaliła, na pewno mocno, nie wiemy tylko jakich zniszczeń dokonała, ale już pojawiła się na monolicie długa, krzywa, biegnąca wzdłuż całości rysa.


Oczywiście różnice światopoglądowe zawsze istniały, nie ma wspólnot jednomyślnych tom normalne, a nawet w pewien sposób dobre. Ferment ideowy, konkurencja pomysłów to wdraża postęp. Jednak co innego, gdy do sfery centrum zbliża się ideologia nihilistycznie wywrotowa, poszukująca ciągłej zmiany, a nie naturalnej ewolucji społeczeństwa. Wtedy następuje podział, trwały i skuteczny. Polaryzacja, która trwała po cichu od dawna. Nasz środowisko zdawało się ją zauważać i grac na zasadach gry bez zasad, w której liczy się tylko przejęcie jak największej liczby zwolenników do czasu, w którym będziemy musieli się policzyć. Centrum jest już tylko polem ze żniwami. Tradycyjne społeczeństwo znika w ogniu rewolucji, pojawia się pytanie: my, albo oni?

Dwa bieguny


Są osoby, które chciałyby osiąść okrakiem na barykadzie i modlić się o rozsadek. Niestety, wywrotowcy już podzielili społeczeństwo. Należało przejąć ich retorykę, wtedy może w chwili próby zostaliby z nielicznym wsparciem. Wołanie o kompromis i potrzebę debaty sprawnie wykorzystali do budowania zaplecza. Zrobili pierwszy głośny krok, przesunięto poprzeczkę dopuszczalności poglądowej. Zrobiono to w nieoczekiwany sposób.


Świątynie, miejsca kultu i dziedzictwa narodowego oraz męczeństwa polskich patriotów były darzone czcią i szacunkiem, z pewnością były nienaruszalne. Oprócz garstki ekstremy degenerackiej nikt kto nawet psioczył na ciemnogrodzki polski katolicki patriotyzm nie śmiał podnieść na to ręki. Aż do października 2020 roku. Nowa Lewica bez pardonu wezwała tłumy do ataku na miejsca święte dla Polaków. Generacja Z ruszyła bez wahania, wychowana na nihilistycznej popkulturze, oderwana od rzeczywistości social mediami, influenserkim stylem życia i zajęta problemami pierwszego świata. Młodzi mężczyźni zwani sojowymi chłopakami, lub simpami z niedoborem testosteronu w fałszywym przypływie rycerskich uczuć rzucili się bronić prawa wyboru. To był precedens, lewica zagrała skandalem pod urobione wcześniej propagandą pokolenie. Gdyby nie trzeźwiący „plaskacz” od nacjonalistów i kibiców oraz co bardziej krewkich katolików prawdopodobnie mielibyśmy Chile.


Przemoc znów pokazała swa przewagę w starciu z wrogiem bazującym na pierwotnych niszczycielskich instynktach niż umiarkowana merytokracja. Lewica pozbawiła swoich zwolenników logicznego myślenia  i możliwości debatowania. Przecież w wojnie nie chodzi o to by negocjować z wrogiem, lecz by go zniszczyć, a to jest wojna totalna. O czym zapominają negocjatorzy z prawej strony. Przemoc jednak działa, niedoszli podpalacze kościołów i ikonoklaści zaczęli zastanawiać się czy się powinno, czy wypada, co za to grozi. Czy postulaty nowo-lewicowe są zgodne z ich sumieniem. Jak widać kilka kuksańców łagodzi obyczaje.


Po ulicznym wiadrze zimnej wody przyszedł czas na refleksje, te jak zwykle nie służą rewolucji. Tu lewicowa narracja z walki o ogólne dobro i prawo każdej kobiety (co jak się okazuje działa tylko w jedną stronę, bo kobiety przeciwne aborcji eugenicznej delikatnie mówiąc nie są mile widziane, ani proszone o głos, w sprawie wszystkich kobiet) szybko przeszła do lansowania swoich postulatów i zniknął uniwersalizm sprawy. Centrolewicowi liberałowie zaczęli krytykować posuwająca się radykalizację widząc w tym przechylanie się szali an stronę przeciwnika ideowego. Ataki na kościoły i zabytki znalazły słowa potępienia wśród szeregowych uczestniczek, jednak wśród liderów protestu nadal cieszą się sporym poparciem. Pojawiła się też oczywiście narracje o koczowniczości takich działań gdyż tylko to zmusi władze do uległości. Zaczęto tez odbierać specjalne znaczenie obiektów nazywając je po prostu budynkami, reliktem jakiejś nic nie wartej przeszłości., Dezawuować. Na niektórych podziałało.


