poniedziałek, 31 sierpień 2020 00:07

Maksymilian Ratajski - Rewolucja dzieje się na naszych oczach

Michał zwany Margot sprawił, że w dwóch kolejnych numerach Szturmu zajmuję się tą samą tematyką. Nie jestem z tego powodu szczęśliwy, jednak w chwili obecnej nie ma w Polsce ważniejszego tematu.

 

Margot został zatrzymany, potem wypuszczony, więc pewien swojej bezkarności, będzie radośnie kontynuował działalność przestępczo-kabaretową. Przy okazji udało mu się zostać bohaterem oraz męczennikiem wolności i tolerancji. Lewicowo-liberalne media z Onetem na czele informowały o „prześladowaniach aktywistów”, relacjonowały losy pięćdziesięciokilogramowego chuligana podającego się za kobietę i instruowały jak zwracać się do „osób niebinarnych”. Z powodu mówienia o Michale w rodzaju męskim, Piotr Jedliński musiał pożegnać się ze stanowiskiem prezesa radia byłych dziennikarzy Trójki. Ludzie masowo zaczęli wstawiać na fejsbuka zdjęcia z tęczowymi nakładkami. Do tego wiele manifestacji i akcje wieszania tęczowych szmat na kolejnych pomnikach, a także krzyżu na Giewoncie. Obserwujemy bardzo ciekawe zjawiska – usprawiedliwienie, a wręcz pochwałę przemocy przez media głównego ścieku – najpierw wybielano bandytyzm Black Lives Matter, a teraz Michał zwany Margot i jego koledzy niszczący „homofobiczne” furgonetki stali się bohaterskimi „aktywistami” i męczennikami za wolność. I pomyśleć, że jeszcze niedawno jakiekolwiek niepacyfistyczne działania to były „zbrodnie faszyzmu”.

 

Jako przedstawiciele szeroko pojętego ruchu narodowego musimy wyciągnąć lekcję z ostatnich lat - mniej ważne jest to, kto aktualnie sprawuje władzę, znacznie istotniejsze kto potrafi narzucić swoją narrację. Od pięciu lat w Polsce rządzi centroprawica, przez większość tego czasu na Wiejskiej nie było w ogóle lewicy. Tymczasem to liberalna lewica przejęła rząd dusz w społeczeństwie. Udało im się wmówić ludziom, że zagrożone są prawa kobiet, a tęczowe mniejszości cierpią straszliwe prześladowania ze strony faszystów, Kościoła i autorytarnego PiS-u.

 

Jeszcze niedawno można było spotkać się z opiniami, że „w Polsce obecnie nie toczy się wojna światopoglądowa, a jedynie ekonomiczna”, ciężko o większą bzdurę. Owszem pewne procesy zachodziły u nas wolniej, ale nieustannie. Obecnie mamy do czynienia z ofensywą na olbrzymią skalę, przyjrzyjmy się jednak przyczynom zmian, które zaszły w polskim społeczeństwie na przestrzeni ostatnich lat. Tu widzimy jedną z przyczyn obecnego sukcesu naszych przeciwników – kilka lat zastoju kontr, wtedy gdy były one najbardziej potrzebne, podczas czarnych protestów i wzrostu popularności tęczowych parad. Trend ten zmieniły dopiero Białystok i obrona Jasnej Góry.

 

Warto czasem przyjrzeć się serialom nadawanym przez największe stacje telewizyjne. Nie dlatego, żeby posiadały jakąkolwiek wartość artystyczną, ale dlatego, że bardzo często niosą w sobie potężną dawkę propagandy, która kształtuje myślenie statystycznego Kowalskiego. Wszyscy kojarzymy polsatowską „Rodzinę zastępczą”, oswajającą ludzi z nieeuropejskimi „Polakami”, następnie TVN pokazywał „Julię”, w której jednym z głównych wątków były losy wyjątkowo pozytywnie ukazanej pary młodych panów. Obecnie TVPiS nadaje w najlepszym czasie antenowym serial „Barwy szczęścia” z wzorową „rodziną” tworzoną przez naukowca i piłkarza. Miliony Polaków widzi w telewizji, że pewne wzorce i zachowania są „normalne”, a homoseksualista to już nie obrzydliwy pedał, a miły i wykształcony gej.

