środa, 30 wrzesień 2020 20:50

Maksymilian Ratajski - Futra? Tylko na zwierzętach!

Jarosław Kaczyński zapowiedział zakaz hodowli zwierząt na futra. Spotkało się to z histeryczną reakcją środowisk okołokonfederackich, które od dawna próbują narzucić narrację jakoby fermy futrzarskie stanowiły bardzo istotny element polskiej gospodarki (słuchając Roberta Winnickiego można by pomyśleć, że Polska futrami stoi), niemalże gwarantując naszą niepodległość. Do tego przeciwników tego barbarzyńskiego procederu przedstawiają jako „lewaków” i „ekoterrorystów”, to bardzo ciekawe, zważywszy na fakt ilu nacjonalistów głośno opowiada się za likwidacją ferm. Postaram się odnieść do głównych argumentów zwolenników produkowania w Polsce futer dla żon rosyjskich oligarchów, a także przybliżyć powody dla których tego typu biznes powinien zostać zakazany.

 

Przeciwnicy futrzarstwa zwykli rozpoczynać dyskusję od przedstawienia okrucieństwa wobec zwierząt, do tego oczywiście dojdziemy, ale zacznijmy od wpływu ferm na sąsiedztwo. Generują one niewyobrażalny wręcz fetor, który jest nie do wytrzymania dla okolicznych mieszkańców, znacznie obniżając jakość ich życia. Ceny działek na wsi dotkniętej taką „przedsiębiorczością” lecą na łeb na szyję, nikt nie chce mieszkać przy smrodzie, którego nie da się wytrzymać. Kolejnym uciążliwym dla mieszkańców skutkiem działalności ferm jest plaga much. Utrudnia to także prowadzenie jakiejkolwiek działalności gospodarczej – pracownicy nie będą w stanie efektywnie pracować w takich warunkach, co więcej mało kto będzie chciał podjąć pracę w takiej okolicy, jeżeli nie będzie do tego zmuszony. Ferma futerkowa  nie tylko utrudnia normalne życie, ale oznacza ekonomiczna katastrofę dla swoich sąsiadów. Nawet osoby niechętne ochronie praw zwierząt powinny być przeciwko futrzarstwu – ze względu na jego katastrofalne skutki dla okolicy.

 

Ale ok, szukajmy dalej tego wielce istotnego „interesu narodowego” w branży futerkowej. Mimo, że obrońcy futrzarstwa to w znakomitej większości skrajni liberałowie gospodarczy, często wysuwają argument o ochronie miejsc pracy.  Miło słyszeć solidarystyczne argumenty z ust (czy raczej klawiatur) ludzi, których bym o taką retorykę nie podejrzewał.  Może rzeczywiście fermy zapewniają pracę setkom tysięcy Polaków? No nie, tu również konfederacka retoryka niewiele ma wspólnego z prawdą. Zatrudnienie na fermach jest znikome, szacuje się je na około 3-4 tysiące osób, w całej branży 13. Ciężko więc mówić, że likwidacja tego barbarzyńskiego procederu wpłynie na rynek pracy, tym bardziej, że to futrzarze hamują rozwój okolicy. Należy przy tym pamiętać, że bardzo duży odsetek pracowników ferm stanowią imigranci, głównie z Ukrainy, warto o tym przypomnieć narodowcom z Konfederacji, którzy (bardzo zresztą słusznie) opowiadają się przeciwko imigracji zarobkowej.

 

Mówią, że jesteśmy potentatem na rynku – no cóż – i tak i nie. Produkujemy jedynie surowiec, który stanowi średnio 12,5% wartości gotowego futra, w przypadku tych z górnej półki zaledwie 5%. W 2016 futra stanowiły 0,16% polskiego eksportu, dość mało jak na strategiczną branżę, liczbowo wyglądało to jednak imponująco 1,3 mld zł działa na wyobraźnię, co wykorzystywali futrzarscy propagandyści. Z roku na rok rynek się jednak kurczy – w 2019 było to zaledwie 838 milionów. Rynek wewnętrzny na szczęście nie istnieje. Obrońcy „patriotycznego przemysłu futrzarskiego” starają się nie dostrzegać, że w Polsce wykonuje się wyłącznie brudną robotę, a prawdziwe pieniądze zarabia kapitał duński, rosyjski czy chiński. Rodzimym skórowcom pozostają jedynie ochłapy.