Mimo wszystko nowej lewicy udało przesunąć się Okno Overtona w swoją stronę. Niedługo zapewne nastąpi faza normalizacji i gdy opadnie kurz wojenny na stałe w świadomość polska wbije się dewastacja miejsc kulturowo i duchowo ważnych. Jako element protestu. Obalono też mit nietykalności miejsc kultu, a zarazem na ulice wyszła hiperseksualna bomba epatująca zgorszeniem. Wulgarność protestu przyćmiewała wszystko. O ile uliczne demonstracje zawsze charakteryzują się swoistym knajactwem o tyle tu hasła, postulaty były wyrażane obsceniczne dla obsceniczności. Wulgarność była nie tylko środkiem wyrazu, lecz wręcz programu. Prymitywizm i brak poszanowania do czegokolwiek charakteryzuje nowolewicowe środowisko od lat. Oczywiście podszyty nowomodnym intelektualizmem jednak prowadzi do jednego. Wyprucia człowieczeństwa i pierwiastka duchowego by zostawić nagi amoralny instynkt. Skandal wygrał debatę publiczną. Skandal i przemoc. Lewica mimo braku poparcia swoich postulatów stworzyła podwaliny bazy społecznej, teraz od nich zależy jak to wykorzystają. Jednak w społeczeństw mamy już szczelinę. Przepaść, której nie wypełni prawicowe biadolenie. Tu będzie tylko wojna.

Głos Naczelnika

 

Gdy nastroje sięgały zenitu, na ulicach już trwały walki w obronie ważnych dla Polaków miejsc, szara eminencja polskiej polityki postanowiła rozbujać łajbę jeszcze mocniej. Niespodziewane wręcz przemówienie Kaczyńskiego doprowadziło do burzy i zamieszania. W kłopotliwej sytuacji znaleźli się kibice i nacjonaliści posiadający zapewne podobne pokłady sympatii do prezesa PiS jak i antify.


O ile kibice jak się okazało moralnie nie chcą stawać po stronie całkowitego zakazu i popierają kompromis o tyle nie zgadzają się na politykę PiS i Nowej Lewicy. Bronią tego co ważne i nie chcą być mieszani w polityczne nastroje. Stoją po stronie Narodu i Tradycji przeciwko siłom destrukcji, nie po stronie demoliberalnej partii.


Tu dochodzimy do punktu, w którym ukazuje się sens demoliberalizmu. Divide et impera w pełnej okazałości. Interes partyjny staje się ważniejszy niż próba przeciągnięcia ludzi na stronę Prawdy. Nie istnieje dobro i zło tylko makiaweliczne zagrywki. Kaczyński chce sobie przypisać obronę kościołów i zabytków, po tym jak sama spontanicznie się zaczęła. Przy okazji silniej spolaryzować społeczeństwo. Do tego na siłę do jego obozu zostaną dopisani ci, którzy są mu niechętni. Nie zyskuje tym zwolenników, ale sprawia, ze każdy obrońca Tradycji będzie stygmatyzowany popieraniem PiS. Siła rzeczy wpycha ludzi do swojego obozu. Z drugiej strony odpycha wszystkich z centrum na przeciwległe bieguny. Medialnie i fałszywie, ale dla mas taki obraz za jakiś czas stanie się prostszy.


Z kolei już PiS zapowiada zmiany w konstytucji. Czy możliwym jest zagranie gdzie centroprawica zliberalizuje aborcje w zamian za … dogodne dla niej zmiany konstytucyjne, które będą musi poprzeć liberałowie i rosnąca w siłę lewica, która właśnie napęczniała mimowolnie od nieuformowanego jeszcze elektoratu?  Możliwe, to jedna z opcji. Ewentualnie wrzucenie wszystkich w  nieustający konflikt miało być szansą na zachowanie władzy przez PiS jako jedynej stabilizującej alternatywy wobec oszołomstwa Nowej Lewicy.


