wtorek, 31 grudzień 2019 02:03

Filip Waligórski - 2020 Rokiem Rekonkwisty!

Nasze środowisko de facto od jego oficjalnego odrodzenia wraz z początkiem III RP tkwi  w śmiertelnym bezruchu, lata 90 pod względem rozwoju nie były wcale najgorsze, na polskich ulicach panowała bojowa atmosfera, ale wtedy nacjonaliści gromadzili jeszcze u szczytów swojej hierarchii (choć nie koniecznie oficjalnie) elitę, często ludzi z tytułami naukowymi, polityków, działaczy narodowych pamiętających II RP i okres konspiracji antykomunistycznej. Lata 90 były burzliwe, bojowa atmosfera nie wzięła się znikąd, dziki kapitalizm wdrażany przez Balcerowicza zakłócił status quo, doprowadzając do powstania silnych ruchów owe przemiany i nową rzeczywistość kontestujących- Konserwatywno-Narodowych i Narodowo Chłopskich (Samoobrona), wokół których kręciły się osoby a także całe grupy reprezentujące środowiska nacjonalistyczne. Jednak wymieranie starych działaczy, coraz większe grupy karierowiczów którzy nie widzieli dla siebie przyszłości we wciąż marginalnych ruchach narodowych, (i na dzień dzisiejszy skończyli we wszystkich partiach politycznych od Lewicy przez Platformę do PISu) czy uznanie przez niektórych liderów, że działalność nie ma sensu i należy ją zakończyć pogrzebały jakiekolwiek szansę na odrodzenie silnego środowiska narodowego (choćby nawet Endeckiego) w III RP. (Pragnę zaznaczyć, że opisuje wyłącznie ludzi „światłych” a nie skinowską patologię, która tworzyła wtedy zdecydowany fundament osobowy „ruchu”, a raczej jak by woleli to określić „sceny”, na którą szkoda nawet jakichkolwiek słów krytyki). Minęło kilka lat, powstał LPR, wszedł w skład rządu, zyskał poparcie narodowo katolickiego elektoratu który, następnie zmarnotrawił i pozwolił go sobie odebrać przez PiS, po czym stał się satelitą Platformy Obywatelskiej co wystarczająco raczej wyczerpuje temat tej partii i ludzi ją tworzących. Mijały kolejne lata, opresyjne rządy PO, moda na patriotyzm, powstanie Ruchu Narodowego, i kilkanaście innych znaczących wydarzeń zupełnie nie wykorzystanych przez „prawdziwych nacjonalistów”, którzy byli jeszcze w totalnej rozsypce i dopiero zaczynali tworzyć jakkolwiek „poważne” struktury. W tej wyliczance dochodzimy do roku 2019, co się zmieniło? Otóż powstał miesięcznik Szturm, w którym mam przyjemność publikować ten tekst, rozpadło się lub podzieliło kilka prężnie działających (choć według mnie już przy zakładaniu nie mających szans na jakiekolwiek sukcesy) organizacji. A kolejne ruchy w ramach naturalnego cyklu życia i śmierci zaczynają wzbierać, zastępować te upadłe i próbować dokonać własnej narodowej ofensywy. Stoimy w miejscu, marząc o naszych przyszłych rządach, przemianach, reformach i Bóg wie czym jeszcze. Jedyna rzecz, którą naprawdę posiadamy to ułańska fantazja, która wciąż trzyma nas jako tako przy zdrowych zmysłach i pozwala nam jakkolwiek egzystować w ramach tego skazującego się na przegraną środowiska. Jednak czy musi się tak dziać? Musimy być życiowymi przegrywami marzącymi o nierealistycznych zwycięstwach? Dobrze wiecie, że nie. Każdemu przyjdzie więc do głowy pytanie cóż należy zrobić, jak zacząć się rozwijać, jak zacząć odnosić sukcesy wyrwać się ze stagnacji i maszerować do przodu. Porzućmy chory mit naszej jedynej słusznej prawilnej prawdziwości i nieomylności, ponieważ nie! nie powstanie nagle znikąd żaden Legion Michała Archanioła, żaden wódz nie zjawi się i nie zaskarbi dla nas społecznego poparcia. Potępić też w tym wstępie muszę pewien pogląd który jak zauważyłem jest całkiem popularny w naszym środowisku, w skrócie brzmi on tak - nie ma się co śpieszyć z rozwojem działalności, Europę być może zmienią nasze dzieci lub wnuki. Przepraszam bardzo, ale gdy na świat przyjdą nasze wnuki Europy nie uratuje już nic, wszystko wskazuje na to że zostało nam ostatnie kilkadziesiąt lat w czasie, których można przechylić wajchę w drugą stronę. Już dziś wydaje się to koszmarnie trudne, społeczeństwa do głębi przeszyte są hedonizmem i konsumpcjonizmem, Katolicyzm wraz ze swoją tradycyjną moralnością de facto już umarł, tysiące przybyszów z trzeciego świata każdego dnia ląduje na naszym kontynencie. Niech wszyscy którzy głoszą pogląd odwlekania naszej niezwykle ciężkiej i wymagającej pracy, zrozumieją że stoimy jako rasa i cywilizacja przed wyborem - być albo nie być. Zacznijmy budować potencjał jaki na zachodzie, południu czy wschodzie od naszego kraju udało się zbudować naszym zagranicznym towarzyszom. Aby to jednak zrobić potrzebujemy jakiegoś planu działania, postaram się go więc nakreślić w tym tekście (przynajmniej na zbliżający się rok) jednak w formie wyzwania. Rzucam wyzwanie wszystkim osobom poczuwającym się jakkolwiek do jakiejkolwiek decyzyjności w jakiejkolwiek strukturze. Skończmy więc już z tym laniem wody i przejdźmy do rzeczy.