 

„Nawet jeżeli zakażemy hodowli zwierząt na futra, to produkcja przeniesie się do Chin lub Rosji.” W domyśle – inni będą zarabiali. Na to nie mamy wpływu, ale spójrzmy, jak bezduszny jest to argument. Zakażemy aborcji, to zarobią Czesi! A eutanazja? Kokaina? Ubój rytualny (do tej kwestii jeszcze w tym tekście wrócę)? Składowanie odpadów z całej Europy? Jeżeli coś jest złe, to jest złe. Nieważne, że przynosi pieniądze, które w ten sposób zarobi ktoś inny. Tak się składa, że istnieje coś takiego jak moralność, a pieniądze, wbrew temu co mówią liberałowie, potrafią śmierdzieć.

 

Arcykomiczne jest zrównywanie ferm futerkowych z jedzeniem mięsa. „Skoro jesteś przeciwko futrom, to mam nadzieję, że jesteś weganinem, w przeciwnym wypadku jesteś hipokrytą”. No nie, to tak nie działa. Jestem mięsożercą. W tekście „Czy ekologia jest lewacka?”, opublikowanym w 57-mym numerze Szturmu dość szeroko omawiałem tę kwestię. „Czy wobec tego, że jem mięso mam prawo domagać się zakazu hodowli zwierząt na futra, chowu klatkowego, uboju rytualnego? Opowiadać się za radykalną walką ze smogiem, ochroną przyrody? Czy raczej jestem hipokrytą, co z chęcią zarzucą mi obie strony konfliktu? Człowiek naturalnie jest przystosowany do pokarmów pochodzenia zarówno zwierzęcego jak i roślinnego, owszem może się bez tego pierwszego obyć i doskonale rozumiem wegetarian i wegan, których coraz więcej jest wśród nacjonalistów, jednak sam się mięsa nie wyrzeknę. Przede wszystkim dlatego, że zbyt bardzo je lubię, mam też grupę krwi zero, a mój organizm potrzebuje dużych ilości białka, które najłatwiej dostarczyć za pomocą tatara, steku, czy tuńczyka. Mogę tymczasowo odstawiać mięso, ale na dłuższą metę pozostanę mięsożercą. Natomiast nie czyni mnie to ślepym na krzywdę zwierząt. Będę je jadł, ale pozyskiwanie pożywienie to nie znęcanie się. Ubój rytualny, psy na skandalicznie krótkich łańcuchach, futrzarstwo, chów klatkowy, topienie szczeniąt czy wywożenie psów do lasu i przywiązywanie ich do drzew to barbarzyństwo. Kiedy słyszę jak czołowi prawicowi publicyści twierdzą, że walka o prawa zwierząt prowadzi do legalizacji aborcji, a przepisy dotyczące kar za znęcanie się nad zwierzętami czy wielkości kojca dla psa to „komunizm” cieszę się, że za prawicowca nie uważam się od 2012 roku. Jestem katolikiem i chciałbym prawicy przypomnieć, że pierwszym wybitnym obrońcą przyrody nie był żaden lewak od aborcji tylko jeden z najważniejszych świętych – Franciszek z Asyżu.”

To prawda, że weganizm zyskuje w Polsce coraz większą popularność, także wśród nacjonalistów, nie widzę jednak w tym nic złego, wręcz przeciwnie. Odróżniajmy jednak poważną potrzebę, wręcz konieczność dla większości z nas, od zachcianek bogatych Chinek czy Rosjanek.

 

Zdarzają się ucieczki norek z ferm, co jest bardzo groźne dla ekosystemu. Norka amerykańska, jak sama nazwa wskazuje, jest w Europie gatunkiem obcym, cechującym się wyjątkową inwazyjnością. Pierwsze hodowle tego gatunku pojawiły się w Polsce w 1953 roku, bardzo szybko  pojawiły się dzikie populacje pochodzące od uciekinierów, obecnie norka amerykańska jest w Polsce gatunkiem pospolitym, o zgubnym wpływie na populacje rodzimych gatunków ptaków (zwłaszcza perkozów, kaczek, gęsi i łysek), a także ssaków (w tym także piżmaka, który również pojawił się w Europie z powodu futrzarstwa). Obecnie krytycznie zagrożona norka europejska wyginęła w Polsce jeszcze przed wojną (po raz ostatni widziana na Warmii w 1926 roku), jednak na terenach byłego ZSRR musiała ustąpić miejsca  dalekiej krewniaczce zza oceanu.