Co ciekawe inteligencja centroprawicowa nagle zarzuciła narrację o poszukiwaniu dialogu po wystąpieniu swojego Wodza. Czyżby zakończono próby szukania wspólnego mianownika i nowa strategią będzie demoliberalny konflikt? Kulturowo i tak jest już pozamiatane nie ma uformowanych baz społecznych, będzie więc to wojna na emocje i odbijanie sobie wolnych elektronów, aż w końcu w centrum sporu nie zostanie nic. I z pewnością  w tym konflikcie nie wygra ani Tradycja, ani Prawda ani Naród. To nie jest polaryzacja kulturowo tożsamościowa, a raczej jak już to tylko z jednej strony z drugiej ściśle partyjna.

Stało się

 

Nie możemy obwiniać się za pękniecie. My nacjonaliści, ludzie przywiązani do Tradycji byliśmy tu od zawsze, to było nasze naturalne środowisko. Prądy wywrotowe zawsze są obce, pragną ciągłej zmiany. Budują wszystko na chaosie, gdy nasza podstawa ideowa jest kosmos., porządek. Oni oczywiście pierwsi dążyli do konfliktu i robili wszystko by zaistniał. Nie brali jeńców. W Szturmie nie raz pojawiły się teksty o strategii Nowej Lewicy nie warto od nowa lać wody.


Konserwatyści, wszyscy umiarkowani realiści widząc co się zbliża nie załapali zasad gry, chcieli bawić się w dżentelmenów, których obchodzi dyskusja i szermierka argumentami. Nie jorgnęli się, że nowi barbarzyńcy nie będą stawać z gardą tylko zwyczajnie wyciągną spluwę i pociągną za spust.

 

Realiści chcieli obcinać radykalne skrzydła nacjonalistów, gdy tymczasem lewica swoich tłumaczyła i robi to dalej z antifą mimo niechęci nawet protestujących do anarchistycznych bojówek. I to daje efekt coraz więcej osób jest przekonanych. Że albo antify nie było, a jak była to nie była taka zła. Natomiast przemoc ze strony kibiców czy nacjonalistów jest potępiana przez liderów ugrupowań prawicowo-narodowych. Nadal, mimo wszystko działał ten sam mechanizm, zero wniosków, zero refleksji.


Nie dzielimy jednego kraju, nie dzielimy jednej sfery publicznej, pora zrozumcie, że o nią rywalizujemy, nie partyjnie jak PiS, ale cywilizacyjnie. Tak Nowa Lewica to zupełnie inna cywilizacja. To łupieżca, najeźdźca, ewentualnie wewnętrzny wróg. I tylko w takich kategoriach możemy na nich spoglądać.


Przez demoliberalizm i rozpasanie nowolewicowych degeneratów nie ma mowy już o spokojnych, albo nawet żywiołowych dyskusji przy piwie z przyjaciółmi czy w gronie rodzinnym o sprawach społecznych, kulturze a nawet przyziemnych dotyczących kwestii wspólnotowej. Każdy temat, który może wywołać dyskusje zaraz skończy się awanturą. Idea lewicowego nihilizmu i partyjniactwa populistów raczej na trwałe podziela Naród i strukturalnie wyglądamy jak Zachodnie społeczeństwa. Klasizm, zwalczające się ideowe obozy i stygmatyzowani obrońcy Tradycji, wspólnoty  i Prawdy.


Jako nacjonaliści musimy wiedzieć, że mimo iż protesty się wypalają i nowobogackie dzieci poszły do domów sztorm się nie skończył. Musimy zdecydować czy będziemy okrętem, kapitanem lub wiatrem i falą. Wszystko to ma wpływ na załogę, która jest Naród. Musimy postępować zarówno mądrze, ale nie wpadać w oportunizm. Żadnego kroku wstecz. Non possumus. 

 

Karol Śląski