 

Przyjrzyjmy się narracji najpopularniejszych portali internetowych, na przykładzie niezawodnego Onetu. Codziennie na stronie głównej widzimy doniesienia o „osobach LGBT” ich „normalności”, „prześladowaniu”, wsparciu od „celebrytów”, oraz samych „celebrytach” o specyficznych upodobaniach. Skoro największe media w Polsce pokazują codziennie, że coś jest „normalne” i „pozytywne”, to w odbiorze społecznym takie będzie! Wieloletnia tresura medialna przygotowała społeczeństwo na współczucie „prześladowanemu” Margotowi.

 

Również prawica ma swój udział w zwiększaniu społecznej akceptacji dla tęczowych i „czarnych Polaków”. Przypomnijmy promowanie „prawicowego geja”, któremu nie podoba się wiele rzeczy robionych przez tęczowych hunwejbinów, a także pewnego prawicowego murzyna (czy raczej mulata) przedstawianego jako wzór polskiego patrioty. Do tego dochodzi wyjątkowo przeciętny ex-bokser rodem z Nigerii, przedstawiany jako Polak i patriota. Prawica (i niektórzy narodowcy) panicznie bojąc się łatki radykałów i nietolerancyjnych przyjmuje postawę kapitulacji.

 

Chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt, wspólny dla wszystkich społeczeństw, w których dokonała się tęczowa rewolucja, mianowicie laicyzację. Stopniowe odchodzenie ludzi od religii i jej nakazów moralnych, pozbawia ich kręgosłupa. Owszem można być ateistą lub agnostykiem i cechować się wysoką moralnością i odpornością na postulaty libertynów. Jednak nie można nie zauważyć, że to właśnie religia (katolicka, prawosławna lub islamska, bo protestantyzm lubi akceptować różne „nowinki” i nikogo już nie dziwi „biskupka” lesbijka popierająca aborcję) stanowi mur chroniący społeczeństwa przed wynaturzeniami, stawiając określone zasady moralne i normy postępowania. Dlatego to Kościół Katolicki jest głównym wrogiem, którego zwalczają liberalni lewacy, mając świadomość, że stoi na przeszkodzie postulowanym przez nich zmianom społecznym. Stąd też zohydzanie religii, wmawianie ludziom, że zabiera ona wolność, nagłaśnianie każdego przypadku złego postępowania jakiegokolwiek księdza i przedstawianie Kościoła jako ciemięzcy. W ostatnich latach widzimy zdecydowany spadek religijności Polaków i nieprzypadkowo łączy się to ze wzrostem akceptacji dla tęczowych i aborcji.

 

„Żeby zło zwyciężyło wystarczy bierność ludzi dobrych”. Rewolucja czarnego protestu i Margota nie byłyby możliwe gdyby spotkały się ze zdecydowaną kontrakcją. Jednak zmiany w myśleniu ogółu społeczeństwa zaczęły się znacznie wcześniej, pierwsze parady odbywały się piętnaście lat temu, wówczas spotykały się z bardzo udanymi kontrami, nie mogły też liczyć na wsparcie lokalnych władz – potrafił ich zakazywać prezydent miasta z Platformy, a decyzję podtrzymywał wojewoda z SLD. Dzisiaj sytuacja nie do pomyślenia, włodarze miast z największej partii opozycyjnej pojawiają się na tego typu wydarzeniach i obejmują je patronatem. Przez ten czas mogliśmy obserwować totalną bierność prawicy i środowisk katolickich. Z czego wynikał ten brak zaangażowania i woli walki?

 

Kościołowi Katolickiemu nie możemy zarzucić akceptacji wobec wynaturzeń. Owszem, szczególnie w Niemczech nasilają się pewne bardzo złe trendy, jednak nauka w kwestii seksualności i moralności pozostaje bez zmian. Natomiast widzimy straszliwą bierność, brak inicjatywy i odwagi (tak samo jak podczas czarnego protestu), owszem niektórzy księża potrafią powiedzieć pewne rzeczy głośno, a arcybiskup Jędraszewski wykazuje postawę godną najwyższego szacunku, nie zmienia to jednak faktu, że wobec trwającej wojny kulturowej, w której przeciwnik obsesyjnie nienawidzi chrześcijańskiej moralności i Kościoła Katolickiego należałoby wymagać od hierarchów zdecydowania. Niestety, ale dzisiaj nie ma już prymasa Wyszyńskiego, o. Maksymiliana Kolbego czy ks. Popiełuszki! Polskiemu katolicyzmowi brakuje wielkich postaci będących naturalnymi liderami.