 

Celowo aspekt cierpienia zwierząt omawiam na końcu, nie dlatego, żeby było najmniej ważne – wiem po prostu, że dla zwolenników futrzarstwa jest to argument „lewacki”, którego w ogóle nie biorą pod uwagę. Wszak nie tak dawno w prawicowych mediach można było usłyszeć, że restrykcje dotyczące długości łańcucha dla psa są „komunizmem”. Przyjrzyjmy się jednak jak wygląda los zwierząt hodowanych na futra dla żon rosyjskich oligarchów. Ponownie sięgnę do wspomnianego już wcześniej artykułu - „...barbarzyńskie okrucieństwo wobec zwierząt – ciasne brudne klatki, nawet nakręcony przez przedstawicieli tego biznesu filmik propagandowy pokazywał zatrważający obraz syfu jaki tam panował, ciasnoty w jakiej żyją zwierzęta, ich fatalnego stanu (wystarczyło spojrzeć na oberwane uszy czy jak wyglądały oczy i pyski, a to przecież była wzorcowa ferma, specjalnie przygotowana do iście gebbelsowskiej propagandy!). Strach pomyśleć jak to wygląda zazwyczaj.”

 

Temat futer stał się znów nośny po filmie „Krwawy biznes futerkowców” Janusza Schwertnera. Ukraiński współpracownik Otwartych klatek Żenia zatrudnił się na największej polskiej fermie – w Góreczkach, należącej do  Wojciecha Wójcika, brata Szczepana, będącego nie tylko potentatem w branży, ale także jej medialnym rzecznikiem, który nie szczędzi pieniędzy, aby ukazać się jako męczennika w obronie krajowego rolnictwa. Ujęcia z ukrytej kamery pokazują los zwierząt hodowanych dla zaspokojenia próżności żon rosyjskich i chińskich milionerów. Widzimy zwierzęta, które zjadają siebie nawzajem, z powyżeranymi wnętrznościami, odgryzionymi uszami (niektóre po prostu oskalpowane), ciasne, brudne klatki. Zwierzęta wodne, które nigdy nie widzą wody! To wszystko w rzekomo „wzorcowym gospodarstwie rolnym”, gdzie „zwierzęta mają lepiej niż ludzie”! Film trwa niecałe pół godziny, jest jednak naprawdę mocny i zdecydowanie polecam jego obejrzenie, pokazuje w jakich warunkach żyją zwierzęta hodowane na futra, zdecydowanie nie są to „wysokie standardy”, o jakich mówią rzecznicy tego procederu.

 

Konfederaci bronią także uboju rytualnego, jako „wielce istotnego dla polskiego rolnictwa”, wydawać by się mogło, że chociaż w tej kwestii zachowają się przyzwoicie, w końcu nie darzą zbytnią sympatią państwa położonego w Palestynie, podobnie zresztą jak muzułmanów. Niestety – umiłowanie „wolnego rynku” i przedkładanie zysku ponad etykę i moralność okazało się silniejsze. Jak wygląda ubój rytualny? Polega on na podrzynaniu zwierzętom gardeł w taki sposób, żeby się wykrwawiły, wszystko dzieje się oczywiście bez znieczulenia. Jest to wyjątkowe barbarzyństwo, którego w żaden sposób nie możemy w Polsce usprawiedliwiać kulturowo, żyjemy w kręgu kultury chrześcijańskiej, europejskiej, i doskonale wiemy, że zwierzęta można zabijać w sposób cywilizowany, tak, aby nie zadawać im niepotrzebnych cierpień. Kilka lat temu ubój rytualny został w Polsce ocalony przez... Trybunał Konstytucyjny, który uznał jego zakaz za godzący w swobodę wyznaniową. Nic jednak nie usprawiedliwia eksportu mięsa koszernego lub halal za granicę. Skoro w innych krajach istnieje zapotrzebowanie na tego typu produkty, to nie znaczy, że Polska musi być ich dostarczycielem.