Zacznijmy więc od tematu tabu - pieniędzy, a raczej ich braku. Nasz ruch jest całościowo biedniejszy niż jedna dobrze prosperująca małą firma, jednak czy działacze wymiernie nie dysponują tymi pieniędzmi? Oczywiście, że dysponują! Można śmiało stwierdzić, że 85% ludzi aktywnych w ruchu zarabia na tyle dobrze, że grupa ta mogła by w bardzo krótkim okresie czasu poprzez zwiększenie nakładów finansowych na działalność, dźwignąć środowisko z kolan. Utarła się w Polsce niemalże tradycja, że pieniądze na ruch przeznacza się w dwóch bardzo określonych przypadkach są to- a) wszelkiego rodzaju szerokie spektrum zbiórek bez względu czy chodzi o wydanie książki, wynajęcie prawnika dla aresztowanego działacza, zbiórki na kombatantów, szkoły na kresach schroniska dla zwierząt itd. Itp. b) wydawanie pieniędzy na potrzeby własne w obrębie ruchu tj. wszelkiego rodzaju odzież, książki, koncerty itp. itd. Nawyk ten należy zdecydowanie przełamać, aktywiści muszą zdać sobie sprawę z tego, że z biegiem czasu nasza działalność będzie się profesjonalizować i nie będzie już starczyło rzucić 100 zł na poł roku na jakiś szczytny cel, środowisko potrzebuje pieniędzy jak tlenu, bez nich nie powołamy a tym bardziej nie utrzymamy przy życiu żadnej sensownej inicjatywy. Każda osoba jakkolwiek identyfikująca się z ruchem nacjonalistycznym powinna dokonywać comiesięcznych wpłat na rzecz najbliższej sobie grupy czy środowiska. Oczywiście owe środowiska powinny im to także jak najbardziej umożliwić a także zapewnić wgląd w przeprowadzane z tych pieniędzy wydatki. Jeśli już mowa o tego rodzaju wpłatach to warto przyjrzeć się kwestii niechęci ludzi do regularnego przelewania pieniędzy na jakikolwiek cel, co powiedzmy sobie jasno zazwyczaj wynika tylko i wyłącznie z osobistej pychy, -nie przeleję 10 zł na konto stowarzyszenia XYZ bo nie mam pewności co się z nimi stanie, (zapewne jego lider pojedzie za tą kosmiczną kwotę na Majorkę) przekonanie ludzi o tym że to oni sami najlepiej są w stanie zagospodarować pieniądze w ramach ruchu to przekonanie całkowicie toksyczne, zdecydowana większość działaczy nie jest w stanie wskazać wyzwań jakie stoją przed naszym ruchem i jakiego rodzaju rozwiązania należy zastosować aby te wyzwania przełamać. Pieniędzmi przeznaczanymi na ruch powinni dysponować lokalni liderzy, osoby nie tylko zaufane ale także z całościową wizją, co do zagospodarowania tych pieniędzy. No bo cóż nam z tego że będziemy mieli co miesięczny fundusz na organizacje szkoleń dla aktywistów, jeśli nie będziemy już mieli na ten przykład na wsparcie wydania tłumaczenia na nasz język jakiejś zagranicznej wartościowej pozycji. Lokalne budżety struktur nacjonalistycznych powinny po odliczeniu co miesięcznych wydatków i tak pęcznieć, oszczędzanie to coś co może nam pomóc w perspektywie omawianego roku, wygospodarować w ramach szerszego porozumienia spore sumy na powołanie wszelkiego rodzaju inicjatyw w tym także innych źródeł finansowania na których to w końcu będziemy musieli się oprzeć- wydawnictwa, wszelkiego rodzaju think tanki i NGOsy, internetowe czy fizyczne sklepy z produktami wszelakimi, fundacje. Oto źródła, które mogą nam pozwolić na dynamiczny rozwój, jednak do owych źródeł w jakiś sposób trzeba się dostać, a nie zrobimy tego bez zaangażowania i poświęcenia każdego z nas. Oszczędźcie sobie wydawanie w zbliżającym się roku pieniędzy na bezproduktywne ( a często niszczące was) bzdury. Na piątkowe piwka, wieczorne chipsy, papierosy, energetyki, nowe buty, torebki, koszulki i cały ten konsumpcjonistyczny syf. Przestań marnować pieniądze, w 2020 włóż ich w ruch tyle, ile tylko fizycznie będziesz mógł i dodaj wreszcie tlenu „skrajnej prawicy”.

