Wydrukuj tę stronę
sobota, 29 luty 2020 16:05

Katarzyna Ślusarz - Kapłani

Dla wielu żołnierzy polskich walczących w czasie II wojny światowej oraz w okresie drugiej konspiracji celem było służyć Bogu i ojczyźnie.

 

Wystarczy przywołać postaci takie jak Witold Pilecki ps. Witold, czy Łukasz Ciepliński ps. Pług, dla których nieodłącznym elementem w służbie dla Polski była wiara.

 

Rotmistrz Pilecki znany ze swej pobożności i poświęcenia dla ojczyzny był współautorem odezwy ,,Do działaczy młodzieżowych”, która była rozpowszechniana przez rotmistrza Pileckiego pod koniec 1946 r. i na początku 1947 r. Zdjęcie tego dokumentu znalazło się wśród 71 klisz, które Rotmistrz wysłał do II Korpusu Andersa. Na uwagę zasługuje religijny charakter tej odezwy, według której młodzież należy wychowywać w duchu katolickim
i narodowym.

 

Łukasz Ciepliński, dowódca IV Zarządu Głównego WiN również żył sławiąc imię Boga i ceniąc sobie ojczyznę. Wiedząc, ze nadchodzi jego koniec, tak pisał do swej żony: Wisiu, siedzę w celi śmierci. Śmierci nie boję się zupełnie. Żal mi tylko Was, sieroty moje najdroższe (…). Wiem, że myślą, sercem i modlitwą jesteś stale przy mnie. ODCZUWAM TO. Widzę wówczas Twoją zbolałą buzię na procesie. Ty znasz mnie najlepiej, dlatego musiałaś boleć słysząc te kłamliwe, prowokacyjne i krzywdzące mnie zarzuty. Bądź Wisiu dzielna. Przejdź nad cierpieniem z godnością i spokojem i wiarą w sprawiedliwość Bożą. Tylko nam ona została. Cel Twój i zadanie to Andrzejek i wierzę, że go wychowasz na człowieka, na Polaka i na katolika, że przekażesz mu swoje wartości duchowe i silnie zwiążesz ze mną i ideą, dla której żyłem.

 

Trzeba tu jednak wspomnieć także kapłanów, którzy byli w tym trudnym czasie podporą moralną żołnierzy. Jako kapelani polowi sprawowali msze dla oddziałów leśnych, głosili
z ambony poparcie i agitację dla walczących rodaków. Wiązało się to jednak z ryzykiem, zarówno ze strony okupantów w czasie wojny, jak i dla służb komunistycznej Polski.

 

Ich poświęcenie i wsparcie przypłacali niejednokrotnie torturami, a nawet życiem.

 

Rejon świętokrzyski w okresie wojny i po jej zakończeniu krył w swoich lasach bardzo liczne grupy partyzanckie. Również kapłani czynnie udzielali się, wspierając walczące oddziały.

 

Na uwagę zasługuje postać księdza Stanisława Domańskiego, proboszcza parafii w Siennie
w obecnym województwie mazowieckim.

 

Stanisław Domański urodził się 10 maja 1914 roku. Urodził się w rodzinie rolniczej
w Strzyżowicach, wiosce niedaleko od Opatowa nieopodal Gór Świętokrzyskich.

 

Młody Stanisław wychowywany był w atmosferze pobożności i patriotyzmu. Uwielbiał podróżować po górach, uprawiał sport, był bardzo aktywny i przyjacielski. Działał w Związku Harcerstwa Polskiego. Postanowił zostać księdzem za sprawą dyrektora Gimnazjum Koedukacyjnego im. Bartosza Głowackiego w Opatowie, charyzmatycznego księdza Antoniego Prugela.

 

W 1934 roku wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Sandomierzu. Po ukończeniu Seminarium został wikariuszem kościoła pw. św. Zygmunta w Siennie. Parafianie szybko przekonali się do nowego proboszcza, który okazał się być aktywnym społecznikiem, włączającym się do życia lokalnej wspólnoty. Słynął z doskonałych kazań, często nawiązujących do spraw politycznych kraju. II wojna światowa sprawiła, że nawołujący rodaków do oporu przed okupantem ksiądz Stanisław stał się duchowym przywódcą okolicznych mieszkańców.

