wtorek, 30 czerwiec 2020 19:59

Grzegorz Ćwik - Nie klękajcie przed nimi

Cieszcie się i radujcie póki możecie i macie czas. Zapamiętujcie prawdziwe emocje i bodźce, póki nie zostały uznane za „rasistowskie” i „dyskryminujące”. Rewolucja bowiem rozlewa się coraz szybciej nie tylko na USA, ale i wirus BLM dotykać zaczyna także krajów Europy. U nas wprawdzie jeszcze społeczeństwo nie jest tak przeżarte fetyszem całowania brudnych butów i przepraszania za winy innych, jednak sytuacja we Francji, Szwecji, Niemczech czy Wielkiej Brytanii nie napawa do optymizmu. O ile zwykle dystansuję się od porównań z bolszewickimi i komunistycznymi wzorcami, to tutaj właściwie nie ma wątpliwości. BLM to nic innego jak przeniesienie klasowych postulatów roku 1917 na płaszczyznę rasową i etniczną. BLM to wojna wypowiedziana białemu człowiekowi, jego historii, spuściźnie i dorobkowi. To także zamach na naszą kulturę – tak jak w Polsce po 1944 roku cenzurowano sztukę „burżuazyjną” i autorów „faszystowskich”, tak teraz coraz bardziej histerycznie usuwa się wszystko co „rasistowskie”. Kolejne odcinki seriali i całe seriale, filmy, książki, wreszcie pomniki są niszczone i cenzurowane. Nikt nie pomyślał oczywiście by ocenzurować rasistowskie utwory Ice Cube’a, lub zwrócić uwagę na publiczne nawoływanie do ataków na białych, jakie padały z ust działaczy BLM. Oczekiwanie symetrii jest tutaj absolutnie naiwne. Nie o to przecież chodzi progresywistom, czerwonym obleczonym w łatki walki o równość ras czy liberałom, którzy przy typowym dla liberałów imbecylizmie skłonni są do plucia na wszystko, co normalne.

South Park, Przyjaciele, Przeminęło z wiatrem – to wszystko rasizm. Kościuszko, Churchill, Cezar – rasiści. Na krajowym poletku niepełnosprawni intelektualnie chcieli politycznej cenzury dla młodzieżowej powieści Sienkiewicza „W pustyni i w puszczy”. I nie łudźmy się, to dopiero początek. Nie tak dawno na łamach „Szturmu” pisałem, że nasi wrogowie nienawidzą śmiechu i poczucia humoru, a w gruncie rzeczy nienawidzą normalnych emocji. Dlatego też z typowo komsomolskim zacietrzewieniem gotowi są zakazać wszystkiego, każdego filmu, serialu czy książki i ostatecznie pozostawić nam do obejrzenia co najwyżej odpowiednio zaangażowany film o białych rasistach i uciskanych czarnych. Prawda zaś w tym wszystkim jest najmniej istotna, liczy się propaganda i legenda. Spójrzmy na to, od czego się zaczęło. Ciężko naćpany, chory na koronawirusa i mający ogólnie bardzo zły stan zdrowia kryminalista i aktor porno umiera podczas policyjnej interwencji. Natychmiast człowiek ten zostaje wzięty na sztandary, pochowany zostaje w złotej trumnie (sic!), wszędzie słyszymy jak to nasz dobry ziomek dindu nuffin chciał zacząć właśnie nowe życie. Rzadziej się już wspomina, że to nowe życie zacząć chciał po kilku wyrokach, w tym jeden dostał za napaść rabunkową z bronią na kobietę w ciąży. No cóż – jaka rewolucja, taki „bohater”. Co ciekawe autopsja zwłok Georga wykazała brak poważnych uszkodzeń krtani. Ten gość nie udusił się, a zwyczajnie zszedł ze względu na połączenie ogromnej ilości prochów w organizmie, zainfekowania groźną chorobą i ogólnego złego stanu zdrowia (głównie efekt narkomanii).