Kolejna kwestia po pieniądzach, w której środowisko nacjonalistyczne leży to działalność lokalna, o której to napisałem już w Szturmie jeden tekst. Na chwilę obecną zdecydowana większość wydarzeń organizowanych przez nacjonalistów odbywa się w dużych miastach, przede wszystkim oczywiście Warszawie, w mniejszym stopniu w Poznaniu czy Katowicach. Musimy zejść z inicjatywą na swoje podwórko w tej kwestii. Wiele udało się zrobić Autonomicznym Nacjonalistom-  lokalne marsze w takich miastach jak Radom czy Częstochowa, turnieje First to Fight, które z edycji na edycje trafiały do mniejszych ośrodków. Autonomiczni Nacjonaliści zmarli jednak śmiercią naturalną, a wraz z tym upadła wszelka (poważna) inicjatywa lokalna. 2020 marzy mi się jako rok wykwitu lokalnych (najlepiej cyklicznych) inicjatyw - marszy, manifestacji, konferencji dotykających lokalnych wydarzeń historycznych czy sytuacji współczesnej regionu. Marzy mi się jako rok, w którym nacjonaliści zaczną podejmować realne problemy mieszkańców swoich miast, zaczną dążyć do realnych zmian we własnym otoczeniu. Nauczcie się pisać wnioski i skargi do waszych urzędów miejskich, za ich pomocą często udaje się wpłynąć na politykę miasta w drobnych sprawach. Weźcie udział we wszelkich możliwych konsultacjach obywatelskich przeprowadzanych w waszych małych ojczyznach, a także przede wszystkim w zaplanowaniu wydatków obowiązkowego już we wszystkich Polskich miastach Budżetu Obywatelskiego, przygotujcie projekty, i postarajcie się je przepchnąć angażując swoich znajomych, rodzinę, sąsiadów, czy w miarę dostępnych możliwości przypadkowych ludzi. Zacznijcie budować swoje wizerunki jako liderów lokalnych środowisk obywatelskich, ujmujących się za mieszkańcami, umiejących słuchać i w miarę dostępnych środków, starających się rozwiązywać ich problemy. Powiedzmy sobie jasno, nasze środowisko z całym jego bagażem historycznym nigdy nie będzie w stanie zdobyć zaufania wśród przeciętnych Polaków. Zaufanie to jesteśmy jednak w stanie zdobyć my sami, jako jednostki. Nie oczekujmy więc jak już wspomniałem powyżej że elita naszego środowiska pojawi się znikąd, to na nas spoczywa odpowiedzialność, podołajmy jej więc i nie zawiedźmy panteonu naszych poprzedników jak i siebie samych. Aby skutecznie prowadzić działalność lokalną przyda ci się do tego zarejestrowana organizacja która nie będzie straszyć ludzi radykalną symboliką, hasłami czy nazwami. Rejestrujcie stowarzyszenia lokalne, które pozwolą wam na dużo szerszą i efektywniejszą działalność. Współpracujcie i zawiązujcie kontakty z ludźmi spoza naszego środowiska. Przełammy wreszcie ten chory mit, że posiadanie znajomości z ludźmi z tzw. elit jest czymś nie na miejscu. Jeśli wierzycie w takie bzdury to lepiej cofnijcie się do studiowania historii młodej części ruchu narodowego w sanacyjnej Polsce. Zawierajcie znajomości i zdobywajcie kontakty, z lokalnymi  politykami, radnymi miejskimi, wojewódzkimi, szefami i działaczami wszelakich stowarzyszeń, NGOsów, pracownikami administracji publicznej, przedsiębiorcami, rolnikami i każdym innym kto w jakikolwiek sposób jest w stanie pomóc w rozwoju środowiska (niekoniecznie musząc wiedzieć w czym dokładnie pomaga.) Zdobywajcie również doświadczenie polityczne, starajcie się rekrutować do swoich grup działaczy systemowych partii prawicowych zawiedzionych ich poczynaniami, ich doświadczenie może okazać się dla was bardzo przydatne. Ruch nacjonalistyczny jest ruchem politycznym i przed ową polityką nie jesteśmy w stanie uciekać w nieskończoność. Władza nie jest dla nas celem, co wielokrotnie środowisko nacjonalistyczne prawidłowo artykułowało, jest jednak ona koniecznym środkiem do osiągnięcia naszego celu - „Uratowania Europy”, „Rewolucji Ducha” czy jak tam chcemy sobie nazwać naszą wizję totalnej przebudowy społeczeństwa.  Mamy odpowiednio dużo czasu aby przygotować stabilną podbudowę do wystawienia nacjonalistycznych  kandydatów (choć jeszcze nie pod nacjonalistycznym szyldem) w kolejnych wyborach samorządowych w naszych miejscowościach. Osobiście znam  co najmniej kilkanaście osób z mniejszych ośrodków miejskich, które przy odpowiednim zaangażowaniu były by w stanie wejść do swoich lokalnych rad miejskich bez choćby najmniejszego problemu. Znam również osobiście i kilka osób, które mogły by z dużą dozą prawdopodobieństwa uzyskać mandaty radnych w dużych miastach. Szczególnie chciał bym  jednak zaapelować do nacjonalistów, którzy będą to czytać mieszkających w najmniejszych  miejscowościach i na wsiach. Jeśli czujecie się na siłach, startujcie w następnych wyborach zwyciężajcie w swoich gminach i w mozole pomóżcie stawiać kamień węgielny pod przyszłe nacjonalistyczne ugrupowanie polityczne z prawdziwego znaczenia.