 

Rolnictwo jest bardzo ważną gałęzią gospodarki, tym bardziej nie należy dbałości o jego interesy kojarzyć z dręczeniem zwierząt. Miast popierać okrucieństwo w imię zaspokojenia próżności bogatych mieszkanek Rosji i Chin, czy eksportu mięsa do Izraela, warto promować rolnictwo ekologiczne, które nie tylko jest cywilizowane (czego nie można powiedzieć o futrzarstwie), ale także gwarantuje wysokiej jakości produkty, zarówno pod względem smakowym, jak i dla zdrowia konsumentów.

 

Rzadko zgadzam się z Jarosławem Kaczyńskim, jednak mówiąc o „sojuszu wszystkich dobrych ludzi” miał rację. Tu nie chodzi o spór ideologiczny między prawicą a lewicą! Sprzeciw wobec futrzarstwa to nie „ideologia nowej lewicy”, a zwyczajna empatia! Tak samo jak oburzenie każdego normalnego człowieka budzi topienie szczeniąt, przywiązywanie psów w lesie, czy ich maltretowanie. Za to wyjątkowo obrzydliwą manipulacją, i nazwijmy to wprost, skurwysyństwem jest mieszanie do tego aborcji. Tak! Głośno mówię, że aborcja jest morderstwem i powinna zostać całkowicie zakazana. I sprzeciwiam się futrzarstwu. Naprawdę wiele osób, które mają na swoim koncie sporo działań pro-life i jednocześnie angażują się w szeroko pojętą działalność ekologiczną. Co ma wspólnego jedno z drugim? Tymczasem konfederaci jednym z fundamentów obrony branży futerkowej uczynili fakt, że PiS nie zrobił niczego, aby powstrzymać w Polsce aborcję. Dlaczego więc życie zwierząt ma być ważniejsze od życia dzieci? Aż przypomniał mi się pewien szurowski raper, autor wersów:

„Niebawem zaczną wszczepiać chip RFID
To nie chodzi o wygody, będziesz na smyczy jak pies
Rząd uchwalił ustawę o przymusie szczepień
To oznacza że wstrzykną Ci wszystko, co będą chcieli
Nie szczep się! To co jesz, to w większości GMO
Modyfikowanie ludzi żywnością, szczur ma dość!”

 

Ów popularny w pewnych kręgach artysta nagrał filmik, w którym sprzeciwiał się bronieniu przez ludzi dzików, w momencie kiedy PiS forsował olbrzymi odstrzał, któremu miały podlegać także lochy prośne. Wielce oburzony muzyk wygłosił tyradę, którą można streścić następująco - „brońmy dzików? Co roku tysiąc dzieci jest zabijanych w Polsce przez aborcję!” No cóż, wszyscy wiemy, że na PiS w sprawie ochrony życia poczętego liczyć nie można, pokazali to już w czasie pierwszych swoich rządów. Natomiast nie oznacza to, że z tego powodu należy krytykować wszystkie słuszne działania partii Jarosława Kaczyńskiego (a trochę ich jest na przykład 500+ czy minimalna stawka godzinowa i dwie dodatkowe emerytury w ciągu roku, liberałom przypominam, że emerytury otrzymują ludzie, którzy całe życie pracowali i płacili składki). Posłużę się prostą analogią, aby ukazać bezsens konfederacko-futrzarskiej argumentacji. „Nie zlikwidowano problemu pijanych kierowców! Dlaczego więc chcą wymagać posiadania sprawnych hamulców i przestrzegania ograniczeń prędkości! Skoro po drogach dalej jeżdżą pijani kierowcy?!” Brzmi absurdalnie? No właśnie! Miłośnicy futerek taką argumentacją nie bronią „uciśnionego polskiego rolnika”, oni wyświadczają niedźwiedzią przysługę wszystkim obrońcom Życia! Dają najlepszy prezent czarnemu protestowi! Pokazują całej Polsce, że „przeciwko aborcji są zwyrole, którzy czerpią chorą przyjemność z cierpienia zwierzątek! Gratuluję, w następnej kadencji na pewno zostanie to wykorzystane do liberalizacji ustawy aborcyjnej. Skoro musicie już bronić ferm futerkowych, chociaż naprawdę nie rozumiem po co, to przynajmniej nie dostarczajcie ciężkiej artylerii zwolennikom aborcji. To, że ekologia i obrona praw zwierząt jest modna wśród „lewaków”? Kojarzy się z nimi, ale to dlatego, że prawica, w imię szurostwa i dogmatów o „wolnym rynku”, opowiada o „globalnym ocipieniu”, nie reaguje na cierpienie zwierząt i zdaje się nie dostrzegać katastrofy ekologicznej spowodowanej bezmyślnym gospodarowaniem zasobami Natury.