                O tym jednak mało się mówi, zewsząd widzimy zaś etnicznych masochistów całujących czarnym buty, noszących koszulki „so sorry” i klękających przed potęgą czarnej kultury. Czym ta potęga się objawia właściwie nie wiadomo, bo jakimś dziwnym trafem to biali niewolili czarnych, a nie na odwrót. Abstrahuję tu już od moralnej oceny tego faktu, ale to że w ogóle czarni są w Ameryce to też zasługa białych. Gdyby nie ci, w dalszym ciągu żyliby w Afryce subsaharyjskiej na poziomie średnio zaawansowanego plemienia, który to okres Europa zakończyła tysiąc lat temu. To europejskie, białe Narody stworzyły ogromną cywilizację, która stała się na długi okres przodującą na całym świecie. To biały człowiek odkrywał inne kontynenty, to biały człowiek poleciał na Księżyc, to biały człowiek odpowiada za większość przełomowych odkryć naukowych.  To jest rzeczywistość, której zwolennicy BLM nie są w stanie zmienić, choć oczywiście robią dużo by ją zakłamać lub zwyczajnie przemilczeć.

                Mówi się o równości, tymczasem cała ta równość to równanie w dół i nienawiść do wszystkiego co silne, piękne i wzniosłe. W imię równości chce się zniszczyć całą naszą kulturę i zastąpić ją… no właśnie, czym? Całkowitym wypłyceniem całej kultury do tego jednego kryterium – „rasizmu”? Nieważne kim był dany twórca czy autor, jak ogromny miał wkład do kultury i ludzkiego dorobku. Jeśli chociaż raz w życiu uśmiechnął się oglądając rasistowski gag w „Świecie według Bundych” należy go zakazać, ocenzurować, wpisać do indeksu dzieł zakazanych.

                Śmiać można się prawie ze wszystkiego. Także ze stereotypów płciowych, narodowych, kulturowych i etnicznych. Generalnie spora część poczucia humoru opiera się na takich czy innych stereotypach – i nie ma w tym nic złego. Przecież zaśmianie się z wątku murzyna w serialu „Alternatywy 4” nie oznacza od razu afirmacji niewolnictwa. Tego nie są w stanie pojąć liberałowie i nowolewicowcy, którym nie dano umiejętności śmiania się. Jedyne co potrafią to zagryźć zęby z irytacji nad „przemocowością” i w imię swojej wolnościowej ideologii obmyślać kolejne formy cenzury i zakazywania samodzielnego myślenia. W końcu na tym polega liberalizm.

                Czarek żartujący z murzynów, Azjatów, kobiet, gejów, lewicowych polityków, prawicowych zresztą też, księży, dzieci? Al Bundy strojący sobie żarty z kobiet, feministek, murzynów? Zapomnijcie o tym. To, że oba te seriale dochrapały się miana kultowych, osiągały rekordowe oglądalności, cieszyły się popularnością wśród wszelkiej maści widzów nie ma znaczenia. Znaczenie ma to, że są grupy świętych krów, z których żartować nie wolno. Nie wolno też krytykować, oceniać, najlepiej od razu uklęknąć i ucałować buty. Przecież jesteś winny lub winna niewolnictwu i wszelkich zbrodni, zarówno tych historycznych jak i zupełnie wydumanych. Dziś w każdym dużym mieście Europy zachodniej i północnej znajdzie się lokalny George Floyd na dowolnym winklu dzielnic zamieszkałych przez kolorową najeźdźczą ludność spoza naszego kontynentu. Ćpun, bandyta, złodziej, aktor porno, ale przede wszystkim bohater wszelkiej maści etnicznych masochistów i ojkofobów. Gdy naszymi bohaterami są żołnierze, dowódcy, politycy, władcy, naukowcy i odkrywcy, bohaterem liberalnej lewicy jest człowiek, którego śmierć z przedawkowania narkotyków oraz koronawirusa przypadkowo zbiegła się z policyjną interwencją. Wydać się może wręcz zamierzone, że taki człowiek brany jest na sztandary jako ikona antyrasizmu, w czasie gdy pomniki prawdziwych bohaterów są niszczone na całym świecie. Kościuszko, Churchill, Cezar? Dla nich miejsca w przestrzeni publicznej nie ma. Na 4-krotnie skazanego kryminalistę, uzależnionego od prochów i grającego w kinie pornograficznym klasy  D znajdzie się bez problemów. Propagowanie odrażających postaci jego pokroju to naplucie w twarz każdemu człowiekowi, który wierzy w sprawiedliwość i jakąkolwiek praworządność. To stwierdzenie nam, białym ludziom wprost: „najgorszy czarny degenerat jest dla nas lepszy niż dowolny biały, który zmienił losy historii”. Wyświęcenie Georga na świętego antybiałej rewolty to manifest rasowej nienawiści do każdego mającego białą skórę.