 

Z czasem Domański zaczął również uczestniczyć w działaniach konspiracyjnych. Od roku 1941 był kapelanem Związku Walki Zbrojnej, to pod jego okiem zaprzysięgani byli nowi członkowie ZWZ-AK. Ksiądz Stanisław widywany był na Wykusie wśród żołnierzy Ponurego, zajmował się rozpowszechnianiem antynazistowskich ulotek, nasłuchem radiowym, aprowizacją leśnych oddziałów, roznoszeniem tajnej korespondencji, ukrywaniem osób poszukiwanych przez gestapo oraz ewidencjonowaniem aresztowanych, zaginionych i pomordowanych duszpasterzy. W lipcu 1944 roku mianowano go kapelanem wszystkich jednostek AK w obwodzie iłżeckim. Podczas akcji “Burza” przebywał z 1. Batalionem 3. Pułku Piechoty Legionów Armii Krajowej. Jesienią 1944 roku odznaczono go Krzyżem Walecznych.

 

Ksiądz Stanisław Domański, podobnie jak wielu Polaków nie wierzył w uczciwe zamiary Armii Czerwonej, wiedział, co niesie ze sobą reżim komunistyczny. Nie szczędził też słów ostrzegawczych swoim parafianom podczas kazań.

 

Nie mogąc znieść szerzącej się po kraju „czerwonej zarazy” wstąpił do organizacji “NIE”, antykomunistycznej struktury zarządzanej przez generała Augusta Emila Fieldorfa “Nila”. Kilka miesięcy później stworzyła własne ugrupowanie uważane za wchodzące w struktury ROAK, liczące około czterdziestu osób, którego członkowie wiedli podwójny żywot. Posiadali stałe miejsca zamieszkania i byli zwyczajnymi obywatelami, jednak systematycznie prowadzili działania przeciwko komunistycznemu reżimowi. Domański pozostawał także w kontakcie ze Zrzeszeniem “WiN“.

 

Ksiądz Stanisław, jako dowódca, ale i kapłan posługiwał się jedynie słowem. Działaniami zbrojnymi dowodził kapral Jan Wiśniewski “Sęp”, a wszystkie akcje przeprowadzano w duchu chrześcijańskiego miłosierdzia, oszczędzając życie przeciwników. W czasie akcji rozbrojono kilka posterunków milicji, uprawiano propagandę, w której padało m.in. hasło „Śmierć komunie!”.

 

Coraz to bardziej płomienne kazania księdza Domańskiego przeciwko komunie sprawiły, że komunistyczna agentura postanowiła zająć się niewygodnym kapłanem. W Sylwestra 1945 roku Domański wygłosił kazanie, które przelało szalę jego losu. Padły słowa: Daj nam, Boże, Polskę nie białą, nie czerwoną, tylko biało-czerwoną, a nad nią Orzeł Biały w koronie i Krzyż!

 

W nocy z 9 na 10 marca 1946 roku Domański i jego dwaj żołnierze, Józef Cielecki i Stanisław Dmuchalski, zebrani w domu Franciszka Stefańskiego w Eugeniowie zostali zaskoczeni przez 25-30 funkcjonariuszy UB i MO. Rozegrała się kilkugodzinna walka. Zginął  Dmuchalski, ks. Domański został ranny, mężczyźni poddali się pod groźbą spalenia domu przez UB.

 

W budynku spółdzielni gminnej w Siennie brutalnie skatowano Domańskiego, a następnie przewieziono do starachowickiego szpitala. Zmarł 10 marca 1946 roku w wyniku odniesionych ran.

 

Ksiądz Stanisław Domański nie był niestety jedynym zamęczonym księdzem w powiecie iłżeckim w marcu 1946 roku. Kilka dni po śmierci Domańskiego zamordowano młodego proboszcza Pętkowic, Jana Trojnara.

 

Urodził się 17 sierpnia 1907 roku. Pochodził on ze wsi Smolarzyny niedaleko Łańcuta z ubogiej rodziny rolniczej. Młody Trojnar wyemigrował do Sandomierza, gdzie ukończył zaliczył gimnazjum i Wyższe Seminarium Duchowne. Święcenia kapłańskie otrzymał 2 czerwca 1935 roku, a następnie pełnił funkcję wikariusza w sześciu prowincjonalnych parafiach. W sierpniu 1945 roku otrzymał posadę  proboszcza w miejscowości Pętkowice.

 

Był proboszczem prostodusznym, nie udzielał się politycznie, zamiast tego ciężko pracował.