Zmieniajmy także wizerunek, odrzucenie wśród grupy ludzi zarządzających naszym środowiskiem wizerunku „typowego ANa” nie powinno być traktowane z jakąkolwiek opieszałością, jeśli chcemy być ruchem poważnym to takim bądźmy, nie każe nikomu biegać w garniturze niczym narodowy celebryta ale publiczne bieganie w dresie przez osoby przedstawiające się jako liderzy raczej nie przysporzy im społecznego zaufania. I tutaj trafiamy w kolejny temat tabu, który drażni wszystkich radykałów. Czyli odpowiednie kształtowanie naszego wizerunku, przykro mi jeśli chcemy wyjść z naszym przekazem poza grupę wiekową 14-26 to musimy ten wizerunek kształtować nie w oparciu o kominiarki, teleskopy i groźne okrzyki ale o merytoryczne przedstawianie naszych stanowisk i poglądów oraz mieszczący się w kanonie współczesnej eleganci wygląd. Jeżeli ktoś się na tą myśl burzy to pozostaje mi tylko przytoczyć moje już kilkukrotnie powtarzane zdanie- jako nacjonaliści nie mamy czegoś takiego jak życie prywatne, nasze prywatne poglądy, sympatie i antypatie nie mogą zaginać rzeczywistości. Jeśli zaszła by taka potrzeba i okoliczności radykalni nacjonaliści powinni szturmować policyjne oddziały, fizycznie linczować dilerów i inne szkodzące społeczeństwu jednostki. Jeśli zaś potrzeby były by inne nie powinni się bać wychodzić do kamer w garniturach i angażować się w pierwszoplanową politykę, co świetnie demonstrują nam ruchy na których zdecydowana większość z nas przynajmniej umownie  (lub raczej nieudolnie) się wzoruje- Środowisko Azowa oraz Casa Pound.