                Nie kajajcie się, nie przepraszajcie, nigdy przed nimi nie klękajcie. Nie mamy powodu do tego, nie wolno nam wręcz paść na kolana przed tymi, którzy nienawidzą nas i pragną naszego unicestwienia. Nie oczekujcie pojednania, litości ani braterstwa. Im nie chodzi o to, a o to by zamienić nas w niewolników. Mamy być zniewoleni przez cenzurę, polityczną poprawność, zakaz samodzielnego myślenia, napiętnowanie każdego kto zechce posłużyć się zwykła logiką w celu wypunktowania wrogiej nam ideologii. Metody jakie stosuje antifa, murzyńskie gangi, wielkie koncerny, media niewiele się różnią od tych stosowanych przez bolszewików. Jedni zajmują się sianiem rasistowskiego, antybiałego terroru na ulicy, inni usprawiedliwiają to i przesuwają barierę neomarksistowskiej tyranii coraz dalej w przestrzeni publicznej.

                Wymazywane są kolejne twory naszej kultury, kolejne osoby, kolejni celebryci prześcigają w publicznym poniżaniu siebie i swego dziedzictwa. Powtórzę to: nie przepraszamy, nie mamy za co! To dzięki nam do czarnych krain Afryki dotarła cywilizacja, to na naszych uczelniach czarni poznali idee samostanowienia, wreszcie to nasze kraje obecnie najeżdżają i zasiedlają. Skoro już nasi wrogowie tak bardzo chcą przepraszać, może pora uklęknąć i przeprosić za zbrodnie komunistów w Polsce, Europie i na całym świecie? Może wszelkie antyfaszystowskie grupy społecznego gamoństwa zamiast wspominać kryminalistę i narkomana wspomną „Inkę”, „Nila” albo Pileckiego? To są prawdziwie bohaterskie życiorysy. Oczywiście, wiemy dobrze, ze tak się nie zdarzy, a wspomniane postacie przez antyfaszystów nazywane są „reakcyjnymi żołnierzykami” albo „leśnymi bandytami”. A to przecież ideowi przodkowie antify, wszelkich skłotersów i ośrodków monitorowania siedzieli w katowniach UB i NKWD i naszych bohaterów torturowali do nieprzytomności, byleby tylko uzyskać przyznanie się do winy. Do winy, której na imię było… „faszyzm”. Przypominam Wam to coś? Nas, białych, też dziś terroryzuje się, by wmówić nam, winy jak właśnie „faszyzm”, „rasizm” czy „ksenofobia”. Nie jesteśmy wprawdzie torturowani, co wynika po prostu z faktu, że obecne metody lewicy i liberałów są dużo skuteczniejsze niż prostackie bicie po twarzy czy wyrywanie paznokci. Tego dopuszczać się mogli ojcowie Michników, Cimoszewiczów, Kwaśniewskich i innych pogrobowców komunizmu w Polsce. Obecnie, w dobie mediów, Internetu i perfekcyjnej socjotechniki, nie trzeba sięgać po takie metody. Wystarczy, że od czasu do czasu ten czy inny przypadkowy chłopak zostanie zakatowany w umyślny sposób na komendzie – tak jak choćby Igor Stachowiak. O nim jakoś lewicowe bojówki i Krytyki Polityczne zapomniały. Doskonale bowiem wiedzą, że neoliberalny system którego bronią potrzebuje od czasu do czasu pokazać, że też potrafi bić w pysk. Tak więc obywatelu miej się na baczność, bo jak nie antifa, to milicja albo bezpieka wytłumaczy Ci, na czym polega „biały przywilej”.

                Nie mamy za co się wstydzić, za co przepraszać ani jakiegokolwiek powodu, aby uklęknąć. Z jednym wyjątkiem. Przyjrzyj się dobrze tym, którzy stoją przed Tobą. Lewica, liberałowie, antyfaszyści, skorumpowani politycy i sprzedajne media, lewicowi i prawicowi neoliberałowie. Widzisz ich? Dobrze. Oceń dystans. Wyrównaj oddech. I uklęknij. Tak jak król Leonidas w termopilskim wąwozie. I uśmiechnij się. Nigdy nas nie pokonają.

                Stilios!

 

 

Grzegorz Ćwik