sobota, 31 październik 2020 15:20

Maksymilian Ratajski - To jest wojna

Kiedy powiedziałem redaktorowi naczelnemu o czym zamierzam pisać, zapytał czy tytuł będzie brzmiał „To jest wojna”, co prawda miałem inny pomysł, ale jak wiadomo szefowi się nie odmawia. Tym bardziej, że naprawdę mamy do czynienia z wojną kulturową, która przybrała na sile od pierwszych czarnych protestów, a teraz mamy jej eskalację.

 

Pretekstem do rozpoczęcia „protestów kobiet” był wyrok Trybunału Konstytucyjnego, który orzekł, że aborcja eugeniczna jest niezgodna z ustawą zasadniczą (przypomnę tylko, że w momencie jej uchwalenia rządziło SLD, a prezydentem był wywodzący się z tej formacji Aleksander Kwaśniewski). Muszę przyznać, że nie wierzyłem w żadne zmiany na lepsze, jestem bardzo pozytywnie zaskoczony. Od dłuższego czasu byłem przekonany, że nie ma szansy na zaostrzenie ustawy aborcyjnej, sens działalności pro-life widząc w walce o utrzymanie obecnego „kompromisu”, który uważam za barbarzyński. Natomiast widząc brak woli politycznej do jakichkolwiek pozytywnych zmian, i widząc determinację drugiej strony, można było być pewnym, że od razu po wyborach zmienią tę ustawę. Platforma Obywatelska jest już znacznie mniej konserwatywna niż w czasach swoich rządów, a społeczeństwo się znacznie zliberalizowało.

 

Tutaj właśnie słowo do wszystkich, którzy uważali obowiązujący „kompromis” za słuszny, nie mam ochoty na setną dyskusję w tej sprawie, natomiast każdy musi mieć świadomość, że był on nie do obrony. Gdyby nie wyrok Trybunału, za trzy lata mielibyśmy aborcję na życzenie, taki byłby koszt koalicji PO z Lewicą, po utracie władzy przez PiS. Konstytucję znacznie trudniej zmienić niż ustawę.

 

Lewicowo-liberalne media, przy pomocy niezawodnych celebrytów, ukazały całą sprawę jako zamach na „prawa kobiet”, a organizowane przez lewaków protesty jako „strajk kobiet”, ciężko o większe kłamstwo. Jest to zadyma liberalnej lewicy, główną liderką jest zadeklarowana lesbijka Marta Lempart, to ona nawoływała do profanacji w kościołach. Obok niej występują wszelkiej maści organizacje lewicowe i liberalne, a także anarchiści. Wśród lokalnych organizatorów nie brak zawodowych gejów (poznańska Grupa Stonewall), nietrudno się domyślić, że ani Marty Lempart, ani par męsko-męskich, problem aborcji nie dotyczy. Podobnie jak słynnego Margota.

 

„Winę” za zapisy w Konstytucji Kwaśniewskiego miał oczywiście ponosić Kościół Katolicki, jak wiemy, narracja środowisk proaborcyjnych od dawna opiera się na tezie, że mordowanie dzieci to wybór, a sprzeciwiają się mu jedynie „nienawidzący kobiet biskupi”. Wedle mojej wiedzy sędziowie TK nie nazywają się Jędraszewski, Gądecki, Głódź, Hoser czy Mering, ale może czegoś nie doczytałem. Jednak niezależnie od składu Trybunału, wyrok nie mógł być inny, czasem warto posłuchać prof. Rzeplińskiego, niedawny autorytet „obrońców demokracji i Konstytucji”, zawsze ciekawie wypowiadał się w sprawach aborcji. Kolejnym argumentem, popularnym także na prawicy, jest ten o „zmuszaniu kobiet do heroizmu”, pozwolę sobie tutaj zacytować Tomasza Terlikowskiego (w życiu bym nie pomyślał, że to kiedykolwiek zrobię) - "”Życie jest pełne sytuacji trudnych, a uznawanie, że nie możemy od ludzi wymagać heroizmu, buduje społeczeństwo przeciętności, w których każde świństwo, zaniedbanie, porzucenie można usprawiedliwić tym, że od nikogo nie wolno wymagać heroizmu. Społeczeństwo, w którym heroizmu się nie wymaga, bardzo szybko traci jakikolwiek wymiar moralny."