Zanim  jednak  zakończmy to wybieganie w przyszłość wróćmy do wizji rozwoju na rok 2020. Czego jeszcze brakuje naszemu środowisku? Jakichkolwiek lokali, bez względu na to czy chodzi o siedziby z prawdziwego zdarzenia czy nawet o jakiegoś rodzaju bary, kawiarnie, jakiekolwiek miejsca w których możemy mieć dach nad głową i głośno wyrażać swoje poglądy bez obawy, że ktoś nas wyrzuci ze strachu o  spadek  liczby klientów. Zorganizujmy choćby w szerokim porozumieniu jakikolwiek lokal, choćby jeden na skalę kraju, gdzie nacjonaliści nie musząc ukrywać się przed całym światem będą mogli za darmo organizować spotkania formacyjne, prelekcje, wykłady czy choćby przyjść, spotkać się i pogadać o błahostkach w przyjaznej atmosferze.

Kolejne wyzwanie przed którym stoimy w roku 2020 to stworzenie jakiegoś rodzaju   sformalizowanej platformy, która będzie mogła połączyć wysiłki, ONR-u, Nacjonalistycznego Południa, Środowiska Szturmu, Stowarzyszenia Niklot, i grup lokalnych. Nie jesteśmy dla siebie wrogami, często współpracujemy przy różnych  inicjatywach, brakuje jednak w tym wszystkim pewnego skoordynowania, porzućmy wreszcie te buńczuczne podziały organizacyjne, nie wzywam do porzucenia szyldów, wzywam  jednak z całą mocą do wspólnej nie skrępowanej podejrzliwością, niechęcią, czy wyimaginowanymi różnicami co do wizji Wielkiej Polski naszych  marzeń. Jeśli w jakiś wymierny sposób nie skoordynujemy naszych wysiłków to ciężko będzie marzyć za kilkadziesiąt lat nawet o Polsce jaką znamy.

Niech rok 2020 będzie rokiem szerokiego otwarcia - przestańmy się chować w naszych bibliotekach, salach treningowych, wyjdźmy wreszcie z Internetu. Rekrutujmy więcej ludzi niż w latach poprzednich, szczególnie ludzi młodych (ale też nie za młodych) i perspektywicznych, odnawiajmy kontakty, uderzajmy do znajomych których  nie podejrzewaliśmy o nacjonalistyczne sympatie, może któregoś z nich uda się zaangażować (a nie muszę chyba mówić, że na naszym stopniu rozwoju każdy aktywista jest na wagę złota), przestańmy wreszcie żyć w świecie w którym każdy może być potencjalnym agentem, jest to wliczone że tak powiem w ryzyko zawodowe i takie osoby będą się zdarzać  (co pokazały choćby ostatnie perturbacje), jednak nie możemy przez to ograniczać swojego rozwoju musimy dążyć ku masowości, jednak nie masowości osiąganej zbyt szybko (co nam raczej nie grozi ale warto wspomnieć). Wraz z napływem nowych aktywistów musimy postawić na ich edukacje, zakładajmy grupowe biblioteczki, lokalne kluby dyskusyjne, organizujące sesje wykładowe kilka razy w miesiącu. Szkólcie ludzi nie tylko w kwestiach stricte nacjonalistycznych, jeśli posiadacie jakieś umiejętności które jakkolwiek mogą przyczynić się do rozwoju ruchu, uczcie ich współtowarzyszy. Wiedza musi być podporą, na której  zbudujemy nasz sukces. Niestety skutki jej lekceważenia odczuwamy po dziś dzień, w postaci wizerunki Nacjonalisty-tępego sebiksa bijącego murzynów i chorych na homoseksualizm.

Głęboko wierzę, że jeśli wdrożymy tą propozycję skromnego planu działania w życie, dokonamy być może wreszcie jako środowisko, choćby małego kroczku we właściwą stronę. Na żadne zdecydowane a tym bardziej milowe kroki nie jesteśmy i nie będziemy jeszcze przez lata gotowi. Podejmijcie więc rękawice i rozpocznijmy pokojową rywalizację popychającą nas na właściwe prądy rozwoju.

 

Filip Waligórski