 

Ochrona przyrody nie jest wbrew myśleniu części prawicy lewackim wymysłem. Ochronę bobra wprowadził już Bolesław Chrobry, od czasów jagiellońskich trwała, niestety przegrana, walka o ocalenie tura, która nie udała się, gdyż podjęto ją dopiero wtedy, kiedy istniała tylko jedna mała populacja, ostatecznie pokonana najpewniej przez przejęte od bydła domowego choroby. Jak widać od stuleci istniała pewna świadomość potrzeby ochrony niektórych gatunków. Prekursorem ekologii w Polsce był Jan Gwalbert Pawlikowski – człowiek wielce zasłużony dla nacjonalizmu, którego dorobek warto przybliżyć, ale to temat na osobny artykuł. Na marginesie dodam, że był on patronem roku 2019 w Młodzieży Wszechpolskiej. Jaki to ma związek z futrami? Otóż bardzo często poparcie dla tego procederu wiąże się z negowaniem potrzeby ochrony środowiska jako „ekolewactwem”. Istnieje związek przyczynowo-skutkowy między brakiem świadomości ekologicznej, a obroną ferm.

 

Niedawno wystartował nowy portal na narodowej scenie – Nowy Ład, któremu bardzo kibicuję, pojawiło się tam już kilka ciekawych tekstów, jednak obrona czegoś tak obrzydliwego jak futrzarstwo, i to już na drugi dzień po premierze, bardzo źle wróży. Ponieważ znam osobiście dużą część jego redakcji, zresztą profutrzarski tekst na ich łamach jest jednym z powodów, dla których powstał ten artykuł, pozwolę sobie zaapelować do kolegów z NŁ – Nie idźcie tą drogą! Naprawdę nie ma sensu bronić branży barbarzyńskiej, której nikt poza garstką konfederatów nie szanuje, której wspieranie jest nie tylko wątpliwe moralnie (delikatnie mówiąc), ale także nie przysporzy Wam sympatyków. Ludzie naprawdę uwrażliwili się na krzywdę zwierząt i patrzenie na nią nie sprawia nikomu normalnemu przyjemności, wręcz przeciwnie, budzi obrzydzenie. Co więcej, branża futrzarska skazana jest na wymarcie – przytaczałem tutaj dane liczbowe, jak bardzo skurczyły się jej dochody. Na całym świecie ludzie rezygnują z futer, wkrótce również zamożne Chinki i Rosjanki nie będą chciały odstawać od swoich koleżanek z Zachodu. Często słyszymy od konfederatów, że „są za zakazem futer, ale to wtedy, kiedy Polak będzie ostatnim producentem”. No cóż, naprawdę nie rozumiem, po co być tym, który gasi światło, ostatnim rezerwatem barbarzyństwa. Zresztą, te marne grosze spowodują olbrzymie straty wizerunkowe – Polska będzie jawiła się jako jedyne państwo, pozwalające na proceder, który cały świat dawno porzucił jako barbarzyński. Wbrew pozorom warto dbać o swój wizerunek w świecie.

 

Naturalne futra są piękne, ale na zwierzętach.

 

Maksymilian Ratajski

 

http://www.szturm.com.pl/index.php/miesiecznik/item/911-maksymilian-ratajski-czy-ekologia-jest-lewacka

http://archive.is/20140706083344/http://www.iop.krakow.pl/gatunkiobce/default.asp?nazwa=opis&id=111&je=pl

https://www.onet.pl/informacje/onetwiadomosci/krwawy-biznes-futerkowcow-film-janusza-schwertnera/

https://nowyobywatel.pl/2011/01/27/spoleczna-organizacja-ochrony-przyrody/

https://nowyobywatel.pl/2013/07/26/z-polska-zrosniety-w-stulecie-kultury-a-natury/

https://narodowcy.net/mlodziez-wszechpolska-wybrala-patrona-2019-roku/