 

Tutaj dochodzimy do jednej z głównych przyczyn obecnej katastrofy - „dobroludzizmu”. Postawy bardzo rozpowszechnionej, niestety również wśród katolików. „Trzeba być dobrym człowiekiem, nikogo nie nienawidzić, z nikim nie walczyć, przecież oni chcą tylko normalnie żyć”... To plus brak chęci do zaangażowania w sprawy społeczne należy zaliczyć do głównych słabości współczesnych katolików świeckich (i niestety także sporej części duchownych). Nie wystarczy być dobrym człowiekiem i kochać bliźniego! Niestety, ale idea „Ecclesia militans” została zapomniana. Należy uświadomić środowiskom katolickim, że jeżeli nie staną do walki, nasilą się profanacje kościołów. Przypominać przy każdej możliwej okazji tęczową „aureolę” na wizerunku Matki Boskiej Częstochowskiej, „cipkomaryjki”, tęczową szmatę na pomniku Chrystusa czy parodię Mszy Świętej na warszawskiej paradzie równości.

 

Wojnę przegramy jeżeli nie uda nam się zmobilizować do walki szerszych mas społeczeństwa. Jeżeli na kontrach w dalszym ciągu pojawiać się będą tylko nacjonaliści i nieliczni kibice, będziemy pokazywani jako garstka ekstremistów i będzie to prawda. Łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić. W jaki sposób przekonać ludzi przyzwyczajonych do bierności, żeby zaczęli działać? Tego nie wiem.

 

Bardzo podoba mi się inicjatywa „Milczącej większości” - estetyczne bilbordy w dobrej lokalizacji, bez epatowania nacjonalizmem. Bardzo ładnie i normalnie to wyglądało, szkoda, ze tak późno i póki co na niewielką skalę. Dlaczego podoba mi się brak epatowania nacjonalizmem? Walka toczy się o znacznie większą stawkę niż promocja poszczególnych organizacji, naszym celem musi być dotarcie z przekazem do tak zwanych „normików”, a w tym falanga i celtyk przeszkadzają. Musimy odzyskać utraconą po 2015 zdolność mobilizowania ludzi. Na pewno nie pomaga w tym chęć zostania „celebrytami”, aż nazbyt widoczna u niektórych „liderów”. Jeżeli tak zwani „normalni ludzie” mają się zaangażować w protesty, to nie mogą być one kojarzone z jakimś samozwańczym „wodzem” z Rot. 

 

Kończąc chciałem zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt – nie możemy różnicować przeciwnika, twierdzić, że „w sumie z niektórymi z nich da się rozmawiać, dajmy im jakąś namiastkę związków partnerskich, albo nie przeszkadzajmy w paradach”, właśnie taka postawa leży u źródeł ich sukcesu.  Sprawdza się tu stare przysłowie - „dasz palec, a wezmą całą rękę”. Nie pozwólmy, aby ludzie wierzyli, że oni są „biedni i prześladowani”. Są wyjątkowo agresywną grupą, która nie ponosi żadnej odpowiedzialności za swoje czyny. Czy ich prześladuje policja? Każdy kto choć raz był na Marszu Niepodległości za „starych dobrych czasów” wie jak wygląda prawdziwa brutalność policji, wiedzą to też strajkujący kilka lat temu górnicy. Z nimi policja się cacka. Jak wyglądają prześladowania ze strony służb PiS-u? Margot tego na pewno nie wie, za to nacjonaliści mogli się o tym przekonać przed 11 listopada. Czy prześladowaniem jest zamknięcie recydywisty płci męskiej w męskim areszcie?

 

Jedno jest pewne – jeżeli teraz nie uda nam się zmobilizować mas katolików i konserwatystów do walki – za kilka lat tęczowi będą mogli adoptować w Polsce dzieci. Już teraz określenie ich za pomocą nazwy części napędowej roweru jest „zbrodnią”, bardzo sprawnie narzucono społeczeństwu „tolerancję”, czyli bezwarunkową akceptację ich stylu życia, bez prawa do krytyki. Wystarczyło ledwie nieco ponad dziesięć lat.

 

 

Maksymilian Ratajski