 

Postulaty tego spędu również są ciekawe. Nie chodzi im oczywiście o obronę „kompromisu” (jego zwolenników można znaleźć głównie na prawicy), a o całkowitą legalizację aborcji, „śluby” dla tęczowych czy zniesienie klauzuli sumienia, żeby lekarze nie mogli odmówić zabicia dziecka, do tego oczywiście sporo haseł antykościelnych,  bo doskonale zdają sobie sprawę z tego, że to Kościół jest największą przeszkodą na drodze do zamienienia polskiego społeczeństwa w bandę libertynów bez moralności.

 

Kłamstwem byłoby jednak stwierdzenie, że tak zwany „strajk kobiet”, jest wyłącznie spędem anarchistów i tęczowych, że idą w nim same „julki” na czele z Margotem. Jest to protest masowy, który skupia w dużej mierze tak zwanych „normików”, to oni także mu kibicują. Media wykreowały obraz zagrożonych praw i słusznej walki o nie (w czasach pandemii nawoływanie do protestów to narażania nas wszystkich!). Pod protest podłączyli się politycy i „politycy” typu TVN-owskiego celebryty, który do niedawna robił za naczelnego liberalnego „katolika”, teraz już nawet nie udaje. Wspomniany Szymon, znany z teatralnego płaczu przy czytaniu Konstytucji, zaraz po wyroku Trybunału, zaczął głosić, że „aborcja jest złą, ale każdy ma prawo do wyboru, bo każdy ma inne poglądy”. Swoją drogą ciekawy sposób myślenia. Podobnie jak argument, że „przecież kobiety w dalszym ciągu będą dokonywały aborcji nielegalnie”. Równie dobrze można w ten sposób mówić o kradzieży, pedofilii, czy morderstwie.

 

Najbardziej przerażająca jest skala poparcia dla tych protestów, w tym także wybielanie tego co działo się pod kościołami, pokazuje jak bardzo zmienił się nasz kraj w ciągu kilku ostatnich lat. Słuchając ludzi w pracy czy przeglądając media społecznościowe widzimy skalę. Widzimy ją też patrząc na wielotysięczne manifestacje w miastach, czy ich liczbę w mniejszych miejscowościach. To jest przerażające. Przeraża poziom wsparcia, bądź życzliwej neutralności przez osoby deklarujące się jako „wierzące”. Jeszcze kilka lat temu słyszeliśmy o Polsce jako „bastionie Europy”, dzisiaj błyskawicznie gonimy najbardziej zdegenerowane społeczeństwa Zachodu. Nie tylko pod względem aborcji, ale także „praw” tęczowych, multikulturalizmu czy podejścia do Religii, Rodziny i Tradycji.

 

Nieprzypadkowo kilkukrotnie wspomniałem Michała Sz. pseudonim „Margot”. Ów wątpliwej reputacji dżentelmen zasłynął latem tego roku, wieszając tęczowe szmaty na pomnikach i atakując furgonetki fundacji pro-life. To jak bardzo był broniony przez media, urastając do miana bohatera, pokazało, że liberalna lewica jest już gotowa do aktów profanacji, akceptuje również przemoc. To wtedy można było zobaczyć, że media będą w takiej sytuacji po ich stronie (oczywiście ludzie broniący kościołów to „kipiący agresją bandyci”).

 

