środa, 30 wrzesień 2020 20:47

Michał Ostrzycki - Futerkowa kompromitacja pseudonacjonalistów

Poniższy artykuł jest moją subiektywną opinią i oceną zdarzeń mających miejsce ostatnimi czasy. Jest on krótki, rzeczowy, i dosyć pretensjonalny. Zdecydowałem się na taką jego formę, gdyż mam świadomość, iż wiele osób z środowiska narodowego nadal ma problem z wyrobieniem sobie stanowczej opinii na temat omawianej w nim sytuacji, a tekst w takiej postaci zwięźle i dosadnie wyjaśnia najważniejsze aspekty owej sprawy.

 

Kiedy piszę ten artykuł, jest połowa września 2020 roku. PiS w końcu wziął się za jakiekolwiek rozwiązanie problemu prosperowania w Polsce ferm zwierząt futerkowych. Jest to problem o tyle istotny, że w chwili obecnej pozwala się na wyzysk zwierząt futerkowych, który jest dla nich niewiarygodną wręcz męczarnią. Nie ma właściwie żadnych regulacji, a wszystko dzieje się przy społecznym przyzwoleniu i w imię podłego zysku. Podlejszego o tyle, że z hodowli futerkowych nie pozyskujemy jako ludzie nic, co byłoby nam niezbędne do życia. Zapowiedziany został więc surowy zakaz hodowli futrzaków co wywołało ogromne oburzenie i falę sprzeciwu.

 

Zdawać by się jednak mogło, że w takim razie nie ma się już czym martwić. Wszystko jest w porządku, bestialstwu zostanie już niedługo położony kres, a nacjonaliści i futrzaki mogą spać spokojnie pomimo lamentów, krzyku i płaczu czy to z lewej czy też z prawej strony sceny politycznej. Coś jest jednak nie tak. Najgłośniejszy sprzeciw słychać ze strony osób, które nazywają siebie nacjonalistami. Osób, które ramię w ramię z kapitalistami (już nie pierwszy raz zresztą) opowiadają się za barbarzyństwem wobec naszych futrzastych braci mniejszych. Mowa tu oczywiście o Ruchu Narodowym i środowisku Konfederacji, do których ochoczo przyłączają się inni pseudonacjonaliści.

 

Tak, pseudonacjonaliści. Tym razem dali jasny popis tego kim są oraz po której stronie barykady stoją. Niestety, ale w obecnej sytuacji nie można ich inaczej nazwać. Nacjonalizm polega na stawianiu dobra Narodu na piedestale wartości życiowych, na pierwszym jego miejscu. Jednym z głównych filarów tej idei jest dbanie o narodową spuściznę, dorobek, bogactwo. Tym wszystkim jest chociażby natura czy stan moralności społecznej. Ci, którzy zwą się narodowcami i nie są przy tym bezczelnymi hipokrytami, brzydzą się bestialskim wyzyskiem zarówno ludzi jak i zwierząt. Jak widać nie brakuje jednak tych bezczelnych hipokrytów. Tych, którzy oburzają się, gdy słyszą o planowanym zakazie. Wprost bowiem opowiadają się za męką dla zwierząt futerkowych. W imię czego? W imię zysku! Bo przecież argumentują swą postawę głównie faktem, że na tym barbarzyńskim wyzysku zarabiają polscy przedsiębiorcy, państwo polskie. Już sama idea takiego okrucieństwa wobec zwierząt dla zysku finansowego jest obrzydliwa, jednakże ich nie obchodzi nawet to, że owe zyski są mikroskopijnie małe, a same futra nie są już ludziom w żadnym stopniu niezbędne do egzystencji czy też prawidłowego rozwoju. Otwarcie więc postulują kontynuowanie tego horroru dla zwierząt futerkowych, tylko i wyłącznie w celu nikłego zarobku związanego z niepotrzebnymi już ekskluzywnymi towarami, kosztem utraty moralności. Mało tego, przy całej tej farsie, wycierają sobie mordy Biblią i wiarą katolicką. Zasłaniają się tym, że zwierzęta przecież mają według Pisma Świętego służyć człowiekowi, okazując tym samym zupełny brak zrozumienia tekstu źródłowego w tej kwestii, bowiem wyżej wymienione motywacje w żaden sposób nie usprawiedliwiają wyzysku zwierząt, które przecież także są dziełem Boga. Komediowym aczkolwiek, o zgrozo, jednym z innych najczęściej wyciąganych przez nich na stół argumentem (jeśli nie pierwszym w hierarchii częstotliwości) jest gadka o tym, że przecież jeśli zamkniemy fermy futerkowe w Polsce to owy biznes i tak przeniesie się za granicę, w tym przypadku na Ukrainę. Tak, i co z tego? Wtedy to będzie już moralny problem Ukrainy.

 

A jeśli tak bardzo zależy wam pseudonacjonaliści na tym, aby kręcić w Polsce biznes nie zważając przy tym na jakiekolwiek na aspekty moralne, to może od razu zacznijcie od całkowitej legalizacji aborcji? W końcu będą z tego zyski w Polsce, a jeśli klinik aborcyjnych tutaj zabraknie, to biznes przeniesie się za granicę.

 

Cóż może być następnego? Na co wpadną nasi pseudonacjonaliści w przyszłości? Z tak wiotkim kręgosłupem moralnym nie zdziwiłbym się, gdyby niedługo w imię zysku zaczęli popierać handel narkotykami, eutanazję, aborcję czy prostytucję, choć tę ostatnią już coraz śmielej sami zdają się uprawiać, polityczną rzecz jasna. To właśnie postawa tak wiotkiego kręgosłupa wśród środowisk konserwatywnych doprowadziła do sytuacji jaka panuje na zachodzie. Skromnie pozwolę sobie przypomnieć, że nacjonaliści mają obalić kapitalizm, a nie wspierać ten obrzydliwy system z uśmiechem na twarzy i portfelem w jednej dłoni a biczem w drugiej.

 

Na koniec tego artykułu dodam, że ostre słowa w nim użyte nie miały na celu nikogo urazić personalnie. Są to wyrażenia mające obrazować stanowczą pogardę i wielką krytykę wobec haniebnej postawy pewnych osób budujących wizerunek naszego nacjonalistycznego środowiska. Tekst ten pisałem z nadzieją, że pozwoli on części osób zrozumieć swój błąd i powrócić na łono narodowego aktywizmu ideowego. Jest to o tyle ważne, że niestety spora grupa ludzi ze środowiska nacjonalistycznego ślepo podąża za Ruchem Narodowym czy Konfederacją oraz farmazonami jakie płyną z ust ich polityków.

 

Michał Ostrzycki