 

14 marca 1946 roku do budynku plebanii w Pętkowicach wkroczyli według świadków czterej umundurowani funkcjonariusze UB.

 

Zeznania świadków wydarzenia brzmią:  (...) Uprzejmie komunikuję, iż dnia 14 marca 1946 r., między godziną 18.00 a 20.00 został zamordowany ks. Jan Trojnar w Pętkowicach przez czterech uzbrojonych złoczyńców w mundurach wojskowych. Około godziny 18.00, gdy proboszcz ks. Trojnar miał 3 parafian i pisał z nimi umowę, weszło czterech uzbrojonych do mieszkania. Dwóch z karabinami, a dwóch z rewolwerami. Odwołali księdza do kuchni i zażądali 20 tysięcy złotych. A gdy ten nie mógł im tego dać, lecz dał co posiadał. Usunęli tych trzech interesantów do drugiego pokoju. Kazali im się położyć na podłodze, przykryli różnymi nakryciami i kazali leżeć (...), pytali się księdza, do jakiej partii należy i jednocześnie zaczęli bić księdza. (...) zbitego księdza krzesełkami i zakrwawionego wyprowadzili do zabudowań gospodarczych, gdzie miał widocznie część pieniędzy. A później znów bili i kazali się myć z krwi i owijać głowę ręcznikiem. Słychać było często słowa księdza: 'nigdy' (...) Zbitego i prawdopodobnie omdlałego księdza na podłodze zastrzelono 2 strzałami w tył głowy. Jeden strzał z karabinu rosyjskiego, drugi z rewolweru. Zwłoki z wyrwanym mózgiem i rozbitą czaszką leżą na podłodze, bo milicja nie kazała ruszać do przyjazdu komisji. (...) Do wczoraj 17 marca wieczorem nie było jeszcze komisji i zwłoki leżą. Terminu pogrzebu ks. Dziekan nie określił (...). 

 

Zwłoki skatowanego młodego proboszcza przez tydzień leżały na miejscu zbrodni. Jego ciała nie złożono na cmentarzu w Pętkowicach, ale w Ostrowcu Św. Władze komunistyczne zagroziły, że jeżeli kapłan spocznie w Pętkowicach, jego grób zostanie wysadzony.

 

Pogłoski o śmierci ks. Trojnara podają, że padł ofiarą nienawiści dla kościoła katolickiego
i jego obstawania przeciwko władzom komunistycznym.

 

W 1947 roku Wojskowa Prokuratura Rejonowa w Kielcach umorzyła postępowanie przeciwko osobom podejrzanym o zabójstwo ks. Jana Trojnara. Jego oprawcy nigdy nie odpowiedzieli za ten bestialski i niczym nieusprawiedliwiony mord. 

 

Następcą Trojnara był ks. Julian Banaś, wikariusz z Bałtowa. Również jego którejś nocy odwiedziła grupa mężczyzn. Jeden z nich wszedł do budynku parafialnego, pozostali czekali na zewnątrz. Legenda głosi, że przebywającym na podwórzu ukazał się ks. Jan Trojnar, który zwrócił się do nich słowami: Czy jeden wam nie wystarczy?

 

Przerażeni mężczyźni uciekli nie robiąc nowemu proboszczowi krzywdy.

 

O osobie ks. Jana Trojnara zapomniano na ponad pół wieku. Jedynie jego rodzina, przyjaciele i najwierniejsi parafianie pielęgnowali pamięć o nim. Dziś badaniem życia i zagadkowej śmierci młodego proboszcza zajmują się duchowny rzymskokatolicki Janusz Bachurski
i historyk Grzegorz Sado.  W miejscu budynku starej plebanii, gdzie zamęczono ks. Trojnara, stoi od 2005 roku pomnik z tablicą pamiątkową.

 

W listopadzie 2018 roku Stowarzyszenie Ostrowieccy Patrioci zorganizowało zbiórkę na nowy pomnik nagrobny dla ks. Trojnara, w  kwietniu 2019 r. nowy pomnik został postawiony.

 

Obaj księża Domański i Trojnar są dziś uznawani za męczenników, którzy zginęli za wiarę
w Boga i w Polskę. Warto przytaczać ich postaci jako przykład tego, jak komunizm zwalczał, a i nawet teraz w dobie szkalowania kościoła i postaw patriotycznych piętnuje najważniejsze wartości.

 

 

 

 

 

Katarzyna Ślusarz