Trwające protesty pokazują potęgę mediów i tego w jaki sposób potrafią one kreować rzeczywistość. Główne media w Polsce, podobnie jak większość lokalnych stanęły jednoznacznie po stronie aborcjonistów, przedstawiając organizowane przez Martę Lempart spędy jako spontaniczną walkę polskich kobiet w obronie zabieranych im praw. Broniły nawet ataków na kościoły. Nikt nawet nie próbuje udawać obiektywnego dziennikarstwa, jest ono wyraźnie zaangażowane. Właśnie ukazanie tego jako protestów kobiet, jest największym kłamstwem, zarówno jeżeli chodzi o płeć uczestników manifestacji, jak i ich tło ideologiczne, które jest bardzo wyraźne, są to protesty liberalnej lewicy, która próbuje wykorzystać Polki do własnych celów, wmówić im, że chodzi o prawa kobiet (pewnie także tych nienarodzonych). Całkowicie dyskryminowane są tu kobiety o bardziej konserwatywnych poglądach (w Krytyce Politycznej pojawił się arcykomiczny tekst skierowany do „wyborczyń” Konfederacji, próbujący przekonać je, że aborcja to podstawowe prawo kobiet, które chce im odebrać Krzysztof Bosak). Widzimy jak ukazywane są wszelkie incydenty, usprawiedliwiana agresja protestujących, a w jakim świetle stawia się osoby broniące kościołów. Właśnie taki obraz sytuacji trafia do zwykłych Polaków, nic dziwnego, że karmieni nim widzowie i czytelnicy, wyrabiają sobie taki, a nie inny pogląd na całą sprawę. Tym bardziej, że w całą sprawę zaangażowały się tłumy tak zwanych „gwiazd”, a te jak wiadomo pełnią dzisiaj funkcję autorytetów, skoro Iksińska zagrała w jednym odcinku popularnego serialu, a na dodatek ma dwieście tysięcy followersów na instagramie, to na pewno jest właściwą osobą do wypowiadania się na każdy temat. Jak bardzo by nas to nie śmieszyło, tak działają media pokroju popularnego portalu na O., który codziennie przeglądają miliony ludzi w Polsce.

Kilka miesięcy temu polecałem na łamach Szturmu Obóz świętych Jeana Raspaila, francuski pisarz doskonale ukazał mechanizmy oddziaływania mediów na społeczeństwo, naprawdę warto sobie tę książkę teraz odświeżyć. Historię piszą zwycięzcy, ale teraźniejszość kształtują media. To one są potęgą.

 

Jednym z najsłynniejszych wierszy Zbigniewa Herberta jest Potęga smaku, znana głównie dzięki wykonaniu Przemysława Gintrowskiego. Skojarzyła mi się z ostatnimi wydarzeniami, ze względu na skrajny prymitywizm protestujących „julek”. Mam wrażenie, że nie znają innych słów niż „jebać” i „wypierdalać”, dla człowieka mającego choćby podstawowe poczucie estetyki, jest to skrajnie obrzydliwe. Doskonale rozumiem, że manifestacje to nie Wersal, ale polska wersja Black Lives Matter to ekstremalny przypadek rynsztoka.

 

To wcale nie wymagało wielkiego charakteru
mieliśmy odrobinę niezbędnej odwagi
lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku
Tak smaku
który każe wyjść skrzywić się wycedzić szyderstwo

 

Właśnie zjawisko „julek” powinno martwić nas najbardziej. Oto pokolenie dzisiejszych 15-20-latków idzie w kierunku wyjątkowo chamskiej i prymitywnej libertyńskiej lewicy. Patrząc na ilość dzieci i młodzieży zaangażowanych w protesty hasła jakie wznoszą, ich histeryczne zachowanie czarno widzę przyszłość. Oczywiście to zjawisko nie zaczęło się tydzień temu, jest to efekt wieloletniego działania mediów, celebrytów, seriali na netflixie. To właśnie tego typu osoby stanowią fanklub Margota. Są to dzieci czarnego protestu sprzed kilku lat, w który zaangażowane były ich mamy i siostry. To czarny protest doprowadził do radykalnej liberalizacji i laicyzacji młodego pokolenia Polaków, zwłaszcza w dużych miastach. Dzisiaj zbieramy owoce bierności wobec niego.

 

Kolejnym smutnym zjawiskiem jest zaangażowanie władz samorządowych i uniwersyteckich. O ile Rafał Trzaskowski i Jacek Jaśkowiak znani są z zaangażowania ideologicznego (za to niekoniecznie  z dbania o rozwój zarządzanych przez siebie miast), to jednak sprawują stanowiska wymagające odpowiedzialności, tym bardziej, że zarówno Warszawa, jak i Poznań pozostają w czołówce zakażeń koronawirusem. Obaj także zarządzają miastami, w których katolicy muszą bronić kościołów przed profanacją. Błyskawica tak zwanego „strajku kobiet” na Pałacu Kultury i Nauki była bardzo smutnym symbolem, tego jak troska o mieszkańców miasta przegrywa z ideologią i interesem partyjnym. Takich samorządowców jest oczywiście wielu, ci dwaj są jednak na świeczniku, przez swoje zaangażowanie i wielkość miast. Również rektorzy wielu polskich uczelni oficjalnie poparli „strajk kobiet”, udzielając godzin rektorskich i publikując oświadczenia, podobnie uczyniły także liczne samorządy studenckie.

 

Muszę jednak zgodzić się z protestującymi w jednym, tak to jest wojna. To jest wojna nie tylko o aborcję, która już dawno zeszła na dalszy plan (mimo, że wbrew twierdzeniom części prawicy, wcale nie jest tematem zastępczym, a wielce istotnym). Walczymy o kształt naszego społeczeństwa, to czy staniemy się libertyńską, konsumpcjonistyczną masą (swoją drogą aż obrzydliwe jest, ile firm zwietrzyło łatwą kasę na wsparciu „protestów”), czy jednak zachowamy moralność, wiarę i tradycję. To wojna cywilizacyjna. Przy czym przypominam „protestującym”, że wojna to nie jest zabawa i piknik, jakby chcieli to widzieć.

Ostatni tydzień spędziłem podobnie jak zdecydowana większość polskich nacjonalistów – pod kościołem. Bardzo cieszy rozmiar mobilizacji środowisk narodowych, katolickich i kibiców – grupy chroniące katedr i najważniejszych świątyń w miastach powstawały spontanicznie, już w niedzielę. W wielu miejscach obrona kościołów została zorganizowana przez samych parafian. Zdecydowanie i liczebność obrońców zniechęciła „strajkujących” do ataków na kościoły. To na pewno jest dużym sukcesem. Chociaż dalej musimy być czujni, Wszystkich Świętych będzie tu kluczowe.

 

Strasznie trudny czas, kiedy idąc do kościoła jest się przygotowanym do jego fizycznej obrony. Dziwnie jest będąc na niedzielnej Mszy, podczas Przeistoczenia, obserwować czy nikt się nie zachowuje w sposób podejrzany. Od czwartku zacząłem się do tej sytuacji ciągłej gotowości przyzwyczajać, chociaż dla człowieka pracującego, spędzanie codziennie 6-7 godzin na czuwaniu pod kościołem, jest trudne nie tylko psychicznie, ale także fizycznie. Wbrew temu co mówią media, obrona kościołów to nie szukanie przygód spowodowane nadmiarem agresji, my stojąc pod kościołami naprawdę chcieliśmy się nudzić, co oczywiście nie zawsze było nam dane (wszystko zależy od tego kto gdzie bronił, w niektórych miejscach ciągle coś się działo). Chodziło i dalej chodzi o obronę naszej Wiary i Wartości.

 

Pisząc o zwycięskiej obronie kościołów, muszę jednak wspomnieć o bardzo przykrym zjawisku „katopacyfizmu”. W niedzielę, już po przerwaniu Mszy Świętej w poznańskiej bazylice archikatedralnej, śledziłem katolickie grupy na FB, toczyła się na nich gorąca dyskusja na temat obrony kościołów. Byłem przerażony poziomem pacyfizmu, nie tylko wśród dziewczyn, ale także chłopaków, w wieku okołostudenckim. Głosy, że nie należy się przeciwstawiać siłą, tylko za nich modlić, że niewpuszczanie do kościoła w Warszawie to już agresja.... Straszne co pacyfizm i wypaczone pojmowanie miłosierdzia robi ze współczesnymi katolikami. Mam nadzieję że to co się dzieje, jak również zdecydowana postawa części księży pomogą niektórym przejrzeć na oczy. Tym bardziej, że to właśnie w niedzielę organizatorzy tak zwanego „strajku kobiet” nawoływali do profanacji w kościołach. Jako katolicy musimy przestać chować głowy w piasek, nauczyć się bronić naszych Wartości. Zrozumieć, że jeżeli teraz będziemy bierni, nasze dzieci będą żyły w zupełnie innym świecie. Owszem modlitwa jest ważna, ale muszą iść za nią czyny.

 

Wśród polskich nacjonalistów oprócz katolików, jest także wielu rodzimowierców i niewierzących. Jednak to także Wasza wojna, co wielu z tego grona doskonale rozumie, broniąc kościołów ramię w ramię z katolikami. Niezależnie od wyznania, należy mieć świadomość, że atak na kościoły oznacza atak na całe nasze dziedzictwo kulturowe. Oznacza nienawiść do Tradycji i moralności. Zwolennikom aborcji chciałbym przypomnieć, że katastrofa demograficzna Europejczyków jest spowodowana właśnie liberalizmem, hedonizmem i aborcją. Arabowie jej nie wykonują.

 

Masowe poparcie dla ostatnich wydarzeń pokazało, że tracimy nasz największy kapitał, to co do tej pory chroniło Polskę przed degeneracją moralną rodem z Zachodu, owszem pewne procesy było widać już od lat, przełomowym momentem, który powinien otworzyć ludziom oczy był czarny protest w 2016, teraz jednak wszystko wybuchło ze wzmożoną siłą. Zachowywaliśmy względną normalność dzięki zaszczepionemu katolicyzmowi kulturowemu, mimo coraz większej laicyzacji, pozostawaliśmy jako społeczeństwo pod dużym wpływem katolickiej moralności, Kościół, nawet mimo braku praktyk religijnych jawił się jako pewien punkt odniesienia, integralna część naszej tożsamości. To się właśnie zmieniło. Mogliśmy narzekać, na śmieszny, pozbawiony treści, kremówkowy „Katolicyzm”, ale to on jednak jakoś to społeczeństwo trzymał. Dzisiaj tego już nie ma. Pozostali oczywiście tak zwani twardzi katole, ale to właśnie „kremówkowi” byli tą w miarę sensowną masą.

 

Ciężko dziś przewidzieć jakie będą skutki protestów, choć w chwili obecnej bardziej prawdopodobnym wydaje się, kapitulacja rządu, który zaproponuje jakieś „kompromisowe” rozwiązanie. Co należy uznać za bardzo złą opcję, nie tylko z pozycji pro-life, jeżeli liberalna lewica, po raz kolejny, po czarnym proteście zyska poczucie sprawczości i skuteczności, stanie się jeszcze bardziej bezczelna. Tym bardziej, że dopiero co widziała Black Lives Matter w Ameryce i trwające protesty na Białorusi (które akurat są jak najbardziej słuszne, dla nich to jednak przykład walki  „o liberalne wartości z podobnym do Kaczyńskiego dyktatorem”).

 

Kończąc chciałem podkreślić jeszcze jeden problem. Mianowicie państwo polskie, musi w końcu realnie zacząć wspierać osoby z niepełnosprawnością i ich rodziny. Zarówno jeżeli chodzi o dzieci, jak i dorosłych. To jest bardzo ważny problem społeczny i to powinno głośno wybrzmieć. Postulat pomocy rodzinom wychowującym ciężko chore dzieci. One się urodzą, ale wtedy obowiązkiem państwa jest wsparcie rodziców w zapewnieniu im opieki (póki co robi to głównie Kościół Katolicki).

 

Osobne słowo należy się okolicznościom pandemicznym. Naprawdę nie rozumiem, co trzeba mieć w głowach, żeby w czasie, kiedy każdego dnia mamy po ponad 20 tysięcy zakażeń, a liczba zgonów sięga 300 dziennie, organizować koronaparty na 100 tysięcy ludzi. Jestem w stanie zrozumieć, że komuś nie podoba się Konstytucja Kwaśniewskiego (sam bym w niej wiele zmienił), że nie zgadza się z orzeczeniem, i sposobem powołania Trybunału Konstytucyjnego. Natomiast nie rozumiem, co trzeba mieć w głowach, żeby w szczycie epidemii, zachowywać się w sposób tak nieodpowiedzialny i narażać życie nie tylko swoje, ale nas wszystkich. Z tego miejsca chciałem też prosić wszystkich o odpowiedzialność (chociaż i tak wiem, że Szturm czytają ludzie myślący), i powstrzymanie się od uczestnictwa w koronaparty 11 listopada. Naprawdę wystarczy nam zachorowań, być nacjonalistą znaczy roztropnie troszczyć się o swój naród. Oświadczenie środowisk nacjonalistycznych, podpisane także przez naszą Redakcję, stanowi właśnie wyraz odpowiedzialności. Potępiając koronaparty liberalnej lewicy, nie można organizować własnego.

 

Maksymilian Ratajski

 

Potęga smaku https://www.youtube.com/watch?v=cluvCj0nvpg

Oświadczenie nacjonalistów w sprawie MN http://szturm.com.pl/index.php/miesiecznik/item/1148-oswiadczenie-w-sprawie-marszu-niepodleglosci-2020